Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamienica pod Zegarem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kamienica pod Zegarem. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 kwietnia 2014

życie w gruzach....


   Pamiętam jak wyglądała moja ulica dwa, trzy lata po wojnie. Zwały  gruzów po zawalonych kamienicach nad którymi górował zburzonych kościół św. Boromeusza. "Kamienica pod zegarem" nie miała dachu. Po parzystej stronie ulicy stały tylko przednie ściany kamienic. Szkoda, że jakiś komunistyczny urzędnik kazał je do rozebrać do samej piwnicy.


495288


Kamienica pod Zegarem, źródło:archiwum.rp.pl   


   Zamieszkałem z rodzicami na pierwszym piętrze "Kamienicy pod zegarem". Ojciec dogadał się z jakimś murarzem i  odremontowali mieszkanie. Zanim to nastąpiło spaliśmy na podłodze i ogrzewaliśmy się "kozą". Pośrodku pokoju w którym mieszkaliśmy w podłodze była ogromna dziura wybita przez bombę z któregoś nalotu. Bomba nie wybuchła ale narobiła szkód przebijając strop i kolejne piętra. Spoczęła na parterze naszej kamienicy. Dziurę w podłodze przykryliśmy deskami a kobiety:  moja mama z sąsiadkami na kocu wyniosły niewypał na skwer przed kościołem, tam gdzie obecnie jest skwer św. Jerzego. Wyobrażam sobie, co teraz by się działo gdyby ktoś odkrył taki niewypał... Zamknięte pół dzielnicy, ewakuowani mieszkańcy, szpitale w pełnej gotowości - a wszystko w relacjach telewizyjnych...  Wtedy - to było na porządku dziennym. Nie wszystkim jednak udawało się przeżyć własnoręczne pozbycie niewybuchów.


  65342_6d9960d3b


Skwer przed kościołem św. Boromeusza, źródło:www.kulturalna.warszawa.pl   


   W kuchni naszego mieszkania, która służyła także za łazienkę znajdowało się małe okienko wychodzące na studnię naszej kamienicy, tzw. ślepe podwórko. Którejś nocy usłyszeliśmy hałas dochodzący stamtąd - jakby z dna tejże studni. Z początku myśleliśmy, że to koty tak harcują ale drugiej nocy hałasy się powtórzyły. Wkrótce wyraźnie usłyszeliśmy wołanie o pomoc. Okazało się, że był to poszukiwacz żydowskich skarbów: złota, biżuterii i czego jeszcze nie wiem. Spadł do studni i spędził tam dwa dni i dwie upojne noce. W końcu osłabł od wdrapywania się na mur i gdy zaczął mu zbytnio doskwierać głód - zdecydował się krzyczeć o pomoc. Wyciągnęliśmy z ojcem stamtąd tego gada i darowaliśmy wolność.   


   W kamienicy pod numerem 20 zamieszkiwali przed wojna i w czasie wojny żydowscy bogacze. Można było się spodziewać niesamowitych skarbów ukrytych w ocalałych murach mieszkań czy piwnicach. W czasie Powstania Warszawskiego przekuto przejścia w ścianach mieszkań i piwnic - tworząc labirynty przejść naziemnych i podziemnych. Można było znaleźć w tych zakamarkach sporo "dobra" po wymordowanych mieszkańcach getta. Takimi poszukiwaniami trudnili się właśnie tacy ludzie jak ten wyciągnięty z naszej studni. O zasypane w gruzach dobra toczyliśmy z szabrownikami bitwy.   


   W piwnicach ulicy Chłodnej znajdowały się magazyny różnych firm i firemek. Ja też znajdowałem tam skarby. Dla mnie i moich kolegów były nimi łożyska kulkowe - z których mogliśmy zrobić na przykład hulajnogi. Udało się także zrobić dla kalekiego kolegi wózek pod siedzenie, by mógł z nami się wspólnie przemieszczać wzdłuż całej ulicy. W innej piwnicy znaleźliśmy setki szpul nici oraz różne materiały do szycia odzieży - ale to już  zagospodarowały nasze mamy. Znajdowaliśmy wśród gruzów mnóstwo platerowych sztućców. Obdarowywaliśmy nimi mieszkańców Chłodnej, którzy nie mieli co jeść ale za to mieli do tego eleganckie przybory.


   Na naszej ulicy otworzył wkrótce sklep pan Kurek. Sprzedawał w nim chleb i ziemniaki a za Żelazną Bramą ktoś otworzył sklep z końskim mięsem. Zresztą tych pożytecznych zwierząt na Chłodnej pojawiło się wiele. Ciągnęły załadowane gruzem wozy.


ruiny_w_kolorze_henry_cobb_9687


źródło:archirama.muratorplus.pl   


    W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych część chłopaków przeniosła się na Cmentarz Wolski. Część zmieniła dzielnice, choć i tak zawsze wracali na Chłodną - tak jak i ja.

środa, 9 kwietnia 2014

ZBRODNIA PRZY CHŁODNEJ 26



   Jest dwudziesty pierwszy lipca 1942r. Gorąco.  W powietrzu wyczuwalny jest niepokój. Chodzą słuchy, że Niemcy "coś szykują" . To dzień przed planowaną ewakuacją Żydów.

   Ulica Chłodna 26 - to część getta tak zwana "dobra" gdzie mieszkali Żydzi stosunkowo uprzywilejowani.

   Na drugim piętrze tej kamienicy mieszka 54 letni Abe Gutnajer z dziesięcioosobową rodziną - jeden z największych światowych kolekcjonerów i marszandów. Jego pieniądze i koneksje potrafiły zapewnić rodzinie relatywnie dobre warunki mieszkania w tym miejscu.

   Jednak dwa lata pobytu w getcie zrobiły swoje - Abe był w złym  stanie fizycznym, miał poważne zmiany zwyrodnieniowe (gruźlicze) przez co nie był w stanie chodzić. Potrzebował pomocy medycznej. Właśnie odbywał się zabieg chirurgiczny, który miał mu przywrócić sprawność poruszania się.

    Pod dom podjeżdża samochód ciężarowy. Wysiada z niego czterech  żołnierzy w mundurach SS. Bez pośpiechu wchodzą na drugie piętro kamienicy Chłodna 26.  Ich wejście obserwuje z podwórka dozorczyni domu.

   Z jej relacji wynika, że esesmani weszli do mieszkania zajmowanego przez Abe.

   Po chwili słychać dziesiątki wystrzałów karabinowych. Dozorczyni ucieka do swojego mieszkania, zamyka się i modli aby strzały wreszcie ustały... Po godzinie od chwili, gdy  ucichły przerażona kobieta idzie do mieszkania Gutnajera. To co widzi jest przerażające. Mieszkanie jest zdemolowane a na podłodze leży dziewięć zakrwawionych ciał.

   W kolejnym pomieszczeniu na stole leży ciało samego Abe ze śladami  dwóch kul w głowie. Właśnie odbywała się operacja. Śmierć zastała go w narkozie operacyjnej.



   Pod ścianą leżą trzy trupy. Jest to prof. dr Franciszek Raszeja i drKazimierz Pollak oraz kobieta - pielęgniarka ze szpitala PCK przy ulicy  Smolnej 6. Wszyscy zginęli od strzałów w głowę.



Prof. Franciszek Raszeja                                                                                  źródło:baltia.bloog.pl



Dr Kazimierz Pollak                                                              źródło:ofiaromwojny.republika.pl  

    Doktor Pollak wezwał profesora Raszeję znanego ortopedę, specjalistę patofizjologii i patomechaniki stawów na konsultację i zabieg do Abe. Wiedział, że ten nie odmawia pomocy - mimo tego, iż kilka osób próbowało go od tego odwieźć (to był "niebezpieczny czas").Profesor od dłuższego czasu utrzymywał stały kontakt z gettem i potajemnie dostarczał tam żywność, leki i szczepionki. W szpitalu przy Smolnej 6, prowadził zajęcia z medycyny Tajnego Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Ziem Zachodnich. Wśród konspiracyjnych studentów organizował zbiórkę krwi, którą później za pośrednictwem doktora Pollaka i Ludwika Hirszfelda przekazywał szpitalom w getcie.Profesor otrzymał przepustkę do getta i zamierzał udzielić pomocy Abe.

   Wkrótce Niemcy przewożą ciała pomordowanych na Cmentarz Żydowski przy ulicy Okopowej na Woli. Wrzucają je do dołu i posypują wapnem. W tym samym czasie współpracownicy zaczynają poszukiwać profesora i trafiają na Chłodną 26. Tam dowiadują się od dozorczyni co się stało i odnajdują ciała pomordowanych na cmentarzu. W kieszeni profesora znajdują klisze rentgenowskie. W porwanym ubraniu i bez butów przewożą jego ciało do kaplicy szpitalnej i urządzają mu honorową mszę. Profesor  Franciszek Raszeja spoczął w rodzinnym grobie obok swojej żony na Cmentarzu Powązkowskim.

   Kto dokonał tak bestialskiego morderstwa? Z relacji wynika, że rozkazy wydawał esesman a towarzyszyli mu uzbrojeni funkcjonariusze pomocniczych formacji policyjnych złożonych m.in. z Litwinów i Łotyszy. To był typowy napad rabunkowy, który życiem przypłaciło tyle osób.

            W pierwszej połowie 2014 roku na skrzyżowaniu ulicy Chłodnej z Żelazną odbędzie się uroczystość oraz umieszczenie tablicy pamiątkowej upamiętniającej bohaterska śmierć profesora i jego współpracowników.

A IŚĆ TRZEBA DALEJ.... (MÓJ DOM)




   Tajemnica osób ze zdjęć została nierozwikłana. Póki co. Jeszcze do tego wrócę. Mój spacer powinien trwać dalej.


   Wracam na Chłodną - tym razem pod moją rodzinną kamienicę. Ulica Chłodna 20 - tu się urodziłem, tu chowałem, tu żyłem... Mieszkałem w "Kamienicy Pod Zegarem".


   Zanim się urodziłem rodzice mieszkali w drugim podwórku kamienicy przy ul.Chłodnej 20 w mieszkaniu na trzecim piętrze. Tam matka służyła u swojej ciotki, która przygarnęła ją jako sierotę. Czynsz okazał się zbyt wysoki, toteż rodzice zaczęli myśleć o przeprowadzce. Kiedy tylko ojciec dorobił się jeżdżąc na taksówce, kupili ruderę przy ul. Krochmalnej.To prawdopodobnie tam w 1939 r. na świat przyjęła mnie akuszerka. W księgach kościelnych u św. Karola Boromeusza spisano, że "z ulicy Krochmalnej przyszedł Ł....  Jan z praczką i woźnicą. Chcą ochrzcić dzieciątko". W trakcie okupacji musieliśmy przenieść się na ulicę Wronią. Na Chłodnej było getto. W czasie powstania ojciec brał udział w walkach, a ja z matką trafiłem do obozu w Pruszkowie, później do Łowicza. Na Chłodną 20 powróciliśmy dopiero w 1945 roku. Przez dwadzieścia lat mieszkałem pod numerem 65 na pierwszym piętrze.


81_1247893518


źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl


   Zaraz po wojnie mieszkańcy Chłodnej gnieździli się głównie w Kamienicy pod Zegarem, która wtedy wydawała się kolosem. Zajmowali każde wolne miejsce, nawet piwnice. Kilka rodzin mieszkało na małej powierzchni i dawało radę dogadać się. Dziś odnoszę wrażenie, że jak na owe czasy, ludzie byli szlachetni, pomagali sobie wzajemnie - i to było naturalne. To nie do pomyślenia, ale wtedy wszyscy się znali. Kobiety codziennie siadywały przed domem na stołkach, żeby porozmawiać. Bohaterki! Wyniosły z kamienicy na kocu niewybuch, który przebił jedną z klatek i utkwił w ścianie.


der911


żródło:www.kolejkamarecka.pun.pl


   Kamienica pod Zegarem miała też innych bohaterów na przykład pani Zielińska - taki nasz Korczak. Była naszą najbliższą sąsiadką. Dzieliliśmy z nią mieszkanie. Pochodziła z Woli i przed wojną pracowała w domu dziecka. Wtedy poznała samego Janusza Korczaka, który często odwiedzał ten dom. Codziennie, gdy była taka potrzeba razem z moją matką przygotowywały posiłki dla bezdomnych dzieci. Utkwił mi w pamięci taki obraz: otwieram drzwi do pokoju pani Zielińskiej i widzę kilkoro małych dzieci, strasznie wychudzonych, brudnych z zabandażowanymi rękami. Jadły rękoma zupę z blaszanej miski. Jedno z nich leżało na podłodze. Pani Zielińska wyprowadziła mnie do pokoju, w którym mieszkałem z rodzicami. Byłem mały, nie wiedziałem, o co chodzi. Po pewnym czasie dowiedziałem się, że były to dzieci, na których hitlerowcy przeprowadzali eksperymenty medyczne. A może ktoś po prostu wyciągnął je spod gruzów...


   Mama miała ambicje – zapisała mnie do "ekskluzywnej" wtedy szkoły im.Wojciecha Górskiego przy ul. Smolnej. Dzień w dzień przełaziłem z tornistrem po gruzach przy Hali Mirowskiej, potem Ogrodem Saskim, Krakowskim Przedmieściem do Tamki i na ul.Smolną. Później przez Chłodną i Żelazną jeździłem tramwajem.



źródło:www.ztm.waw.pl

sąsiedzi spod dwudziestki....

  W naszej kamienicy najważniejsze były kobiety.    To one trzymały rodziny razem. Nic bez nich nie mogło funkcjonować. Wiedziały wszystko...