niedziela, 8 czerwca 2014

WYPĘDZENIE Z WARSZAWY - cz.1


   Na Chłodnej mieszkaliśmy do momentu założenia getta. Już we wrześniu 1940 roku krążyły pogłoski, że trzeba będzie się wyprowadzić. Zamieszkaliśmy na Wroniej. Trudno powiedzieć jak się tam mieszkało. Po prostu mieszkało tak "na przeczekanie".


   W sierpniu 1944 roku (powstanie jeszcze trwało) dołączyliśmy do pochodu mieszkańców pędzonych Chłodną w stronę Woli. Niemcy pędzili wszystkich w kierunku Pruszkowa.


  220px-Bundesarchiv_Bild_146-2005-0044,_Warschauer_Aufstand,_Kapitulation


źródło: http://pl.wikipedia.org - Kolumna wysiedleńców


   Ludzie szli w milczeniu, niosąc swój dobytek - ile dało się wziąć. Każdy coś niósł lub ciągnął za sobą w prowizorycznych wózkach. Bagaż po drodze okazywał się za ciężki i wzdłuż szlaku można było zobaczyć porzucone pakunki. Po drodze dołączali do nas mieszkańcy innych dzielnic i podwarszawskich miejscowości. Inni jechali do obozu pociągiem.


220px-Bundesarchiv_Bild_101I-695-0423-30,_Warschauer_Aufstand,_Zivilisten_auf_Bahnhof


źródło: http://pl.wikipedia.org -Deportacja mieszkańców Warszawy z Dworca Zachodniego do obozu w Pruszkowie


   Później się dowiedziałem, że między sierpniem a październikiem zostało wypędzonych blisko 550 tys. warszawiaków i około 100 tys. mieszkańców miejscowości podwarszawskich. Większość wypędzonych została skierowana do podwarszawskich obozów przejściowych – przede wszystkim Pruszkowa. Stamtąd blisko 150 tys. osób wywieziono na roboty do Rzeszy lub do niemieckich obozów koncentracyjnych. My tak jak część pozostałych przesiedleńców zostaliśmy skierowani dalej - w stronę Łowicza.


   Mamie udało się opuścić korowód idących tuż pod Łowiczem. Stamtąd dotarliśmy do rodziny ojca w miejscowości Wiskienica. Zamieszkaliśmy tam. Czekaliśmy z nadzieją, że może tata żyje i tutaj nas znajdzie - w końcu to byli jedyni ocalali z naszej rodziny,  no i gdzie indziej miałby nas szukać? Czas się dłużył a wieści o zaginionych i zabitych powoli odbierały nadzieję. Ojciec nas odnalazł zaraz po wyzwoleniu.


   Wkrótce okazało się, że zawieruchę wojenną przeżył także mój drugi wuj Bolesław, choć trudno było w to uwierzyć. Wuj także był bohaterem. W czasie okupacji roznosił bibułę i dostarczał broń do getta. Ukrywał się od wiosny 1943 roku póki 18 maja nie został aresztowany. Przewieziono go wówczas na Pawiak i przesłuchiwano pod zarzutem działalności w PPR. 5 lipca 1943 roku wywieziono go do Oświęcimia a od czerwca 1944 roku do Buchenwaldu. Tam doczekał końca wojny.


   Wujek z rodziną zamieszkał  przy ulicy Kopernika 25. Wprowadziliśmy się do jego mieszkania. Rodzice nie wyobrażali sobie, żeby nie mieszkać na Woli, żeby nie mieszkać na Chłodnej.


   Warunki w mieszkaniu wuja były bardzo skromne. Zajmowaliśmy jeden pokój z kilkoma rodzinami. Miejsce to wszyscy traktowali, jako przejściowe -  wszyscy chcieli powrócić do swoich starych mieszkań. Ta część stolicy była stosunkowo mało zniszczona, toteż ruch w tej okolicy był dość spory. Tata zaraz po przyjeździe do Warszawy rozpoczął organizowanie mieszkania dla nas w naszej starej kamienicy na Chłodnej 20.


 im86t2


źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl


   "Dogadał" się z jakimś murarzem i od rana do nocy przygotowywali mieszkanie do wprowadzenia. Nasze poprzednie mieszkanie nie istniało dlatego zajęliśmy lokal od strony podwórka - po nieżyjących najemcach.


   Ostateczna przeprowadzka nastąpiła dopiero wiosną 1947 roku. Mimo tego, że od zakończenia wojny upłynęły już dwa lata mieszkanie w Warszawie nadal było bardzo niebezpieczne. Co jakiś czas słychać było w okolicy odgłosy eksplozji. Ludzie sami próbowali pozbyć się niewybuchów, bo saperów wówczas było jak na lekarstwo. Na ścianach domów jeszcze długo widniały napisy "МИН НЕТ!", choć to nie zawsze oddawało rzeczywistość.


Ja zacząłem chodzić do szkoły....

1 komentarz:

  1. Ale swiat sie zmienia i pedzi do przodu warto troszke zwolnic i cos takiego przeczytac.
    http://hotelowerecenzje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

sąsiedzi spod dwudziestki....

  W naszej kamienicy najważniejsze były kobiety.    To one trzymały rodziny razem. Nic bez nich nie mogło funkcjonować. Wiedziały wszystko...