niedziela, 27 kwietnia 2014

STRAŻ POŻARNA Z CHŁODNEJ I .... MAŁPY


   U nas na Chłodnej znajduje się IV Oddział Straży Pożarnej.


   Straż Ogniową w 1834 r. powołano przez Radę Administracyjną Królestwa Polskiego i zatwierdzono przez cara Mikołaja I w 1836r. Do jej obowiązków należało gaszenie pożarów, czyszczenie kominów, sprzątanie ulic w mieście i obsługa 800 latarń ulicznych.


   Uformowana i wyćwiczona Straż Ogniowa miasta Warszawy w chwili powstania posiadała: 413 pracowników, 96 koni, 20 sikawek różnych mniejszych i większych w tym 10 czterokołowych, 21 wojłoków do pokrywania dachów, 74 topory, 4 drabiny o dwóch i trzech kołach, 96 wiader blaszanych do nalewania wody w beczki, 33 beczki czterokołowe, 30 beczek dwukołowych, 4 omnibusy do przewożenia ludzi, 5 wozów rekwizytowych.


Każdy z czterech oddziałów otrzymał swoją barwę i konie jednej maści.


Historia_0020


źródło:www.warszawa-straz.pl


   IV Oddział mieścił się przy ul. Chłodnej 3 i 4 w byłych budynkach koszar Mirowskich. Otrzymał barwę zieloną i konie kasztanowate.


chlodna_koszary


źródło:www.warszawa1939.pl


   Z czasem zmieniało się wyposażenie oddziałów. W 1916 r. zakupiono samochód pożarniczy z autopompą marki Hans Lloyd. A w 1928 r. zakończono motoryzację warszawskiej straży tym samym wycofując ostatnie konie ze służby.


   W 1851 r. wzniesiono wysoką wieżę obserwacyjną. Mieszkanie komendanta straży znajdowało się na piętrze budynku przy Chłodnej. Tu także znajdowały się stajnie i wozownie. Oprócz koni w stajniach trzymano także małpy  (sprowadził je dziadek Marka Hłaski, który był komendantem straży ogniowej w koszarach mirowskich - Józef ). Były zaprowiantowane i miały swoje mundurki w kolorze strażackim (bez ubrania mogłyby obrażać poczucie moralności). Gdy strażacy ruszali do akcji - małpy wskakiwały na wozy i ciągnięte przez konie pędziły do pożaru. Stanowiły sporą atrakcję.


   Po wybuchu II wojny Warszawska Straż Ogniowa zostaje przeorganizowana i powołana do obrony stolicy.


    Po wkroczeniu okupantów pomimo ostrych restrykcji warszawscy strażacy konspirują: prowadzą szkolenia wojskowe, korzystając z pojazdów strażackich przerzucają broń i materiały wybuchowe, systematycznie pomagają społeczności żydowskiej w getcie.


Historia_0370


źródło:www.warszawa-straz.pl


   W przeddzień wybuchu Powstania Warszawskiego gestapowcy rekwirują wozy pożarnicze a wszystkich strażaków aresztują i wraz ze sprzętem wywożą do Niemiec. Budynki Straży przy Chłodnej spłonęły w 1944r. W r.1945 do wyzwolonej już Warszawy powracają pierwsi strażacy, gdzie w ruinach podejmują służbę. Do pierwszych pożarów chodzą pieszo, w cywilnych ubraniach ciągnąc za sobą dwukołowy wózek z bardzo skromnym wyposażeniem.


   Obecnie Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej m. st. Warszawy to 17 Jednostek Ratowniczo-Gaśniczych w tym 6 specjalistycznych oraz 7 wydziałów dbających o bezpieczeństwo mieszkańców stolicy. Jedną z takich jednostek jest Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza nr 4, ul. Chłodna 3.


OLYMPUS DIGITAL CAMERA


źródło:www.warszawa1939.pl

Koncert podczas otwarcia ulicy Chłodnej 1.10.2011 QsarBand i Trzech Kolesiów: Szymon Kusarek.

https://www.youtube.com/watch?v=MyB-JHVFkkk
Zapraszamy do zapoznania się z Wydawnictwem „Nasza Chłodna”
http://przewodnik.wola.waw.pl/data/other/nasza_chlodna.pdf

sobota, 26 kwietnia 2014

NA NASZYM KERCELAKU...


Jeśli opowieści z Chłodnej to nie może zabraknąć naszego Kercelaka.


   To targowisko powstało wkrótce po powstaniu styczniowym. Funkcjonowało od 1867 do 1944r - i było ono największym targowiskiem przedwojennej Warszawy. Jego nazwa pochodzi od nazwiska Józefa Kercelego, właściciela kilku placów w tym rejonie, które kupił od niego Urząd Miasta, by stworzyć tam miejsce handlu dla mieszkańców stolicy. Przeniesiono tu stragany z placu Grzybowskiego.


   Zajmował wielkość około półtora hektara i rozpoczynał się w rejonie ulic Chłodnej i Towarowej idąc ku Ogrodowej oraz Leszno (dzisiejszy odcinek Alei „Solidarności” od ulicy Wroniej do ulicy Młynarskiej oraz wschodnia część ulicy Okopowej).


33d6f65c3065d34aafe920e1a3a98e1e


źródło:wawalove.pl


   Tu mogłeś kupić wszystko. To miejsce żyło własnym życiem - tu rządziły inne prawa. Społeczność pracująca tu i odwiedzająca codziennie to miejsce stworzyła własną gwarę. Tu oprócz zwykłych sprzedawców i przyjezdnych mogłeś spotkać ciemną stronę bazaru - czyli cały margines społeczny – drobnych złodziejaszków, prostytutki (według wyliczeń funkcjonariuszy, działało około 25 000 prostytutek w Warszawie) oraz bandytów wymuszający haracze (gang Tasiemki czy Rojzy). Często dochodziło do rękoczynów:  w ruch szły pięści, kastety i noże. Nierzadko lała się krew.         I oczywiście nikt- nic nie widział...


   Ponieważ bazar znajdował się między budynkami mieszkalnymi to mieszkańcy Warszawy dojeżdżali tutaj tramwajami. Stragany zostały ustawione według branży, którą obejmowały. Cały plac wybrukowany był kamieniem polnym poprzecinanym cementowymi chodnikami, przy których stała niezliczona ilość drewnianych budek i straganów. Między tymi budkami  spotkać można było mieszkańców okolicznych wsi sprzedający płody rolne i w zamian kupujących ubrania.


76_1284628484


źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl


    Oprócz budek i straganów towar sprzedawano z walizek lub z ręki. Kupiłeś tu towar zwykły i koszerny. Ceny były przystępne. Można było posłuchać płyt z gramofonu, zagrać w różne gry typu:" ruletka" "bączek", "trzy miasta", "trzy karty", "kostki" czy "para - nie para". Tak czy siak - raczej straciłeś, niż zarobiłeś...


kercelego05


źródło:dintojra.blogspot.com


   Amatorów zwierząt zapraszano na Okopową - w tej części handlowano nie tylko gołębiami, papugami, psami i kotami - ale jak wieść niesie,  można było kupić tygrysa bengalskiego, jeśli oczywiście ktoś sobie " winszował".


150_1261932513


źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl


   We wrześniu 1939 r. w spłonęły niemal wszystkie stragany i budki. Za to już w połowie października 1939 r. postawiono 113 nowych stoisk.


   Pod okiem Niemców  handlowano poszukiwanymi towarami : naftą do lamp, olejem spożywczym, chlebem, lekarstwami, "rąbanką", wódką, bronią a także fałszywymi dokumentami. Zresztą Niemcy chętnie sami zaopatrywali się tam w nielegalne - ale jakże potrzebne im rzeczy np. wszy, które gwarantowały im czasowe zwolnienie ze służby wojskowej.


    Przy kolejnych bombardowaniach w 1942r. - tym razem sowieckich znowu spłonął praktycznie cały bazar. W 1944 na kilka miesięcy przed wybuchem Powstania Warszawskiego - Niemcy zlikwidowali go całkowicie. Handlarze przenieśli się w rejon placu Żelaznej Bramy .


   Kercelak nigdy już nie odzyskał swojej świetności. Jego ostateczny upadek przypieczętowała budowa trasy W-Z.


   Być może współczesną funkcję tego naszego Kercelaka miał spełnić Jarmark Europa na dawnym Stadionie Dziesięciolecia. Ale to już nie było to samo. Tu nie było tego gwaru, nawoływania, hałasu - atmosfery starej Warszawy.

piątek, 25 kwietnia 2014

U chłopaków....


   Na naszej ulicy mamy swoich bohaterów. Chcieliśmy ich uczcić dlatego przy rewitalizacji ulicy nadaliśmy imiona drzewom posadzonym na skwerze św. Jerzego przed kościołem św. Boromeusza.


6a3cad8f011af884bbc041543195f22c

źródło:tvnwarszawa.tvn24.pl

    Antek K - Antek z Woli, Rysiek M - Ryś. Obaj zginęli w Powstaniu Warszawskim. Nawet ich nie poznałem. Starsi tylko opowiadali o nich legendy: o ich odwadze, męstwie,  o poświęceniu. Byli dla nas wzorem.


   Takim, naszym bohaterem był "Srokosz". Poznałem go. Mieszkał w piwnicy kamienicy pod numerem 22. Kiedyś wdrapał się po gruzach w pewny zimowy dzień na odsłonięty balkon kamienicy pod 18. Ulepił ze śniegu olbrzymią pigułę i naszpikował ją kawałkami cegieł. Wyczekał moment, gdy pod balkonem przechadzał się jeden z milicjantów - tajniaków. Zwalił na niego tą całą konstrukcję śniegową - wprost na głowę. Biedak natychmiast zapadł w "głęboki sen" - dobrze, że nie na wieczność. Srokosz nie za bardzo lubił się z milicją obywatelską. Zmarł w wiezieniu na Rakowieckiej.


   Z okresu "Solidarności" wsławiło się dwóch: Włodek K. i Andrzej J. Włodek prowadził konspiracyjną dziuplę z bibułą i książkami zakazanymi przez władzę. U niego także ukrywali się obecni prominentni z pierwszych stron gazet. Andrzej zaś ukrywał radzieckiego żołnierza, który podczas stanu wojennego uciekł z koszar w Legnicy. Andrzej go uratował i pomógł wyjechać do Francji. Powstała o tym książka.


250px-Skwer_Ksiedza_Jerzego

źródło: warszawa.wikia.com

  Myślę, że ksiądz Jerzy gdy spojrzy z góry na tę rekomendację w postaci drzewek ich imienia nie będzie miał zastrzeżeń. Kiedyś to był ich skwer: tu biegali, grali w piłkę, służyli do mszy jako ministranci a niektórzy z nich byli zawodnikami Warszawskiej Polonii.


   Przy skwerze jest fajna restauracja "u chłopaków". Dobra nazwa w dobrym miejscu. Ja dobrze się tu czuję

życie w gruzach....


   Pamiętam jak wyglądała moja ulica dwa, trzy lata po wojnie. Zwały  gruzów po zawalonych kamienicach nad którymi górował zburzonych kościół św. Boromeusza. "Kamienica pod zegarem" nie miała dachu. Po parzystej stronie ulicy stały tylko przednie ściany kamienic. Szkoda, że jakiś komunistyczny urzędnik kazał je do rozebrać do samej piwnicy.


495288


Kamienica pod Zegarem, źródło:archiwum.rp.pl   


   Zamieszkałem z rodzicami na pierwszym piętrze "Kamienicy pod zegarem". Ojciec dogadał się z jakimś murarzem i  odremontowali mieszkanie. Zanim to nastąpiło spaliśmy na podłodze i ogrzewaliśmy się "kozą". Pośrodku pokoju w którym mieszkaliśmy w podłodze była ogromna dziura wybita przez bombę z któregoś nalotu. Bomba nie wybuchła ale narobiła szkód przebijając strop i kolejne piętra. Spoczęła na parterze naszej kamienicy. Dziurę w podłodze przykryliśmy deskami a kobiety:  moja mama z sąsiadkami na kocu wyniosły niewypał na skwer przed kościołem, tam gdzie obecnie jest skwer św. Jerzego. Wyobrażam sobie, co teraz by się działo gdyby ktoś odkrył taki niewypał... Zamknięte pół dzielnicy, ewakuowani mieszkańcy, szpitale w pełnej gotowości - a wszystko w relacjach telewizyjnych...  Wtedy - to było na porządku dziennym. Nie wszystkim jednak udawało się przeżyć własnoręczne pozbycie niewybuchów.


  65342_6d9960d3b


Skwer przed kościołem św. Boromeusza, źródło:www.kulturalna.warszawa.pl   


   W kuchni naszego mieszkania, która służyła także za łazienkę znajdowało się małe okienko wychodzące na studnię naszej kamienicy, tzw. ślepe podwórko. Którejś nocy usłyszeliśmy hałas dochodzący stamtąd - jakby z dna tejże studni. Z początku myśleliśmy, że to koty tak harcują ale drugiej nocy hałasy się powtórzyły. Wkrótce wyraźnie usłyszeliśmy wołanie o pomoc. Okazało się, że był to poszukiwacz żydowskich skarbów: złota, biżuterii i czego jeszcze nie wiem. Spadł do studni i spędził tam dwa dni i dwie upojne noce. W końcu osłabł od wdrapywania się na mur i gdy zaczął mu zbytnio doskwierać głód - zdecydował się krzyczeć o pomoc. Wyciągnęliśmy z ojcem stamtąd tego gada i darowaliśmy wolność.   


   W kamienicy pod numerem 20 zamieszkiwali przed wojna i w czasie wojny żydowscy bogacze. Można było się spodziewać niesamowitych skarbów ukrytych w ocalałych murach mieszkań czy piwnicach. W czasie Powstania Warszawskiego przekuto przejścia w ścianach mieszkań i piwnic - tworząc labirynty przejść naziemnych i podziemnych. Można było znaleźć w tych zakamarkach sporo "dobra" po wymordowanych mieszkańcach getta. Takimi poszukiwaniami trudnili się właśnie tacy ludzie jak ten wyciągnięty z naszej studni. O zasypane w gruzach dobra toczyliśmy z szabrownikami bitwy.   


   W piwnicach ulicy Chłodnej znajdowały się magazyny różnych firm i firemek. Ja też znajdowałem tam skarby. Dla mnie i moich kolegów były nimi łożyska kulkowe - z których mogliśmy zrobić na przykład hulajnogi. Udało się także zrobić dla kalekiego kolegi wózek pod siedzenie, by mógł z nami się wspólnie przemieszczać wzdłuż całej ulicy. W innej piwnicy znaleźliśmy setki szpul nici oraz różne materiały do szycia odzieży - ale to już  zagospodarowały nasze mamy. Znajdowaliśmy wśród gruzów mnóstwo platerowych sztućców. Obdarowywaliśmy nimi mieszkańców Chłodnej, którzy nie mieli co jeść ale za to mieli do tego eleganckie przybory.


   Na naszej ulicy otworzył wkrótce sklep pan Kurek. Sprzedawał w nim chleb i ziemniaki a za Żelazną Bramą ktoś otworzył sklep z końskim mięsem. Zresztą tych pożytecznych zwierząt na Chłodnej pojawiło się wiele. Ciągnęły załadowane gruzem wozy.


ruiny_w_kolorze_henry_cobb_9687


źródło:archirama.muratorplus.pl   


    W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych część chłopaków przeniosła się na Cmentarz Wolski. Część zmieniła dzielnice, choć i tak zawsze wracali na Chłodną - tak jak i ja.

Chłopaki z Chłodnej - stracone dzieciństwo?


   Urodziliśmy się wszyscy na Mirowie parę lat przed wojną. Było nas około dwudziestu. Obecnie jest nas tylko trzech...


   Najstarsi zginęli w Powstaniu Warszawskim, nieco młodszych podobny los spotkał w ubeckich więzieniach. Najmłodszych los nieco oszczędził. Co prawda dwóch z nich zostało mocno okaleczonych. Wracali  po wojnie z rodzicami.  Większości z nich tylko z matkami, bo ojcowie poginęli lub nie potrafili się odnaleźć w obecnej rzeczywistości i powoli zapijali się na śmierć.


bk2


źródło:www.powstanie.pl


   Ci chłopcy musieli być zrobieni z dobrego przedwojennego materiału. Wytrzymywali cały ten bajzel, który ich otaczał. Teraz taki dzieciak miałby zaraz wokół siebie specjalistów, terapeutów, opiekę społeczną  albo w najgorszym wypadku trafił do Pogotowia Opiekuńczego lub Domu Dziecka. Fura ludzi byłaby zatrudniona do opieki nad nim i monitorowania jego postępów w adaptacji społecznej.... Wtedy - jak się któryś dostał na Gęsiówkę albo co gorsza na Rakowiecką jedyną terapię mogli mu zafundować  kumple z dzielnicy lub koleżanka z sąsiedniej kamienicy.


zofia_chometowska_robotnicy_porzadkujacy_gruzy_6009


źródło:archirama.muratorplus.pl


Tych chłopaków można podzielić na dwie grupy.


   Pierwszym - należy się szacunek. Mieli oni swoje zasady i przekonania, którym  byli zawsze wierni. Za  to ścigała ich władza. Siedzieli w więzieniach za te przekonania. Ci mieli najgorzej. Czekało ich długoletnie więzienie i kontakt z oprawcami, którzy na koniec życia fundowali im pochówek w worku po cemencie. Ich ostatnim miejscem spoczynku były Pola Mokotowskie lub Dolinka Służewiecka we wspólnych dołach, kopanych nocą.


   Ci co przeżyli to piekło, już jako dziadkowie opowiadali mi, że konspiracja i udział w Powstaniu Warszawskim to był najpiękniejszy okres w ich życiu. I nie chodziło o strach, ból i ewentualną  śmierć ale o poczucie godności i sprawiedliwości - o zasady którym byli wierni, w które wierzyli i dla których walczyli.


Powstanie_Warszawskie_Patrol_Agatona-599x275


źródło:wmeritum.pl


   Drudzy - to ci , których wojna doszczętnie zdemoralizowała. Pewnie nie warto o nich wspominać. Okradali, bili i tak już zmaltretowanych ludzi. W ich przypadku żadna forma resocjalizacji by im nie pomogła. Wyeliminowali się sami lub pomogli im w tym ludzie z Milicji Obywatelskiej.


Opowiem Wam później o tych chłopakach i ich losach, bo zasługują na to...

Ciekawa współczesna konstrukcja - DOM KERETA.


Chłodna to nie tylko przeszłość - ale także przyszłość w jej ciekawych miejscach.


   Zaraz po przejściu przez ulicę Żelazną na parzystą stronę Chłodnej możemy zobaczyć zadziwiającą budowlę. Właściwie trzeba się dobrze przyjrzeć, bo to najwęższy dom na świecie. Pomiędzy peerelowski blok z lat 60 przy ul. Chłodnej 22 i przedwojenną kamienicę przy ul. Żelaznej 74 wciśnięto "artystyczną instalację".


DOM-KERETA_wersja3-zelazna_3


źródło: www.domkereta.pl


   Wyczytałem, że to forma "insertu pomiędzy dwoma budynkami, reprezentującymi różne epoki w historii Warszawy". Działka, na której stoi dom, ma w najszerszym miejscu 152 centymetry, a w najwęższym - 92 centymetry. Najwęższy dom świata ma konstrukcję ze stali. Jest zbudowany na kształt prostokątnego trójkąta z przeszklonym dachem. Na drugiej kondygnacji zamontowane są: kuchnia i łazienka. Trzecia kondygnacja wyposażona została w: biurko, łóżko i regał. Do części mieszkalnej wchodzi się z pierwszej kondygnacji przez podnoszoną klapę ze schodami, a do pomieszczeń na dwóch pozostałych kondygnacjach po drabinach. Jednak mimo nazwy dom nie spełnia on polskich przepisów dla lokalu mieszkalnego, przez co nie jest obiektem stałym (nie można w nim uzyskać zameldowania).


DOM-KERETA_wersja3-z-zamknietymi-schodami_1


źródło: www.domkereta.pl


   Patronem projektu jest Etgar Keret , izraelski pisarz. Stąd nazwa tego miejsca Dom Kereta (pełna nazwa: Ermitaż – Dom Kereta). Był pierwszym mieszkańcem domu, kolejnymi lokatorami zostaną artyści wyłonieni przez jury z Keretem na czele. Przeznaczenie tego miejsca to centrum działań twórczych dla artystów i intelektualistów z całego świata.


   Lokalizacja w pobliżu kładki łączącej w czasach okupacji hitlerowskiej dwie części warszawskiego getta wiąże się z losami rodziny Etgara Kereta, która pochodzi z Warszawy i którą w czasie II wojny światowej uwięziono w getcie.


   Miałem przyjemność spotkania z Etgarem Keretem  a to dowód tego spotkania.


20140316_122520_resized

sobota, 19 kwietnia 2014

Chłodna 25


  


warszawa-chlodna-25


źródło: fotoadres.pl


   Róg ulicy Żelaznej i Chłodnej - stoi tu przedwojenna, modernistyczna pięciopiętrowa kamienica zbudowana w latach 1937/1938 - projektu Edwarda Hersteina.


   W czasie II wojny światowej naprzeciw niej znajdowała się drewniana kładka dla pieszych łącząca „małe” i „duże” getto.


Polen, Ghetto Warschau, Drahtzaun


źródło: http://mapa.targeo.pl


   Tu także znajdowała się komenda obwodowa policji granatowej i posterunek żandarmerii niemieckiej, tzw. Nordwache („strażnica północna”). Krótko przed wybuchem Powstania Warszawskiego Niemcy dobudowali do gmachu od strony ulicy Żelaznej bunkier z gniazdem karabinów maszynowych, a od strony ulicy Chłodnej zainstalowali na balkonach stanowiska strzeleckie. Wokół ustawili zasieki z drutu kolczastego.


12883


źródło:http://fotopolska.eu


   W tym budynku było także miejsce kaźni obywateli polskich i żydowskich.


Podczas powstania zadanie zdobycia twierdzy otrzymali żołnierze batalionu „Chrobry I” dowodzeni przez kpt. Gustawa Billewicza „Sosnę”. Akcja rozpoczęła się 3 sierpnia 1944 roku.  Powstańcy zdobywali piętro za piętrem.  Niemcy zaczęli uciekać ze swoich stanowisk na teren getta. Zostali jednak pojmani. Po zajęciu Nordwache powstańcy uwolnili kilkudziesięciu cywilów przetrzymywanych w piwnicach. Znaleźli też mundury, broń i amunicję. Po zdobyciu Pasty to druga taka brawurowa akcja powstańców.


   Budynek przetrwał II wojnę światową. A o zdobyciu Nordwache przez powstańców zaświadcza tablica pamiątkowa zawieszona na ścianie od strony ulicy Chłodnej. Miejsce oznaczone brązową kostką na chodniku to usytuowanie bunkra znajdującego się tu 70 lat temu.


nordwacha


 źródło: warszawa.wikia.com



   Obecnie mieści się tutaj klubokawiarnia Chłodna 25. Dobre miejsce spotkań i spędzenia fajnie czasu.


   I gdy siedzę tutaj nad dobrą kawą i ciastkiem,  myślę o tych ludziach siedzących w piwnicy tego budynku latem 1944 roku. Wystraszonych, rannych, obolałych, głodnych.... Mój Boże - oby nigdy więcej.......

piątek, 18 kwietnia 2014

Dobrzy i źli....


   W czasie okupacji hitlerowskiej tam gdzie teraz mieści się apteka homeopatyczna była restauracja dla Niemców. Atrakcją tego miejsca był śpiewający i tańczący murzyn. Skąd wziął się w tak niespokojnym czasie w okupowanej stolicy?  Zawieruszył się? Podobno przed wojną był pracownikiem którejś z ambasad. Co się z nim potem działo - nie wiem.


   Kiedy kamienica znalazła się na terenie getta mieszkania na froncie zajęli prominenci żydowscy. W  domu Chłodna 20 mieszkał Adam Czerniaków. 


169px-Czerniakow


Adam Czerniaków   źródło: wikipedia.org


   Uzyskał dwa dyplomy inżyniera z dziedziny chemii na Politechnice Warszawskiej, drugi na Wydziale Przemysłowym Politechniki w Dreźnie. W 1909 był więziony przez władze carskie za działalność niepodległościową. Przez wiele lat był radcą Gminy Żydowskiej w Warszawie. Był także autorem licznych prac naukowych. W maju 1930 zdobył mandat senatora z listy Bloku Mniejszości Narodowych - choć nigdy nie zasiadł w Senacie. 23 września 1939 został mianowany przez prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego komisarycznym prezesem Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Warszawie. Niemcy podtrzymali jego stanowisko po wkroczeniu do stolicy a od 4 października 1939 stanął na czele Judenratu w getcie warszawskim. Współorganizował opór cywilny ale także opiekę społeczną, tworzenie podziemnego archiwum getta, utrzymywał kontakty z działaczami konspiracji. Oficjalnie przeciwstawiał się dążeniom do zbrojnego wystąpienia.


   W lipcu 1942, odmówił podpisania obwieszczenia o przymusowym wysiedleniu Żydów, które oznaczało wywożenie ich do obozów zagłady. 23 lipca wieczorem, w dzień po rozpoczęciu przez Niemców masowych deportacji, popełnił samobójstwo w swoim gabinecie w gmachu Gminy Żydowskiej przy ul. Grzybowskiej 26/28.


   Adam Czerniaków został pochowany w Alei Zasłużonych na cmentarzu żydowskim przy ulicy Okopowej w Warszawie.


453px-POL_Warsaw_Kamienica_pod_Zegarem_Chlodna_Street


źródło: wikipedia.org


Kamienica pod Zegarem w której od 13 grudnia 1941 aż do swojej śmierci mieszkał Adam Czerniaków.



   Z powstania ocalały pamiętniki Czerniakowa ("Adam Czerniakow Warsaw Ghetto Story", wyd. Żydowskiego Instytutu Historycznego Jad Waszem), które dają obraz życia w getcie.   "Na ulicach leżą trupy, a w wytwornych restauracjach odbywają się tańce"(....) ''Poleciłem sprowadzić dzieci Izby Zatrzymań... Były to żywe kościotrupy rekrutujące się z żebraków ulicznych... Wstyd mi powiedzieć, że tak dawno nie płakałem. Dałem im po tabliczce czekolady. Potem otrzymali zupę. Przekleństwo tym z nas, co sami jedzą i piją, a o tych dzieciach zapominają".  Każdy chciał przetrwać. Nieważne było jakim kosztem. Przekupstwo, donosicielstwo, wysługiwanie się Niemcom, łapownictwo były na porządku dziennym.


https://www.youtube.com/watch?v=ESZbK9T9xCQ


źródło:YOUTUBE


     Abraham Gancwajch uzyskał tradycyjną edukację żydowską, miał nawet dyplom rabina, znał cztery języki " niemiecki, polski, żargon i hebrajski " przed wojną wykładał język hebrajski i pisywał do gazet. Był założycielem tzw "13-ki" (biuro znajdowało się na ul. Leszno, Nr 13). Przejęli administrację dużej ilości domów mieszkalnych w getcie. Lokatorzy kamienic w getcie walczyli o umieszczenie swego przedstawiciela na tej tak ważnej placówce. Po prawdzie 13-ka była specjalną agencją, złożoną z informatorów i sługusów Gestapo, która powstała w getcie, pomimo że tak Judenrat, jak i policja żydowska skrupulatnie wykonywały niemieckie rozkazy. Abraham Gancwajch został przewodniczącym Urzędu do Walki z Lichwą i Przekupstwem. Praktycznie był zwykłym szpiegiem, prowokatorem oraz dywersjonistą. Jego działalność polegała na demoralizowaniu getta przez perswazję i tłumaczenie, że zwycięstwo Hitlera jest nieuniknione, więc opór bezcelowy.


    Gancwajch dorobił  się dużych  pieniędzy pełniąc swoją funkcję - pobierał łapówki od  około stu kamienic na ul. Leszno. Od Niemców dostawał przepustki z getta na aryjską stronę i sprzedawał je po ogromnych  cenach. Ludzie płacili mu fortuny za zakup różnych przywilejów, przemycie ludzi na stronę aryjską, na zwalnianiu więźniów, unieważnianiu spraw cywilnych.


 gancwajch


Abraham Gancwajch   źródło: http://www.ivrozbiorpolski.pl


    Wyrok śmierci  wydało na niego żydowskie i polskie podziemie. Nie udało się go wykonać. Prawdopodobnie został zabity przez Niemców w 1943, ale jego los nie został potwierdzony. Krążyły  różne plotki o jego losach powojennych (miał rzekomo współpracować z NKWD albo wyemigrować do Izraela) jednak i to nie zostało potwierdzone.

czwartek, 10 kwietnia 2014

CHŁODNA 28 I CUKIERNIA SOMMERA



   Kamienica Chłodna 28 (róg Żelaznej) to była piękna secesyjna kamienica. Na rogu była elegancka cukiernia Karola Sommera. Sommer posiadał jeszcze fabrykę biszkoptów i czekolady na Chłodnej pod numerem 40


   W latach 20 spotykało się tu wielu ciekawych ludzi. W cukierni spotykali się fabrykanci, właściciele bogatszych sklepów, sławni sportowcy jak zapaśnicy: Władysław Pytlasiński - z zawodu rzeźnik, mistrz świata w zapasach 1900 i trener, Jan Cyganiewicz, pseud. Zbyszko I) – uczeń Pytlasińskiego, polski zapaśnik o międzynarodowej sławie zarówno w walce klasycznej, jak i wolno-amerykańskiej, Tadeusz Sztekker - atleta, jeden z najpopularniejszych polskich zapaśników okresu międzywojennego i dwukrotny mistrz świata, oraz Kazimierz Okulicz.


   Z tym ostatnim wiąże się ciekawa anegdota. Opowiadał mi ją Lucjan Sosnowski polskizapaśnik, dwukrotny olimpijczyk, 14 -krotny mistrz Polski, wojskowy. Kazimierz Okulicz arystokrata, prawnik był  posłem na Sejm II kadencji w latach 1928–1930 i ministrem sprawiedliwości w rządach RP na uchodźstwie.



   Już jako dziewięćdziesięciolatek przychodził do hali Legia Warszawa popatrzeć na treningi zapaśnicze - dopingował właśnie Sosnowskiego. Był eleganckim, sprawnym fizycznie mężczyzną. Świadczy o tym fakt, iż właśnie wtedy rozłożył dwóch tajniaków, którzy weszli mu w drogę i nawet sie przy tym nie spocił. Zresztą nie przejął się całym zajściem, tylko wyszedł na świeże powietrze "łapać promienie słońca". W swoim testamencie zaznaczył, żeby pochowano go w pozycji na boku. Nigdy nie przegrał żadnej walki, nikt go nie położył na łopatki to i teraz nie chce tak leżeć.


   Bywał tutaj sam słynny kasiarz "Szpicbródka" czyli Stanisław Antoni Cichocki – włamywacz-kasiarz, działający na terenie II Rzeczypospolitej.



źródło:laurahuta.blogspot.pl.com


  Legendarny król kasiarzy, włamywacz, dżentelmen.Pseudonim zawdzięczał swojej blond bródce. Elegancki, wykwintny, wykształcony - znał kilka języków obcych. Wsławił się rabunkami kilku banków. Podczas jednej z rozpraw sądowych zapytany o zawód odpowiedział bez zająknięcia: "Złodziej włamywacz". A potem dodał: "Jestem niewinny". Kilkakrotnie trafiał do więzienia a w przerwach rabował kolejne banki.Został zwolniony z więzienia w 1939 roku, gdy wybuchła II wojna światowa. Dalej, przez obszar ZSRR z Armią Andersa przedostał się do Iranu, a potem Afryki. Jego dalsze losy nie są znane. Prowadził bogate życie towarzyskie, przebywał w warszawskich środowiskach artystycznych, głównie kabaretowych i teatralnych; był także właścicielem kabaretu „Czarny kot”. Był częstym bywalcem znanych restauracji - widywany także w towarzystwie śmietanki półświatka i przedwojennych kasiarzy: Adama Sempela, Mariana Andrzejczaka, Wacława Daszkiewicza. W pierwszej połowie lat dwudziestych porzucił napady, zostając doradcą i konsultantem technicznym innych włamywaczy.  Nadzorował szkołę kasiarzy, która mieściła się właśnie na Chłodnej w warsztacie elektromechanicznym (róg Towarowej), gdzie oficjalnie prowadzono usługi elektromechaniczne. Zaś na ulicy Krochmalnej mieściła się szkoła dla doliniarzy (kieszonkowców) - ale to była całkiem inna kasta ludzi...


 

środa, 9 kwietnia 2014

ZBRODNIA PRZY CHŁODNEJ 26



   Jest dwudziesty pierwszy lipca 1942r. Gorąco.  W powietrzu wyczuwalny jest niepokój. Chodzą słuchy, że Niemcy "coś szykują" . To dzień przed planowaną ewakuacją Żydów.

   Ulica Chłodna 26 - to część getta tak zwana "dobra" gdzie mieszkali Żydzi stosunkowo uprzywilejowani.

   Na drugim piętrze tej kamienicy mieszka 54 letni Abe Gutnajer z dziesięcioosobową rodziną - jeden z największych światowych kolekcjonerów i marszandów. Jego pieniądze i koneksje potrafiły zapewnić rodzinie relatywnie dobre warunki mieszkania w tym miejscu.

   Jednak dwa lata pobytu w getcie zrobiły swoje - Abe był w złym  stanie fizycznym, miał poważne zmiany zwyrodnieniowe (gruźlicze) przez co nie był w stanie chodzić. Potrzebował pomocy medycznej. Właśnie odbywał się zabieg chirurgiczny, który miał mu przywrócić sprawność poruszania się.

    Pod dom podjeżdża samochód ciężarowy. Wysiada z niego czterech  żołnierzy w mundurach SS. Bez pośpiechu wchodzą na drugie piętro kamienicy Chłodna 26.  Ich wejście obserwuje z podwórka dozorczyni domu.

   Z jej relacji wynika, że esesmani weszli do mieszkania zajmowanego przez Abe.

   Po chwili słychać dziesiątki wystrzałów karabinowych. Dozorczyni ucieka do swojego mieszkania, zamyka się i modli aby strzały wreszcie ustały... Po godzinie od chwili, gdy  ucichły przerażona kobieta idzie do mieszkania Gutnajera. To co widzi jest przerażające. Mieszkanie jest zdemolowane a na podłodze leży dziewięć zakrwawionych ciał.

   W kolejnym pomieszczeniu na stole leży ciało samego Abe ze śladami  dwóch kul w głowie. Właśnie odbywała się operacja. Śmierć zastała go w narkozie operacyjnej.



   Pod ścianą leżą trzy trupy. Jest to prof. dr Franciszek Raszeja i drKazimierz Pollak oraz kobieta - pielęgniarka ze szpitala PCK przy ulicy  Smolnej 6. Wszyscy zginęli od strzałów w głowę.



Prof. Franciszek Raszeja                                                                                  źródło:baltia.bloog.pl



Dr Kazimierz Pollak                                                              źródło:ofiaromwojny.republika.pl  

    Doktor Pollak wezwał profesora Raszeję znanego ortopedę, specjalistę patofizjologii i patomechaniki stawów na konsultację i zabieg do Abe. Wiedział, że ten nie odmawia pomocy - mimo tego, iż kilka osób próbowało go od tego odwieźć (to był "niebezpieczny czas").Profesor od dłuższego czasu utrzymywał stały kontakt z gettem i potajemnie dostarczał tam żywność, leki i szczepionki. W szpitalu przy Smolnej 6, prowadził zajęcia z medycyny Tajnego Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Ziem Zachodnich. Wśród konspiracyjnych studentów organizował zbiórkę krwi, którą później za pośrednictwem doktora Pollaka i Ludwika Hirszfelda przekazywał szpitalom w getcie.Profesor otrzymał przepustkę do getta i zamierzał udzielić pomocy Abe.

   Wkrótce Niemcy przewożą ciała pomordowanych na Cmentarz Żydowski przy ulicy Okopowej na Woli. Wrzucają je do dołu i posypują wapnem. W tym samym czasie współpracownicy zaczynają poszukiwać profesora i trafiają na Chłodną 26. Tam dowiadują się od dozorczyni co się stało i odnajdują ciała pomordowanych na cmentarzu. W kieszeni profesora znajdują klisze rentgenowskie. W porwanym ubraniu i bez butów przewożą jego ciało do kaplicy szpitalnej i urządzają mu honorową mszę. Profesor  Franciszek Raszeja spoczął w rodzinnym grobie obok swojej żony na Cmentarzu Powązkowskim.

   Kto dokonał tak bestialskiego morderstwa? Z relacji wynika, że rozkazy wydawał esesman a towarzyszyli mu uzbrojeni funkcjonariusze pomocniczych formacji policyjnych złożonych m.in. z Litwinów i Łotyszy. To był typowy napad rabunkowy, który życiem przypłaciło tyle osób.

            W pierwszej połowie 2014 roku na skrzyżowaniu ulicy Chłodnej z Żelazną odbędzie się uroczystość oraz umieszczenie tablicy pamiątkowej upamiętniającej bohaterska śmierć profesora i jego współpracowników.

A W NASZEJ KAMIENICY POD 20-TKĄ...

   Mimo tego gruzowiska wiele kamienic na Chłodnej było w dobrym stanie. W ruinach w każdej wolnej chwili bawiliśmy się z chłopakami w wojnę: rzucaliśmy w siebie wymyślonymi granatami, paradując w prowizorycznych hełmach. Potem te domy cacuszka kazali rozebrać, aż za ulicę Białą do Elektoralnej. Furmankami wywozili gruz. 


   Do naszej kamienicy przylgnęły opowieści, których młodzi słuchali, jak bajki o żelaznym wilku.Tu w latach dwudziestych ubiegłego wieku mieszkał Pantaleon Karpiński, prawa ręka Łukasza Siemiątkowskiego niejakiego "Tasiemki" oficjalnie - radnego stolicy w wolnej Warszawie, bliskiego współpracownika Józefa Piłsudskiego. Tasiemka był działaczem Organizacji Bojowej PPS. Zarządzał 14-osobowym gangiem. On i jego koledzy terroryzowali właścicieli straganów na Kercelaku, zmuszając do przyjęcia opieki ludzi z ferajny "Taty Tasiemki". Jego macki sięgały nawet dalej – wymuszano pieniądze od okolicznych sklepikarzy,  ze wszystkich domów publicznych, z innych targowisk, a  także innych miejscowości: Pruszkowa i Grodziska Mazowieckiego. Koszt takiej usługi wynosił minimum 50 zł miesięcznie. Jeśli nie chciało się mieć zdemolowanego stoiska i zniszczonego towaru oraz kilku siniaków - trzeba było płacić. To jednak Karpiński był prawdziwym postrachem handlarzy z „Kercelaka". To on codziennie w otoczeniu kilku przybocznych egzekwował haracze, wymierzał kary, rozsądzał spory - i był w tym bezwzględny. Krążyły słuchy o jego nadzwyczajnym talencie i pamięci matematycznej. Zawsze wiedział kto , ile i kiedy.



źródło :www.warszawa.pl




Zdjęcia Karpińskiego znalazły się w zakładzie fotograficznym pani I.Strzemiecznej przy ul. Chłodnej 20.




   Tasiemka dwukrotnie siedział w Cytadeli a nawet dostał wyrok śmierci. Uratował go na trzy dni przed przewidywaną egzekucją Odzyskanie Niepodległości 11 listopada 1918r. Kilka lat później odznaczono go Krzyżem Niepodległości z uwagi na działalność polityczną.Jednak z powodu zatajenia swojej karalności - wkrótce ten order mu odebrano. W 1932 roku po procesie za działalność przestępczą został skazany na 2 lata więzienia. Miejsce po gangu „Tasiemki" zajęła banda niejakiej „Rojzy". Po rozpoczęciu II wojny światowej porzucił przestępstwo na rzecz działalności w podziemiu. Na jesieni 1942, został aresztowany przez Niemców i osadzony na Pawiaku. Stamtąd w styczniu 1943 przetransportowano go do obozu koncentracyjnego na Majdanku w Lublinie, gdzie zmarł w 1944r. na tyfus.


   O losach Karpińskiego niewiele wiadomo. W 1932 roku dostał wyrok i otrzymał 6 lat ciężkiego więzienia. Był to najwyższy wyrok jaki dostał gangster z ferajny "taty Tasiemki". Na Chłodną już nie wrócił.



   Teraz do ściany szczytowej kamienicy przylepił budę z kebabami jakiś turecki biznesmen. Nad budą widnieje agresywna reklama jakiegoś banku. Nie podoba mi się. Wspólnota kamienicy postarała się i odnowili front budynku - ale daleko jeszcze do pełnej rewitalizacji. Pewnie realizacja mocno przekroczyła budżet inwestycji. Ale dobre i to.


   Powiem Wam, że ta kamienica widziała wiele, wiele ciekawych ale także tragicznych zdarzeń. Mógłby powstać z tego piękny film...

A IŚĆ TRZEBA DALEJ.... (MÓJ DOM)




   Tajemnica osób ze zdjęć została nierozwikłana. Póki co. Jeszcze do tego wrócę. Mój spacer powinien trwać dalej.


   Wracam na Chłodną - tym razem pod moją rodzinną kamienicę. Ulica Chłodna 20 - tu się urodziłem, tu chowałem, tu żyłem... Mieszkałem w "Kamienicy Pod Zegarem".


   Zanim się urodziłem rodzice mieszkali w drugim podwórku kamienicy przy ul.Chłodnej 20 w mieszkaniu na trzecim piętrze. Tam matka służyła u swojej ciotki, która przygarnęła ją jako sierotę. Czynsz okazał się zbyt wysoki, toteż rodzice zaczęli myśleć o przeprowadzce. Kiedy tylko ojciec dorobił się jeżdżąc na taksówce, kupili ruderę przy ul. Krochmalnej.To prawdopodobnie tam w 1939 r. na świat przyjęła mnie akuszerka. W księgach kościelnych u św. Karola Boromeusza spisano, że "z ulicy Krochmalnej przyszedł Ł....  Jan z praczką i woźnicą. Chcą ochrzcić dzieciątko". W trakcie okupacji musieliśmy przenieść się na ulicę Wronią. Na Chłodnej było getto. W czasie powstania ojciec brał udział w walkach, a ja z matką trafiłem do obozu w Pruszkowie, później do Łowicza. Na Chłodną 20 powróciliśmy dopiero w 1945 roku. Przez dwadzieścia lat mieszkałem pod numerem 65 na pierwszym piętrze.


81_1247893518


źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl


   Zaraz po wojnie mieszkańcy Chłodnej gnieździli się głównie w Kamienicy pod Zegarem, która wtedy wydawała się kolosem. Zajmowali każde wolne miejsce, nawet piwnice. Kilka rodzin mieszkało na małej powierzchni i dawało radę dogadać się. Dziś odnoszę wrażenie, że jak na owe czasy, ludzie byli szlachetni, pomagali sobie wzajemnie - i to było naturalne. To nie do pomyślenia, ale wtedy wszyscy się znali. Kobiety codziennie siadywały przed domem na stołkach, żeby porozmawiać. Bohaterki! Wyniosły z kamienicy na kocu niewybuch, który przebił jedną z klatek i utkwił w ścianie.


der911


żródło:www.kolejkamarecka.pun.pl


   Kamienica pod Zegarem miała też innych bohaterów na przykład pani Zielińska - taki nasz Korczak. Była naszą najbliższą sąsiadką. Dzieliliśmy z nią mieszkanie. Pochodziła z Woli i przed wojną pracowała w domu dziecka. Wtedy poznała samego Janusza Korczaka, który często odwiedzał ten dom. Codziennie, gdy była taka potrzeba razem z moją matką przygotowywały posiłki dla bezdomnych dzieci. Utkwił mi w pamięci taki obraz: otwieram drzwi do pokoju pani Zielińskiej i widzę kilkoro małych dzieci, strasznie wychudzonych, brudnych z zabandażowanymi rękami. Jadły rękoma zupę z blaszanej miski. Jedno z nich leżało na podłodze. Pani Zielińska wyprowadziła mnie do pokoju, w którym mieszkałem z rodzicami. Byłem mały, nie wiedziałem, o co chodzi. Po pewnym czasie dowiedziałem się, że były to dzieci, na których hitlerowcy przeprowadzali eksperymenty medyczne. A może ktoś po prostu wyciągnął je spod gruzów...


   Mama miała ambicje – zapisała mnie do "ekskluzywnej" wtedy szkoły im.Wojciecha Górskiego przy ul. Smolnej. Dzień w dzień przełaziłem z tornistrem po gruzach przy Hali Mirowskiej, potem Ogrodem Saskim, Krakowskim Przedmieściem do Tamki i na ul.Smolną. Później przez Chłodną i Żelazną jeździłem tramwajem.



źródło:www.ztm.waw.pl

PO DRUGIEJ STRONIE...

    Próbowałem rozszyfrować co ktoś, kiedyś naniósł ołówkiem na spód zdjęcia. Potrafiłem odczytać słowa i cyfry: 216-38... judenrat... A. Czerniaków... Cegła... Pawiak... Gęsiówka... Abel... Rajch - Janicki (Ranicki?) oraz zbitki różnych liter trudnych do odczytania.


    I tutaj mój ślad się urwał. Wszystkie te odszyfrowane wyrazy raczej skłaniają do tragicznego scenariusza historii kobiety z fotografii. Zastanawiałem się, co łączyło wszystkie te wyrazy? Ponieważ moje śledztwo utknęło w miejscu mogłem tylko puścić wodze fantazji. Odczytany  numer mógł być numerem telefonu - w getcie do końca działały telefony i były numerami 5-cio cyfrowymi.



źródło:warszawa.gazeta.pl   Piętrowy neoklasycystyczny budynek Judenratu wcześniej Gminy Żydowskiej przy ul. Grzybowskiej 26/28.


     Judenrat - Żydowska Rada Starszych. Była to forma sprawowania władzy przez przywódców żydowskich nad skupiskami żydowskimi (getta) wprowadzona przez nazistów w 1939 roku. Tak naprawdę powołanie Judenratu miało na celu sprawne wykonywanie poleceń okupanta i zadań administracyjnych (ewidencja ludności) a także dostarczanie robotników, organizowanie wysyłki ludzi do obozów pracy.


    Adam Czerniaków - z wykształcenia inżynier chemik, przedwojenny radny Warszawy i senator RP. Mianowany we wrześniu 1939r. przez prezydenta Warszawy komisarycznym prezesem Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Warszawie, później stał na czele Judenratu. Współorganizował opór cywilny oraz opiekę społeczną, wspomagał tworzenie podziemnego archiwum getta, utrzymywał kontakty z działaczami konspiracji. Popełnił samobójstwo 23 lipca 1942r zaraz po tym gdy odmówił podpisania dokumentów o wywozie dzieci żydowskich do Treblinki. Został pochowany w Alei Zasłużonych na przy w Warszawie.


   "Cegła" - jeśli nie oznaczała materiału budowlanego, to mógł być nim pseudonim polskiej strażniczki więziennej działającej w konspiracji z ramienia AK na Pawiaku. Nazywała się Helena Łapińska, została skierowana do pracy na Serbii (więzienie dla kobiet) przez Związek Walki Zbrojnej.  Ochrzczono ją "Cegła" bo była kanciasta i szorstka w obejściu z więźniarkami, choć tak naprawdę była gotowa nieść pomoc - często narażając swoje bezpieczeństwo. Gestapo odkryło jej powiązania z AK i w ostatnim momencie udało jej się uciec. Podziemie dało jej nową tożsamość i z nową kenkartą opuściła Warszawę.



źródło:www.warszawa1939.pl


    Pawiak - więzienie śledcze. Nazwa pochodzi od ulicy Pawiej, przy której znajdowała się jedna z bram wjazdowych. Polaków osadzano w Pawiaku już od 2 października 1939 – było to największe więzienie polityczne na terenie okupowanej Polski, zarządzane przez Gestapo. Od 1943  Pawiak miał zostać przekształcony w obóz koncentracyjny - jednak zarzucono ten pomysł i utworzono go w Gęsiówce.



źródło :www.warszawa.wikia.com


   "Gęsiówka"-zawdzięczała swoją nazwę ulicy przy której się mieściła. Przed II wojną światową było to więzienie wojskowe przy ulicy Gęsiej w Warszawie. W latach 1945–1956  była przez sowieckie organy terroru i polskie władze komunistyczne. W 1943 roku, na podstawie rozkazu Heinricha Himmlera, budynki Gęsiówki stały się siedzibą obozu koncentracyjnego. Miejsce to miało służyć jako punkt gromadzenia Żydów wywożonych do pracy do Niemiec, a także jako ich likwidacji. 5 sierpnia 1944 obóz został wyzwolony przez batalion "Zośka". Uratowany tylko 348 więźniów - resztę Niemcy "ewakuowali" tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego.


   Reich - Janicki (?) - być może chodziło o Marcela Reich-Ranickiego (szefa Biura Tłumaczeń Judenratu) - zapis jest niewyraźny . W styczniu 1943 wziął wraz z Szymonem Majfusem udział w spektakularnym rabunku kasy Judenratu aby uratować ją przed przekazaniem Niemcom. Zdołał się wydostać na aryjską stronę i ukrywał się u polskiej rodziny na warszawskiej Pradze. Uratował się z zawieruchy wojennej. Zmarł 18 września 2013 we Frankfurcie nad Menem.


   Abel - być może chodziło o Abe Gutnajera (Abel Gytnajer). Pochodził z rodziny warszawskich antykwariuszy, którzy mieli małe salony antykwaryczne przy ulicach Śliskiej i Bagno, nastawione przede wszystkim na klientów pochodzenia żydowskiego...


 

niedziela, 6 kwietnia 2014

DWIE DZIEWCZYNKI Z FOTOGRAFII...

         Z marszu wziąłem się za "renowację" moich łupów. Nie znam się na tym ale postanowiłem oczyścić i wymienić wyjątkowo brudne podbicie obrazków. Po zerwaniu czarnego papieru pod jednym z nich odkryłem przedwojenne zdjęcie dwóch dziewczynek.



 źródło  własne


Pod ich wizerunkiem widniała dedykacja:  "Kochanej Babci, Ciotce i Wujkowi choć jeszcze nie znamy, na pamiątkę ofiarowujemy Kasia  i Marta Elektorowiczówne".



Moja ciekawość rosła...





     źródło  własne


Pod kolejnym obrazkiem znalazłem fotografię kobiety w średnim wieku, tym razem nie umieszczono żadnej informacji: kim była, czy dla kogo została zrobiona ta fotografia?



    Jeszcze tego samego dnia wróciłem do handlarza aby dopytać go o pochodzenie, źródło albo jakąkolwiek informacje o osobach znajdujących się na zdjęciach. Powiedział, że zdjęcia dostał dawno od jakiejś starszej pani z ulicy Chłodnej, która już zresztą nie żyje. Więcej nic nie wiedział a moja dociekliwość tylko spowodowała, że się wystraszył i w pośpiechu zwinął cały stragan.


    Jestem uparty i dociekliwy. Nie odpuszczę. Mimo tego, że nie mieszkam tam już od połowy lat 70-tych -  to na Chłodnej mam jeszcze wielu znajomych.  To sami starsi ludzie. Postanowiłem dopytać - może ktoś coś pamięta, znał osoby z fotografii albo ma pomysł, gdzie mógłbym poszukać o nich informacji? Nikt nic nie wiedział. Sprawdziłem czy dziewczynki z fotografii były chrzczone w pobliskim kościele św. Boremeusza. Bez rezultatu. Drążyłem dalej. Byłem także w Żydowskim Instytucie Historycznym. Zdjęcia zamieszczono w Muzeum Woli i „Kurierze Wolskim”. Skontaktowałem się z "Wolskimi Regionaliami" na Facebooku. Tam też umieszczono zdjęcie z zapytaniem, czy ktoś coś wie na ich temat. Niestety nic się nie wydarzyło. Nadal nie wiedziałem co działo się z osobami ze zdjęć.


    Po kilku miesiącach poszukiwań pojawiły się wątpliwości - po co szukać osób sprzed 70 lat? Przecież w tym czasie w Warszawie szalało piekło, ginęły całe rodziny, kamienice, ulice.  Nie wiadomo jak potoczyły się losy osób ze zdjęć a można było się spodziewać, że ich historia była tragiczna. Chciałem już zrezygnować.



     Moją uwagę tym razem przykuło zdjęcie "kobiety w średnim wieku". Postanowiłem oderwać  to zdjęcie od szarej tektury do której było przyklejone. Po godzinnych zmaganiach z materią - udało mi się to zrobić. Odkleiłem je,  oczyściłem z resztek kleju.


   Tył zdjęcia był zapisany. Jakieś nazwiska i cyfry a może daty... Wyglądało to jak szyfr ułożony w nieładzie. W czasach wojny ludzie w ten sposób zostawiali informacje o sobie i rodzinie dla najbliższych. Tej nocy nie mogłem długo zasnąć...


 

sąsiedzi spod dwudziestki....

  W naszej kamienicy najważniejsze były kobiety.    To one trzymały rodziny razem. Nic bez nich nie mogło funkcjonować. Wiedziały wszystko...