Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wola. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 czerwca 2014

KONIEC POWSTANIA

   7 sierpnia gen. Reinefarth kontynuował od świtu natarcie na Woli, "oczyszczając" rejon ulic: Chłodnej, Ogrodowej, placu Mirowskiego, Hal Mirowskich i placu Żelaznej Bramy. Masowo mordowano ludność cywilną.  Po bramach i podwórkach odbywały się egzekucje na: Chłodnej, Elektoralnej i w Halach Mirowskich.


   W dniach 7 i 8 sierpnia siły niemieckie umocniły się ostatecznie wzdłuż głównych arterii przelotowych Woli i ich przecznic.


   Wobec rosnącej przewagi wroga 12 sierpnia 1944 roku praktycznie cały obszar Woli znalazł się w rękach niemieckich. Rozpoczął się ostatni etap gehenny ludności cywilnej w której łącznie wymordowano około 50 tysięcy mieszkańców Woli.


   13 sierpnia jednostki AK uderzyły na Hale Mirowskie, zamierzając przebić się tamtędy do odciętej Starówki. Atak zakończył się jednak niepowodzeniem.


  Gubernator dystryktu warszawskiego  - Ludwig Fischer uciekł pod osłoną czołgu z pałacu Brühla poza Warszawę wraz ze swymi urzędnikami. Na placu Żelaznej Bramy i na ulicy Chłodnej Niemcy zostali ostrzelani przez oddziały powstańcze.


  15 sierpnia po opanowaniu Woli Niemcy zainstalowali w parku im. Sowińskiego najcięższy samobieżny moździerz "Karl", który używali do ostrzeliwania Starego Miasta i Śródmieścia Warszawy.


images


źródło:http://blogbiszopa.pl


   Pociski przebijały kolejne stropy i zazwyczaj eksplodowały w części parterowej, powodując zburzenie całej kamienicy i zasypanie piwnic. Wiele pocisków wystrzeliwanych z Karla nie wybuchło. Być może dlatego, że były przeznaczone do niszczenia potężnych betonowych umocnień i mury miasta były zbyt wątłe, żeby uruchomić zapalnik pocisku . Drugim powodem mogły być akcje sabotażowe przymusowych robotników, którzy pracowali w niemieckich fabrykach zbrojeniowych. Może właśnie taki  pocisk trafił w naszą kamienicę pod 20-tką - i nie wybuchł. Ten, który moja mama z sąsiadkami wyniosły na kocu przed kamienicę


   Jeden z takich pocisków uderzył w dom, gdzie znajdowała się słynna restauracja "Adria". Pocisk po przebiciu stropów i kilku pięter wpadł do podziemi. Nie eksplodował. Został rozbrojony przez powstańców, a jego ładunek wybuchowy później służył do produkcji powstańczych granatów. Inny pocisk trafił najwyższy wówczas budynek warszawski hotel Prudential.


images


źródło:pl.wikipedia.org


   Po upadku Woli powstańcy jeszcze stawiali opór wojskom niemieckim przez kilka tygodni.


   14-16 września oddziały niemieckie zdobyły Marymont. 27 września skapitulowali ostatni obrońcy Mokotowa a 30 września obrońcy Żoliborza. W Ożarowie Mazowieckim toczyły się pertraktacje, które zakończyły się w nocy z 2 na 3 października podpisaniem aktu kapitulacji powstania warszawskiego.


images


źródło:www.polskieradio.pl


    5 października do niewoli w zwartych oddziałach powstańczych wychodzili z Warszawy żołnierze. Około 3,5 tys. powstańców zdołało wmieszać się w opuszczający miasto tłum ludności cywilnej i uniknąć w ten sposób niewoli


images


źródło:to-ci-historia.blog.pl


Kapitulacja nastąpiła 2 października 1944 r. po 63 dniach walki.           


   Dla upamiętnienia faktu stłumienia Powstania Warszawskiego 1944 r. Niemcy ustanowili specjalną odznakę "Warschaer Schield" zaprojektowaną podobno przez samego Hitlera. Dostali ją funkcjonariusze Wehrmachtu i SS, biorącym udział w walkach z polskimi powstańcami, noszono na lewym rękawie munduru.


   Po wyjściu powstańców do niewoli i po usunięciu z miasta kilkuset tysięcy ludności cywilnej Warszawa była systematycznie niszczona przez Niemców.


     17 stycznia 1944 r. do wymarłego, zrównanego z ziemią miasta wkroczyły wojska sowieckie i towarzysząca im I Armia Wojska Polskiego.


images


źródło:studioopinii.pl

wtorek, 10 czerwca 2014

WYPĘDZENIE Z WARSZAWY - cz.2


  Na skutek podpaleń i wysadzeń dokonywanych przez oddziały niemieckie, uległo zagładzie ponad 80% zabudowy mieszkalnej Woli.


      Mimo, że dowódcy niemieccy ograniczyli rozkaz eksterminacji ludności Warszawy, nie wszystkie oddziały zaczęły przestrzegać nowych wytycznych.


   6 sierpnia Rzeź Woli była kontynuowana. Zamordowano tego dnia około 10000 Polaków – przede wszystkim mieszkańców ulic: Chłodnej, Leszno, Towarowej i Żelaznej. Ofiarami byli  m.in. personel i pacjenci szpitala przy ul. Leszno, księża i zakonnicy z klasztoru przy ul. Karolkowej. Rozstrzelano również kilkuset wziętych do niewoli powstańców oraz osoby uznane za powstańców (w tym wiele dzieci oraz młodocianych w wieku od 12 do 16 lat). Zbiorowym egzekucjom nadal towarzyszyły gwałty, grabieże i palenie domów.


   7 sierpnia Niemcy, opanowali arterię komunikacyjną: Wolska – Chłodna – Elektoralna. Rodzina mojej żony mieszkała wówczas przy ulicy Wolskiej. Podczas wybuchu powstania moja przyszła żona miała zaledwie 3 lata. Mieszkali w jednym mieszkaniu w 5 osób z rodzicami i wujostwem. 


    Tego dnia wygoniono wszystkich mężczyzn na podwórze kamienicy i ustawiono do egzekucji w kilku rzędach. Kobiety i dzieci ustawiono w kolumnę i popędzono w kierunku Woli. Za ich plecami zaczęto masakrę. Egzekucja była przeprowadzona dość chaotycznie i w pośpiechu. Ojciec i wuj stali w kolejnym rzędzie, więc upadające martwe ciała z pierwszych rzędów, przykrywając ich ocaliły im życie. Leżeli cicho, nie ruszając się. Wuj został postrzelony w nogi, ojcu nic się nie stało. Po ustaniu strzelaniny jeden z oficerów podchodził do leżących i trącał ich nogą. Jeśli się nie ruszali - odchodził. Jeśli wydawali jakiekolwiek oznaki życia - dobijał strzałem w głowę.


  920bf527-d84c-426b-9b90-e7c30a863923.file


   źródło: konflikty.wp.pl


   Wśród mordów, gwałtów i grabieży pognano mieszkańców płonącymi ulicami do kościoła św. Wojciecha, przystanku przed obozem w Pruszkowie. W tej grupie osób była moja przyszła żona. Z tego marszu pamięta, że wokoło niej tańczyły iskierki. Te iskierki to zapewne fragmenty płonących budynków, gnane wiatrem po ulicach. Matka z ciotką niosły ją na zmianę na rękach. Tempo marszu było zbyt szybkie, żeby małe nóżki  nadążyły za korowodem.


   Gdy oprawcy już odeszli ojciec z wujem, wyczołgali się spod trupów i wpełzli do piwnicy najbliższej kamienicy. Siedzieli tam w kilku mężczyzn, wyczekując dobrego momentu na ucieczkę. Trwało to dwa dni i dwie noce. Teść później opowiadał, że najbardziej bali się gdy jeden z ocalałych współtowarzyszy kaszlał. Może był przeziębiony a może miał gruźlicę. Takie dźwięki dochodzące z piwnicy, mogły narazić wszystkich na odkrycie ich kryjówki przez Niemców. Pozostali ukrywający się mężczyźni częstowali go ciągle papierosami, bo gdy ten pali, to nie kaszlał.


   Kobiety w tym czasie szły w korowodzie, pędzone w kierunku kościoła św.Wojciecha. Co wtedy myślały i jak bardzo się bały - trudno sobie wyobrażać. Miały jedynie świadomość, że ich mężowie, bracia, synowie właśnie zostali wyprowadzeni do egzekucji. Za ich plecami słychać było tylko strzały. Z niektórymi mężczyznami na podwórza do egzekucji stawiły się też kobiety: matki, żony, siostry, córki... Zapewne robiły to dobrowolnie, nie chcąc rozstawać się z najbliższymi, nie licząc już na jakikolwiek ratunek.


920bf527-d84c-426b-9b90-e7c30a863923.file


źródło:wiadomosci.wp.pl


   Wokół kościoła nocą słychać było krzyki i strzały. Kościół św. Wojciecha został ustanowiony przejściowym obozem dla ludności cywilnej. Stanowił punkt zborny dla wypędzanych mieszkańców północnych dzielnic Warszawy. Przebywali w fatalnych warunkach sanitarnych i czekali, czekali tam na wywiezienie do obozu w Pruszkowie. W czasie powstania warszawskiego przez kościół św. Wojciecha przeszło około 90000 mieszkańców Warszawy. W jego okolicach esesmani zamordowali ponad 400 osób. Po nocy wśród krzyków, rozpaczy i płaczu, spędzonej w kościele pochód ocalałych z rzezi, ruszył w stronę Pruszkowa. Wśród nich moja żona, teściowa i ciotka.


920bf527-d84c-426b-9b90-e7c30a863923.file


źródło:http://niepoprawni.pl/blog


   Marsz był długi i monotonny. Teściowa znała dobrze język niemiecki i próbowała dogadać się ze strażnikiem. Udając, że musi coś zrobić przy dziecku spowalniały swój marsz i w rezultacie odłączyły się od pochodu  w okolicach Gołąbek pod Warszawą. Stamtąd już niedaleko było do domu wuja mojej teściowej. Zatrzymały się u niego. Mimo wszelkich przesłanek, że obaj mężowie nie żyją nadal wierzyły, że się odnajdą. Czekały.


   Nie mogły zostać długo w Gołąbkach. Doszły do wniosku, że skoro ojciec się nie odezwał, to może wuj będzie ich szukać u swojej rodziny. Udały się w stronę Łowicza do wsi Kiernozia, gdzie mieszkała rodzina męża ciotki. Czekały.


   W tym czasie ojciec z wujem zostali złapani pod Warszawą i dołączyli do maszerujących w stronę Pruszkowa. Rozdzielili się jednak w pochodzie i ojciec udając chorobę, odłączył się w okolicach Gołąbek. Tam od rodziny dowiedział się, gdzie jest żona i córka. Gdy dotarł do nich, był tam już wuj z którym się rozstał w pochodzie w stronę Pruszkowa. Doczekali tam wspólnie do końca wojny.


   Do Warszawy wrócili w marcu 1945 roku. Nie zamieszkali na Woli. Nie mieli do czego wracać. Ich kamienica nie istniała. Wprowadzili się do stryjenki ojca na Pradze. Gdy teść dostał pracę w elektrowni na Powiślu przenieśli się do wspólnego mieszkania z innymi rodzinami na Powiślu pod adresem Aleja 3 maja.

niedziela, 8 czerwca 2014

Powstanie Warszawskie 1944 - film



https://www.youtube.com/watch?v=sH1W-_M0J28

źródło: YOUTUBE

 

WYPĘDZENIE Z WARSZAWY - cz.1


   Na Chłodnej mieszkaliśmy do momentu założenia getta. Już we wrześniu 1940 roku krążyły pogłoski, że trzeba będzie się wyprowadzić. Zamieszkaliśmy na Wroniej. Trudno powiedzieć jak się tam mieszkało. Po prostu mieszkało tak "na przeczekanie".


   W sierpniu 1944 roku (powstanie jeszcze trwało) dołączyliśmy do pochodu mieszkańców pędzonych Chłodną w stronę Woli. Niemcy pędzili wszystkich w kierunku Pruszkowa.


  220px-Bundesarchiv_Bild_146-2005-0044,_Warschauer_Aufstand,_Kapitulation


źródło: http://pl.wikipedia.org - Kolumna wysiedleńców


   Ludzie szli w milczeniu, niosąc swój dobytek - ile dało się wziąć. Każdy coś niósł lub ciągnął za sobą w prowizorycznych wózkach. Bagaż po drodze okazywał się za ciężki i wzdłuż szlaku można było zobaczyć porzucone pakunki. Po drodze dołączali do nas mieszkańcy innych dzielnic i podwarszawskich miejscowości. Inni jechali do obozu pociągiem.


220px-Bundesarchiv_Bild_101I-695-0423-30,_Warschauer_Aufstand,_Zivilisten_auf_Bahnhof


źródło: http://pl.wikipedia.org -Deportacja mieszkańców Warszawy z Dworca Zachodniego do obozu w Pruszkowie


   Później się dowiedziałem, że między sierpniem a październikiem zostało wypędzonych blisko 550 tys. warszawiaków i około 100 tys. mieszkańców miejscowości podwarszawskich. Większość wypędzonych została skierowana do podwarszawskich obozów przejściowych – przede wszystkim Pruszkowa. Stamtąd blisko 150 tys. osób wywieziono na roboty do Rzeszy lub do niemieckich obozów koncentracyjnych. My tak jak część pozostałych przesiedleńców zostaliśmy skierowani dalej - w stronę Łowicza.


   Mamie udało się opuścić korowód idących tuż pod Łowiczem. Stamtąd dotarliśmy do rodziny ojca w miejscowości Wiskienica. Zamieszkaliśmy tam. Czekaliśmy z nadzieją, że może tata żyje i tutaj nas znajdzie - w końcu to byli jedyni ocalali z naszej rodziny,  no i gdzie indziej miałby nas szukać? Czas się dłużył a wieści o zaginionych i zabitych powoli odbierały nadzieję. Ojciec nas odnalazł zaraz po wyzwoleniu.


   Wkrótce okazało się, że zawieruchę wojenną przeżył także mój drugi wuj Bolesław, choć trudno było w to uwierzyć. Wuj także był bohaterem. W czasie okupacji roznosił bibułę i dostarczał broń do getta. Ukrywał się od wiosny 1943 roku póki 18 maja nie został aresztowany. Przewieziono go wówczas na Pawiak i przesłuchiwano pod zarzutem działalności w PPR. 5 lipca 1943 roku wywieziono go do Oświęcimia a od czerwca 1944 roku do Buchenwaldu. Tam doczekał końca wojny.


   Wujek z rodziną zamieszkał  przy ulicy Kopernika 25. Wprowadziliśmy się do jego mieszkania. Rodzice nie wyobrażali sobie, żeby nie mieszkać na Woli, żeby nie mieszkać na Chłodnej.


   Warunki w mieszkaniu wuja były bardzo skromne. Zajmowaliśmy jeden pokój z kilkoma rodzinami. Miejsce to wszyscy traktowali, jako przejściowe -  wszyscy chcieli powrócić do swoich starych mieszkań. Ta część stolicy była stosunkowo mało zniszczona, toteż ruch w tej okolicy był dość spory. Tata zaraz po przyjeździe do Warszawy rozpoczął organizowanie mieszkania dla nas w naszej starej kamienicy na Chłodnej 20.


 im86t2


źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl


   "Dogadał" się z jakimś murarzem i od rana do nocy przygotowywali mieszkanie do wprowadzenia. Nasze poprzednie mieszkanie nie istniało dlatego zajęliśmy lokal od strony podwórka - po nieżyjących najemcach.


   Ostateczna przeprowadzka nastąpiła dopiero wiosną 1947 roku. Mimo tego, że od zakończenia wojny upłynęły już dwa lata mieszkanie w Warszawie nadal było bardzo niebezpieczne. Co jakiś czas słychać było w okolicy odgłosy eksplozji. Ludzie sami próbowali pozbyć się niewybuchów, bo saperów wówczas było jak na lekarstwo. Na ścianach domów jeszcze długo widniały napisy "МИН НЕТ!", choć to nie zawsze oddawało rzeczywistość.


Ja zacząłem chodzić do szkoły....

piątek, 25 kwietnia 2014

U chłopaków....


   Na naszej ulicy mamy swoich bohaterów. Chcieliśmy ich uczcić dlatego przy rewitalizacji ulicy nadaliśmy imiona drzewom posadzonym na skwerze św. Jerzego przed kościołem św. Boromeusza.


6a3cad8f011af884bbc041543195f22c

źródło:tvnwarszawa.tvn24.pl

    Antek K - Antek z Woli, Rysiek M - Ryś. Obaj zginęli w Powstaniu Warszawskim. Nawet ich nie poznałem. Starsi tylko opowiadali o nich legendy: o ich odwadze, męstwie,  o poświęceniu. Byli dla nas wzorem.


   Takim, naszym bohaterem był "Srokosz". Poznałem go. Mieszkał w piwnicy kamienicy pod numerem 22. Kiedyś wdrapał się po gruzach w pewny zimowy dzień na odsłonięty balkon kamienicy pod 18. Ulepił ze śniegu olbrzymią pigułę i naszpikował ją kawałkami cegieł. Wyczekał moment, gdy pod balkonem przechadzał się jeden z milicjantów - tajniaków. Zwalił na niego tą całą konstrukcję śniegową - wprost na głowę. Biedak natychmiast zapadł w "głęboki sen" - dobrze, że nie na wieczność. Srokosz nie za bardzo lubił się z milicją obywatelską. Zmarł w wiezieniu na Rakowieckiej.


   Z okresu "Solidarności" wsławiło się dwóch: Włodek K. i Andrzej J. Włodek prowadził konspiracyjną dziuplę z bibułą i książkami zakazanymi przez władzę. U niego także ukrywali się obecni prominentni z pierwszych stron gazet. Andrzej zaś ukrywał radzieckiego żołnierza, który podczas stanu wojennego uciekł z koszar w Legnicy. Andrzej go uratował i pomógł wyjechać do Francji. Powstała o tym książka.


250px-Skwer_Ksiedza_Jerzego

źródło: warszawa.wikia.com

  Myślę, że ksiądz Jerzy gdy spojrzy z góry na tę rekomendację w postaci drzewek ich imienia nie będzie miał zastrzeżeń. Kiedyś to był ich skwer: tu biegali, grali w piłkę, służyli do mszy jako ministranci a niektórzy z nich byli zawodnikami Warszawskiej Polonii.


   Przy skwerze jest fajna restauracja "u chłopaków". Dobra nazwa w dobrym miejscu. Ja dobrze się tu czuję

życie w gruzach....


   Pamiętam jak wyglądała moja ulica dwa, trzy lata po wojnie. Zwały  gruzów po zawalonych kamienicach nad którymi górował zburzonych kościół św. Boromeusza. "Kamienica pod zegarem" nie miała dachu. Po parzystej stronie ulicy stały tylko przednie ściany kamienic. Szkoda, że jakiś komunistyczny urzędnik kazał je do rozebrać do samej piwnicy.


495288


Kamienica pod Zegarem, źródło:archiwum.rp.pl   


   Zamieszkałem z rodzicami na pierwszym piętrze "Kamienicy pod zegarem". Ojciec dogadał się z jakimś murarzem i  odremontowali mieszkanie. Zanim to nastąpiło spaliśmy na podłodze i ogrzewaliśmy się "kozą". Pośrodku pokoju w którym mieszkaliśmy w podłodze była ogromna dziura wybita przez bombę z któregoś nalotu. Bomba nie wybuchła ale narobiła szkód przebijając strop i kolejne piętra. Spoczęła na parterze naszej kamienicy. Dziurę w podłodze przykryliśmy deskami a kobiety:  moja mama z sąsiadkami na kocu wyniosły niewypał na skwer przed kościołem, tam gdzie obecnie jest skwer św. Jerzego. Wyobrażam sobie, co teraz by się działo gdyby ktoś odkrył taki niewypał... Zamknięte pół dzielnicy, ewakuowani mieszkańcy, szpitale w pełnej gotowości - a wszystko w relacjach telewizyjnych...  Wtedy - to było na porządku dziennym. Nie wszystkim jednak udawało się przeżyć własnoręczne pozbycie niewybuchów.


  65342_6d9960d3b


Skwer przed kościołem św. Boromeusza, źródło:www.kulturalna.warszawa.pl   


   W kuchni naszego mieszkania, która służyła także za łazienkę znajdowało się małe okienko wychodzące na studnię naszej kamienicy, tzw. ślepe podwórko. Którejś nocy usłyszeliśmy hałas dochodzący stamtąd - jakby z dna tejże studni. Z początku myśleliśmy, że to koty tak harcują ale drugiej nocy hałasy się powtórzyły. Wkrótce wyraźnie usłyszeliśmy wołanie o pomoc. Okazało się, że był to poszukiwacz żydowskich skarbów: złota, biżuterii i czego jeszcze nie wiem. Spadł do studni i spędził tam dwa dni i dwie upojne noce. W końcu osłabł od wdrapywania się na mur i gdy zaczął mu zbytnio doskwierać głód - zdecydował się krzyczeć o pomoc. Wyciągnęliśmy z ojcem stamtąd tego gada i darowaliśmy wolność.   


   W kamienicy pod numerem 20 zamieszkiwali przed wojna i w czasie wojny żydowscy bogacze. Można było się spodziewać niesamowitych skarbów ukrytych w ocalałych murach mieszkań czy piwnicach. W czasie Powstania Warszawskiego przekuto przejścia w ścianach mieszkań i piwnic - tworząc labirynty przejść naziemnych i podziemnych. Można było znaleźć w tych zakamarkach sporo "dobra" po wymordowanych mieszkańcach getta. Takimi poszukiwaniami trudnili się właśnie tacy ludzie jak ten wyciągnięty z naszej studni. O zasypane w gruzach dobra toczyliśmy z szabrownikami bitwy.   


   W piwnicach ulicy Chłodnej znajdowały się magazyny różnych firm i firemek. Ja też znajdowałem tam skarby. Dla mnie i moich kolegów były nimi łożyska kulkowe - z których mogliśmy zrobić na przykład hulajnogi. Udało się także zrobić dla kalekiego kolegi wózek pod siedzenie, by mógł z nami się wspólnie przemieszczać wzdłuż całej ulicy. W innej piwnicy znaleźliśmy setki szpul nici oraz różne materiały do szycia odzieży - ale to już  zagospodarowały nasze mamy. Znajdowaliśmy wśród gruzów mnóstwo platerowych sztućców. Obdarowywaliśmy nimi mieszkańców Chłodnej, którzy nie mieli co jeść ale za to mieli do tego eleganckie przybory.


   Na naszej ulicy otworzył wkrótce sklep pan Kurek. Sprzedawał w nim chleb i ziemniaki a za Żelazną Bramą ktoś otworzył sklep z końskim mięsem. Zresztą tych pożytecznych zwierząt na Chłodnej pojawiło się wiele. Ciągnęły załadowane gruzem wozy.


ruiny_w_kolorze_henry_cobb_9687


źródło:archirama.muratorplus.pl   


    W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych część chłopaków przeniosła się na Cmentarz Wolski. Część zmieniła dzielnice, choć i tak zawsze wracali na Chłodną - tak jak i ja.

Ciekawa współczesna konstrukcja - DOM KERETA.


Chłodna to nie tylko przeszłość - ale także przyszłość w jej ciekawych miejscach.


   Zaraz po przejściu przez ulicę Żelazną na parzystą stronę Chłodnej możemy zobaczyć zadziwiającą budowlę. Właściwie trzeba się dobrze przyjrzeć, bo to najwęższy dom na świecie. Pomiędzy peerelowski blok z lat 60 przy ul. Chłodnej 22 i przedwojenną kamienicę przy ul. Żelaznej 74 wciśnięto "artystyczną instalację".


DOM-KERETA_wersja3-zelazna_3


źródło: www.domkereta.pl


   Wyczytałem, że to forma "insertu pomiędzy dwoma budynkami, reprezentującymi różne epoki w historii Warszawy". Działka, na której stoi dom, ma w najszerszym miejscu 152 centymetry, a w najwęższym - 92 centymetry. Najwęższy dom świata ma konstrukcję ze stali. Jest zbudowany na kształt prostokątnego trójkąta z przeszklonym dachem. Na drugiej kondygnacji zamontowane są: kuchnia i łazienka. Trzecia kondygnacja wyposażona została w: biurko, łóżko i regał. Do części mieszkalnej wchodzi się z pierwszej kondygnacji przez podnoszoną klapę ze schodami, a do pomieszczeń na dwóch pozostałych kondygnacjach po drabinach. Jednak mimo nazwy dom nie spełnia on polskich przepisów dla lokalu mieszkalnego, przez co nie jest obiektem stałym (nie można w nim uzyskać zameldowania).


DOM-KERETA_wersja3-z-zamknietymi-schodami_1


źródło: www.domkereta.pl


   Patronem projektu jest Etgar Keret , izraelski pisarz. Stąd nazwa tego miejsca Dom Kereta (pełna nazwa: Ermitaż – Dom Kereta). Był pierwszym mieszkańcem domu, kolejnymi lokatorami zostaną artyści wyłonieni przez jury z Keretem na czele. Przeznaczenie tego miejsca to centrum działań twórczych dla artystów i intelektualistów z całego świata.


   Lokalizacja w pobliżu kładki łączącej w czasach okupacji hitlerowskiej dwie części warszawskiego getta wiąże się z losami rodziny Etgara Kereta, która pochodzi z Warszawy i którą w czasie II wojny światowej uwięziono w getcie.


   Miałem przyjemność spotkania z Etgarem Keretem  a to dowód tego spotkania.


20140316_122520_resized

niedziela, 6 kwietnia 2014

DWIE DZIEWCZYNKI Z FOTOGRAFII...

         Z marszu wziąłem się za "renowację" moich łupów. Nie znam się na tym ale postanowiłem oczyścić i wymienić wyjątkowo brudne podbicie obrazków. Po zerwaniu czarnego papieru pod jednym z nich odkryłem przedwojenne zdjęcie dwóch dziewczynek.



 źródło  własne


Pod ich wizerunkiem widniała dedykacja:  "Kochanej Babci, Ciotce i Wujkowi choć jeszcze nie znamy, na pamiątkę ofiarowujemy Kasia  i Marta Elektorowiczówne".



Moja ciekawość rosła...





     źródło  własne


Pod kolejnym obrazkiem znalazłem fotografię kobiety w średnim wieku, tym razem nie umieszczono żadnej informacji: kim była, czy dla kogo została zrobiona ta fotografia?



    Jeszcze tego samego dnia wróciłem do handlarza aby dopytać go o pochodzenie, źródło albo jakąkolwiek informacje o osobach znajdujących się na zdjęciach. Powiedział, że zdjęcia dostał dawno od jakiejś starszej pani z ulicy Chłodnej, która już zresztą nie żyje. Więcej nic nie wiedział a moja dociekliwość tylko spowodowała, że się wystraszył i w pośpiechu zwinął cały stragan.


    Jestem uparty i dociekliwy. Nie odpuszczę. Mimo tego, że nie mieszkam tam już od połowy lat 70-tych -  to na Chłodnej mam jeszcze wielu znajomych.  To sami starsi ludzie. Postanowiłem dopytać - może ktoś coś pamięta, znał osoby z fotografii albo ma pomysł, gdzie mógłbym poszukać o nich informacji? Nikt nic nie wiedział. Sprawdziłem czy dziewczynki z fotografii były chrzczone w pobliskim kościele św. Boremeusza. Bez rezultatu. Drążyłem dalej. Byłem także w Żydowskim Instytucie Historycznym. Zdjęcia zamieszczono w Muzeum Woli i „Kurierze Wolskim”. Skontaktowałem się z "Wolskimi Regionaliami" na Facebooku. Tam też umieszczono zdjęcie z zapytaniem, czy ktoś coś wie na ich temat. Niestety nic się nie wydarzyło. Nadal nie wiedziałem co działo się z osobami ze zdjęć.


    Po kilku miesiącach poszukiwań pojawiły się wątpliwości - po co szukać osób sprzed 70 lat? Przecież w tym czasie w Warszawie szalało piekło, ginęły całe rodziny, kamienice, ulice.  Nie wiadomo jak potoczyły się losy osób ze zdjęć a można było się spodziewać, że ich historia była tragiczna. Chciałem już zrezygnować.



     Moją uwagę tym razem przykuło zdjęcie "kobiety w średnim wieku". Postanowiłem oderwać  to zdjęcie od szarej tektury do której było przyklejone. Po godzinnych zmaganiach z materią - udało mi się to zrobić. Odkleiłem je,  oczyściłem z resztek kleju.


   Tył zdjęcia był zapisany. Jakieś nazwiska i cyfry a może daty... Wyglądało to jak szyfr ułożony w nieładzie. W czasach wojny ludzie w ten sposób zostawiali informacje o sobie i rodzinie dla najbliższych. Tej nocy nie mogłem długo zasnąć...


 

HISTORIA PEWNEGO SPACERU.




Ruszam więc na spacer wspominkowy.


   Żona przed wyjściem z domu naciąga mi na głowę czapkę i szczelnie opatula szalikiem a do kieszeni wciska rękawiczki. Uprzedza mnie: - nie przezięb się i nie daj się okraść! Odpowiadam: - pracowałem  dwa lata na Syberii przy budowie rurociągu i się ani razu nie przeziębiłem - to i przy temperaturze 5 stopni tym bardziej mi nic nie grozi. Jak ruscy mnie nie okradli to i na Chłodnej mogę być spokojny - przecież to "moja ulica"! Widocznie na starość człowiek tak ma.



źródło: wikipedia.org


   Swój spacer rozpoczynam od Hali Mirowskiej. Przechodzę między straganami i tymczasowymi stoiskami z różnego rodzaju rupieciami.  Ponieważ zawsze interesowałem się odkrywaniem różnych staroci, całą moją percepcję kieruję na poszukiwanie interesujących rzeczy. Często stare przedmioty mają duszę i to ona nas przywołuje, by się nią zainteresować. Bo dlaczego jedne przedmioty choć ładne i pozornie atrakcyjne nie przemawiają do nas  tak jak zwykłe i wydawałoby się nieciekawe?


    Jeden z handlarzy chwycił mnie za rękaw kurtki. Oferuje mi sprzedaż dwóch obrazków. Oba są oprawione i "pod szkłem". Malunek jest wykonany temperą i akwarelą. Oba w dolnych rogach są sygnowane A.U.  Wyglądają jakby były wykonane przez Antoniego Uniechowskiego.... - czyżby?


   Uniechowski był znanym malarzem, ilustratorem książek plakacistą i scenografem.  Nie jestem fachowcem ale wiem, że wielu już podrabiało te stare obrazki. Ramki były w kolorze starego złota, wyglądały dość obskurnie i nie nadawałyby się do powieszenia w domu. Wziąłem je, bo wyglądał na to, że sprzedający był w dużej potrzebie finansowej. Gdy dodał, że obrazki pochodzą z ulicy Chłodnej to już wiedziałem, że je kupię. Tylną stronę obrazków zaklejono czarnym papierem. Zawinąłem je w plastikową torbę i wcisnąłem pod pachę.


   Ponieważ zrobiłem zakup niewygodny do noszenia  - musiałem wrócić do domu. No i tyle było tego mojego wspominkowego spaceru....
Im bliżej byłem domu tym bardziej się utwierdzałem, że to był dobry zakup. Przeczucie? Moja żona od progu - zadziwiona wczesnym powrotem, zaczęła się dopytywać:- stało się coś?


- przeciwnie! zobacz co kupiłem. Kto wie jaką to ma wartość?! A może kryje jakąś tajemnicę?


 

MOJA ULICA - MOJA DZIELNICA



   W tym roku kończę siedemdziesiąt pięć lat i wchodzę w wiek starczy - jak to szybko zleciało...


       Nie jestem pisarzem, nie skończyłem żadnego Uniwersytetu nawet tego - "Trzeciego Wieku" - jestem prostym, być może niedokształconym emerytem. Proszę przymknąć oko na to co piszę i jak piszę....  Młodzi idą na całość i myślę, że takich jak ja wkrótce będą wyłapywać i izolować, bo co z nimi zrobić? Aż strach pomyśleć. Jak zejdę siedząc w kapciach i pilnując pilota do telewizora - to się na to zwyczajnie nie zgadzam. Nasłuchałem się i naczytałem o tych trutniach emerytach tyle, że głowa mała! Ja jeszcze wiele mogę. Jestem ciekawy świata i mam nadzieję, że i świat jest jeszcze ciekawy mnie. Ostatnio czytałem o pewnym emerycie, który przez parę lat w swojej kuchni robił boazerię z zapałek. Chciał szybciej skończyć robotę, bo czas gonił i życia coraz mniej, więc postanowił nie obcinać główek z siarką. Jedni by pewnie powiedzieli, że nie przestrzegał BHP. Ja uważam, że robił coś bez sensu. I tak szybko skończył robotę i życie. Trzeba wyciągnąć z tego wnioski.    Ja, stary Warszawiak urodzony przed wojną na Woli, mieszkałem na Powiślu i Mokotowie - pomyślałem "zanim umrzesz zrób sobie spacer po miejscach najbliższych mojemu sercu, miejscach mojego dzieciństwa i młodości - ulicy Chłodnej i jej okolicach. Uważam się za lokalnego patriotę . Tu się urodziłem, wychowywałem i wiele lat mieszkałem.


Tu przy ulicy Chłodnej 20 był mój dom.


źródło:wikipedia.org









 

sąsiedzi spod dwudziestki....

  W naszej kamienicy najważniejsze były kobiety.    To one trzymały rodziny razem. Nic bez nich nie mogło funkcjonować. Wiedziały wszystko...