Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Warszawa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 czerwca 2014

KONIEC POWSTANIA

   7 sierpnia gen. Reinefarth kontynuował od świtu natarcie na Woli, "oczyszczając" rejon ulic: Chłodnej, Ogrodowej, placu Mirowskiego, Hal Mirowskich i placu Żelaznej Bramy. Masowo mordowano ludność cywilną.  Po bramach i podwórkach odbywały się egzekucje na: Chłodnej, Elektoralnej i w Halach Mirowskich.


   W dniach 7 i 8 sierpnia siły niemieckie umocniły się ostatecznie wzdłuż głównych arterii przelotowych Woli i ich przecznic.


   Wobec rosnącej przewagi wroga 12 sierpnia 1944 roku praktycznie cały obszar Woli znalazł się w rękach niemieckich. Rozpoczął się ostatni etap gehenny ludności cywilnej w której łącznie wymordowano około 50 tysięcy mieszkańców Woli.


   13 sierpnia jednostki AK uderzyły na Hale Mirowskie, zamierzając przebić się tamtędy do odciętej Starówki. Atak zakończył się jednak niepowodzeniem.


  Gubernator dystryktu warszawskiego  - Ludwig Fischer uciekł pod osłoną czołgu z pałacu Brühla poza Warszawę wraz ze swymi urzędnikami. Na placu Żelaznej Bramy i na ulicy Chłodnej Niemcy zostali ostrzelani przez oddziały powstańcze.


  15 sierpnia po opanowaniu Woli Niemcy zainstalowali w parku im. Sowińskiego najcięższy samobieżny moździerz "Karl", który używali do ostrzeliwania Starego Miasta i Śródmieścia Warszawy.


images


źródło:http://blogbiszopa.pl


   Pociski przebijały kolejne stropy i zazwyczaj eksplodowały w części parterowej, powodując zburzenie całej kamienicy i zasypanie piwnic. Wiele pocisków wystrzeliwanych z Karla nie wybuchło. Być może dlatego, że były przeznaczone do niszczenia potężnych betonowych umocnień i mury miasta były zbyt wątłe, żeby uruchomić zapalnik pocisku . Drugim powodem mogły być akcje sabotażowe przymusowych robotników, którzy pracowali w niemieckich fabrykach zbrojeniowych. Może właśnie taki  pocisk trafił w naszą kamienicę pod 20-tką - i nie wybuchł. Ten, który moja mama z sąsiadkami wyniosły na kocu przed kamienicę


   Jeden z takich pocisków uderzył w dom, gdzie znajdowała się słynna restauracja "Adria". Pocisk po przebiciu stropów i kilku pięter wpadł do podziemi. Nie eksplodował. Został rozbrojony przez powstańców, a jego ładunek wybuchowy później służył do produkcji powstańczych granatów. Inny pocisk trafił najwyższy wówczas budynek warszawski hotel Prudential.


images


źródło:pl.wikipedia.org


   Po upadku Woli powstańcy jeszcze stawiali opór wojskom niemieckim przez kilka tygodni.


   14-16 września oddziały niemieckie zdobyły Marymont. 27 września skapitulowali ostatni obrońcy Mokotowa a 30 września obrońcy Żoliborza. W Ożarowie Mazowieckim toczyły się pertraktacje, które zakończyły się w nocy z 2 na 3 października podpisaniem aktu kapitulacji powstania warszawskiego.


images


źródło:www.polskieradio.pl


    5 października do niewoli w zwartych oddziałach powstańczych wychodzili z Warszawy żołnierze. Około 3,5 tys. powstańców zdołało wmieszać się w opuszczający miasto tłum ludności cywilnej i uniknąć w ten sposób niewoli


images


źródło:to-ci-historia.blog.pl


Kapitulacja nastąpiła 2 października 1944 r. po 63 dniach walki.           


   Dla upamiętnienia faktu stłumienia Powstania Warszawskiego 1944 r. Niemcy ustanowili specjalną odznakę "Warschaer Schield" zaprojektowaną podobno przez samego Hitlera. Dostali ją funkcjonariusze Wehrmachtu i SS, biorącym udział w walkach z polskimi powstańcami, noszono na lewym rękawie munduru.


   Po wyjściu powstańców do niewoli i po usunięciu z miasta kilkuset tysięcy ludności cywilnej Warszawa była systematycznie niszczona przez Niemców.


     17 stycznia 1944 r. do wymarłego, zrównanego z ziemią miasta wkroczyły wojska sowieckie i towarzysząca im I Armia Wojska Polskiego.


images


źródło:studioopinii.pl

poniedziałek, 26 maja 2014

750 LAT OSADNICTWA WZDŁUŻ ULICY CHŁODNEJ


   Obecność wczesnośredniowiecznych drewnianych zabudowań wzdłuż ulicy Chłodnej potwierdzono podczas badań archeologicznych przy Halach Mirowskich. Kolejne najazdy: litewskie, pruskie i ruskie skutecznie zrównywały z ziemią uparcie odbudowywane kolejny raz osady.


   Dlaczego teren ten był tak atrakcyjny dla zamieszkałej tutaj ludności? Otóż Mirów to najwyżej położony wówczas punkt starej Warszawy (114,5 m n.p.m). Suchy, żyzny położony na niewielkim wzniesieniu teren był świetnym miejscem do założenia gospodarstwa i zamieszkania. Z czasem wyrównano pagórki zasypując naturalne doły i rowy.


   Książę Bolesław II zakładając miasto podzielił je na prostopadle ułożone w stosunku do Wisły role. Wzdłuż wyznaczonych ról usytuowały się w naturalny sposób wzdłuż tzw. miedz, ulice - między innymi nasza Chłodna. Gościniec, droga dojazdowa do miasta - to pierwsza funkcja ulicy. Z czasem i rozwojem miasta nabierała dodatkowego znaczenia.


   119922


źródło:http://fotopolska.eu


   W 1712 roku król August II Sas postanowił na bazie Wersalu stworzyć trakt, który byłby godny wymaganiom baroku. Miała to być forma kompleksowego rozwiązania budowlano - architektonicznego i komunikacyjnego stolicy. W cały ten kompleks miał być wkomponowany system parków i ogrodów.  Projekt na wówczas bardzo nowoczesny ale i kosztowny. Król musiał skupić wszystkie działki wzdłuż wyznaczonej trasy pod Oś Saską.


449768


źródło:fotopolska.eu


   To był impuls rozwoju dla ulicy będącej od tej pory trasą wylotową z Warszawy. Usytuowanie koszar królewskich  (zwanych od jej pierwszego dowódcy Wilhelma Miera - Mirowskimi) w tym miejscu miało na celu ewentualna obronę władcy przed buntami i wewnętrznymi zamieszkami. To właśnie ulica Chłodna król kilkakrotnie uciekał z miasta.


images


źródło:www.skyscrapercity.com


    Dzięki tym działaniom Chłodna stała się miejscem gwarnym i przynoszącym zyski. Tu lub w jej okolicach mieszkali robotnicy, cieśle budujący Oś Saską. Pojawiły się tu noclegownie, karczmy, browary z których korzystali budowniczowie. Tu także między innymi z powodu obecności koszar wojskowych jak grzyby po deszczu wyrastały domy uciech dla samotnych lub niekoniecznie wiernych mężczyzn. W okolicach koszar niejaki generał Antoni Czapski na swoich gruntach postawił drewniane szopy zwane od jego nazwiska czapskimi budkami. W nich panowie i chłopcy mogli zaznać uciech cielesnych z paniami przypłacając zresztą często to zdrowiem a nawet życiem. Zostały zniszczone dopiero w 1794 roku podczas zmagań powstańczych.


05-02


źródło:www.skyscrapercity.com


   I tak Chłodna stała się ulicą handlowo-usługową w odróżnieniu od innych sąsiadujących ulic o charakterze raczej rezydencyjno-dworkowym.


281171


źródło:fotopolska.eu


    Tu można było zobaczyć wiele spektakularnych karier, tworzenia ogromnych fortun i majątków - jak i ich upadków. Chłodna była atrakcyjnym terenem inwestycyjnym. Dość wcześnie pojawiły się tu kamienice (jeszcze przed 1784 rokiem) były to obiekty reprezentacyjne, jednopiętrowe. Bardzo intensywny rozwój ulicy nastąpił po roku 1815 i utworzeniu Królestwa Kongresowego.


   Około 1820 roku na terenach Walicowa należącego do rodziny Walickich utworzono plac targowy, nazywany Placem Pod Lwem.  Do roku 1830 przy ulicy powstał szereg obiektów będących arcydziełami architektury. Tu mieściła się jedna z czterech rogatek warszawskich.


   Pierwszą nazwą ulicy Chłodnej była Aleja Lipowa (lub Wolska). Nazwa ulicy powstał prawdopodobnie od chłodu jaki dostarczały Lipy obsadzone wzdłuż alei po obu stronach. Inna koncepcja mówi o tym,  że w tym miejscu wiały tu dość silne wiatry , które w Warszawie wieją zazwyczaj z zachodu na wschód - tak jak usytuowana jest topograficznie ulica Chłodna. Dziś to zjawisko ze względu na zwartą zabudowę jest niemal niezauważalne.


221529


źródło:fotopolska.eu


 


 


 


 


 


 

piątek, 16 maja 2014

FAŁSZYWKI Z CHŁODNEJ...

Pieniądze fałszowano zawsze.
    Pierwszy raz sfałszowano złote monety już w VI w p.n.e. Od tamtej pory fałszerstwo przybierało najrozmaitsze formy. Krążki z miedzi lub cyny otaczano cienką blaszką ze złota lub srebra a później bito stemplem odpowiedni wzór (symbol). Autentyczność posiadanych monet można było badać w różnoraki sposób. Najpowszechniejszym było nacinanie lub nagryzanie monety. Ta fałszywa powinna się odkształcać, co świadczyło o nieprawidłowej twardości kruszca. W kolekcjach numizmatycznych znajduje się wiele monet z odciskami zębów lub zarysowaniami twardym przedmiotem.


06120


źródło:www. e-numizmatyka.pl


   Z kolejnymi wiekami techniki odkrywania fałszerstw zostały udoskonalone. Gdy odkryto możliwość badania zawartości srebra czy złota w monecie - fałszerze mieli utrudnioną sytuację. Do takiej diagnostyki potrzebny jednak był specjalista. W odpowiedzi zrodzili się specjaliści fałszerze. I tak jedni ścigali się z drugimi. To byli prawdziwi fachowcy.
    Mimo gróźb karania śmiercią i wykonywania egzekucji proceder nadal kwitł. W XVII wieku w Rosji stracono 7.000 fałszerzy, 3.000 obcięto ręce a w Polsce fałszerz i posiadacz fałszywych monet podlegał karze spalenia na stosie. Surowe kary za fałszerstwo były od zawsze traktowane jako zamach na majestat władzy lub jego obrazę. No chyba, że bili ją sami władcy - a historia notuje takie przypadki. Cóż  - oni byli bezkarni...
    Zaraz po I wojnie i w dwudziestoleciu międzywojennym kwitło fałszerstwo na naszym Kercelaku. Policyjne raporty mówiły nawet o 5,5 tys. przestępstw podrabiania pieniądza w tym okresie.


   Wtedy pojawiły się fałszywe banknoty 20- złotowe. Okazało się, że kolporterami tychże banknotów byli kasjerzy z Dworca Głównego. Sami kupowali je po 5 zł a różnicę zachowywali dla siebie. Wprowadzanie do obiegu tych fałszywek było możliwe dzięki nieźle skonstruowanej organizacji. Same banknoty zaś drukowane były niedaleko na ulicy Ogrodowej w prywatnym mieszkaniu. 


    Nieopodal na ulicy Twardej skutecznie działała produkcja srebrnych 10 złotówek.  Zwykle podrabiano srebrne 1-, 2-, 5- i 10-złotówki i zazwyczaj robiono to techniką odlewu stosując  miękkie metale (najczęściej cynk i ołów), które potem srebrzono. Trudniejsze było  bicie monet, bo składało się z kolejnych etapów aż do utwardzenia .


 

indeks


źródło:http://www.katalogmonet.pl


    Ulica Chłodna była usytuowana między zakładami produkcyjnymi fałszywek. Nie mogła odstawać od ogólnie panującego trendu.
    Pod numerem 23 tam gdzie teraz mieści się Oberża pod Czerwonym Wieprzem był zakład produkcji mosiężnych uchwytów do trumien. A jakże można było tam zamówić, kupić eleganckie ozdoby: uchwyty, listwy czy inne mosiężne akcesoria pogrzebowe. Na zapleczu zakładu odbywała się jednak całkiem inna produkcja. Wykorzystując materiały i sprzęt produkcyjny wyrabiano też fałszywe monety. Bito je z "ręki" i ze " stempla". Oczywiście trafiały one potem między innymi na nasz Kercelak.
    Zamówić można było praktycznie każdą monetę - nawet taką zabytkową. Wystarczyło tylko trochę potrzymać "nowy egzemplarz zabytkowej monety" w gnojówce w celu spatynowania.
    Pod koniec 1939 r. gubernator Hans Frank nakazał Polakom oddać do depozytu okupanta wszystkie banknoty o nominałach 100 zł i 500 zł. Wkrótce jednak przestały być prawnym środkiem płatniczym. Zastąpiono je banknotem 100-złotowym z odpowiednim niemieckim nadrukiem - "Generalne Gubernatorstwo dla zajętych polskich obszarów". Rodacy nie kwapili się do oddawania wskazanych banknotów do depozytu. Za to natychmiast pojawiły się sfałszowane stemple z pożądanym niemieckim nadrukiem.


100_zlotych_9listopad1934


źródło:http://banknoty.republika.pl


   Na naszym Kercelaku za drobną opłatą można było sobie opieczętować banknoty stuzłotowe z Józefem Poniatowskim i cieszyć się ich posiadaniem. Zresztą czegóż to nie można było załatwić na Kercelaku...


24_3_3


źródło:www.pwpw.pl - "góral"
    Tutaj można było dostać (kupić) fałszowane banknoty 50 zł i 500 zł powszechnie znane jako górale (od postaci górala na banknocie). Produkował je kto mógł. Fałszowanie w tych czasach było postrzegane jak jawna walka z okupantem. Dzięki tej produkcji Armia Krajowa i jej Podziemna Wytwórnia Banknotów zarobili dla podziemia 18 milionów złotych.


indeks


źródło:www.pwpw.pl - Znak graficzny Podziemnej Wytwórni Banknotów

czwartek, 15 maja 2014

CHŁODNA 33


   Kupiecka rodzina Roeslerów była bardzo zasłużona dla Warszawy. Przybyli z Czech do Warszawy w 1765 r. W 1911 r. przekazali Fundacji Szkolnej własnego imienia posesję przy Chłodnej 33. Przed 1914 r. według projektu Władysława Marconiego na posesji rozpoczęto budowę dwóch sąsiadujących ze sobą kamienic. Po lewej miał się znajdować budynek szkolny a po prawej budynek przeznaczony na wynajem. Pieniądze z wynajmu miały posłużyć utrzymaniu szkoły.


   Budowę gmachu szkolnego przerwała pierwsza wojna światowa. Ukończono ją dopiero około 1919 r.


chlodna_33


źródło:http://www.warszawa1939.pl - Budynek Szkoły Roeslerów


    Gimnazjum męskie kupieckie im. Roeslerów było najlepszym gimnazjum w Warszawie (później liceum). Specyfika tej placówki polegała na tym, że oprócz świetnej organizacji obok przedmiotów ogólnokształcących, prowadzenia kantoru, ćwiczeń z księgowości, rachunkowości (istniało tu także muzeum towaroznawstwa) - szczególny nacisk kładziono na kształtowanie postawy obywatelskiej, społecznej i kształtowanie woli charakteru. Toteż absolwenci zaraz po skończeniu szkoły otrzymywali prace w handlu i byli cenieni jako niezastąpieni pracownicy. Przy szkole działało koło absolwentów, które miało nie tylko charakter towarzyski ale także pomagało w pośredniczeniu pracy i organizowaniu kursów udoskonalających. 


   Dbano o dobór uczniów i zanim przyjęto kandydata do szkoły musiał on przejść egzaminy i badania psychologiczne. Czesne wynosiło w latach 30 - tych 85 zł. Wyjątkowo dobrzy uczniowie mogli uzyskać ulgę w płaceniu czesnego nawet do 70%.


   Podczas okupacji szkoła stała się zwyczajną szkołą handlową, choć uczniowie mogli zdawać w niej podziemną maturę. W 1940 roku gdy budynki szkolne znalazły się na terenie getta szkoła została przeniesiona na ulicę Krochmalną w miejsce sierocińca prowadzonego przez Janusza Korczaka.


janusz-korczak-concursul-pentru-proiecte


źródło:http://www.culturapoloneza.ro - Janusz Korczak


    W listopadzie uczniowie szkoły handlowej pomagali w przeniesieniu sierocińca pod adres Chłodna 33. Podczas tej przeprowadzki Niemcy zrabowali sierotom przewożone na furmankach jedzenie.  Korczak natychmiast po tym udał się ze skargą na warunki i miejsce zasiedlenia do pałacu Blanka. Niemcy aresztowali go, ponieważ nie założył białej opaski z Gwiazdą Dawida. Trafił za to na Pawiak.


Skärmavbild 2013-05-01 kl. 15.49.28.png


źródło:http://jimbaotoday.blogspot.com


    Do swoich sierot wrócił dopiero w grudniu. Żydowski Dom Sierot w szkole Roeslerów mieścił się jedynie do października 1941 r.


https://www.youtube.com/watch?v=VLHwLHf-8Z0


źródło: YOUTUBE


   Gdy ponownie zmieniły się granice getta dzieci znów  przeniesiono. Tym razem do dawnej siedziby Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Pracowników Handlowych i Przemysłowych przy ulicy Siennej. A potem wszyscy zostali wywiezieni do Treblinki. Ale to już całkiem inna historia....


getto


źródło:pzsgdziepolc.hekko.p


   Po wyprowadzce dzieci, do opustoszałego budynku przy Chłodnej 33 ponownie wróciła szkoła handlowa -  nie na długo, bo 26 marca 1943r. zamknięto ją i budynek został przejęty przez władze Generalnego Gubernatorstwa.


   6 sierpnia 1943 r. na Chłodnej Niemcy ostrzelali ogniem artyleryjskim kamienice. Wtedy prawdopodobnie spaliły się obydwa budynki szkoły Roeslerów. Wzdłuż całej ulicy, także przy ruinach gmachu szkoły, okupanci dokonywali masowych mordów na cywilach i powstańcach.


7619a4f0158dffe476975e0cca4efaf9


źródło:http://www.sztetl.org.pl




   Tablica umieszczona na murze w miejscu dawnej szkoły głosi, że rozstrzelano tu 200 osób.


chlodna_33


źródło: http://www.warszawa1939.pl


W 1944 r. ustawiano przy ruinach szkoły stosy, na których palono zwłoki zamordowanych i poległych warszawiaków.


chlodna_33_01


źródło: http://www.warszawa1939.pl


   Jesienią 1945 r. na Chłodnej decyzją Pogotowia Budowlanego Biura Odbudowy Stolicy  wydano zlecenie rozbiórki murów wypalonych kamienic. Zburzono ściany frontowe i wewnętrzne dawnej szkoły im. Roeslerów. I tak kamienica na Chłodnej pod numerem 33 przestała istnieć z podpisem nakazu rozbiórki z dnia 24 października 1945 r.

poniedziałek, 5 maja 2014

niedziela, 27 kwietnia 2014

STRAŻ POŻARNA Z CHŁODNEJ I .... MAŁPY


   U nas na Chłodnej znajduje się IV Oddział Straży Pożarnej.


   Straż Ogniową w 1834 r. powołano przez Radę Administracyjną Królestwa Polskiego i zatwierdzono przez cara Mikołaja I w 1836r. Do jej obowiązków należało gaszenie pożarów, czyszczenie kominów, sprzątanie ulic w mieście i obsługa 800 latarń ulicznych.


   Uformowana i wyćwiczona Straż Ogniowa miasta Warszawy w chwili powstania posiadała: 413 pracowników, 96 koni, 20 sikawek różnych mniejszych i większych w tym 10 czterokołowych, 21 wojłoków do pokrywania dachów, 74 topory, 4 drabiny o dwóch i trzech kołach, 96 wiader blaszanych do nalewania wody w beczki, 33 beczki czterokołowe, 30 beczek dwukołowych, 4 omnibusy do przewożenia ludzi, 5 wozów rekwizytowych.


Każdy z czterech oddziałów otrzymał swoją barwę i konie jednej maści.


Historia_0020


źródło:www.warszawa-straz.pl


   IV Oddział mieścił się przy ul. Chłodnej 3 i 4 w byłych budynkach koszar Mirowskich. Otrzymał barwę zieloną i konie kasztanowate.


chlodna_koszary


źródło:www.warszawa1939.pl


   Z czasem zmieniało się wyposażenie oddziałów. W 1916 r. zakupiono samochód pożarniczy z autopompą marki Hans Lloyd. A w 1928 r. zakończono motoryzację warszawskiej straży tym samym wycofując ostatnie konie ze służby.


   W 1851 r. wzniesiono wysoką wieżę obserwacyjną. Mieszkanie komendanta straży znajdowało się na piętrze budynku przy Chłodnej. Tu także znajdowały się stajnie i wozownie. Oprócz koni w stajniach trzymano także małpy  (sprowadził je dziadek Marka Hłaski, który był komendantem straży ogniowej w koszarach mirowskich - Józef ). Były zaprowiantowane i miały swoje mundurki w kolorze strażackim (bez ubrania mogłyby obrażać poczucie moralności). Gdy strażacy ruszali do akcji - małpy wskakiwały na wozy i ciągnięte przez konie pędziły do pożaru. Stanowiły sporą atrakcję.


   Po wybuchu II wojny Warszawska Straż Ogniowa zostaje przeorganizowana i powołana do obrony stolicy.


    Po wkroczeniu okupantów pomimo ostrych restrykcji warszawscy strażacy konspirują: prowadzą szkolenia wojskowe, korzystając z pojazdów strażackich przerzucają broń i materiały wybuchowe, systematycznie pomagają społeczności żydowskiej w getcie.


Historia_0370


źródło:www.warszawa-straz.pl


   W przeddzień wybuchu Powstania Warszawskiego gestapowcy rekwirują wozy pożarnicze a wszystkich strażaków aresztują i wraz ze sprzętem wywożą do Niemiec. Budynki Straży przy Chłodnej spłonęły w 1944r. W r.1945 do wyzwolonej już Warszawy powracają pierwsi strażacy, gdzie w ruinach podejmują służbę. Do pierwszych pożarów chodzą pieszo, w cywilnych ubraniach ciągnąc za sobą dwukołowy wózek z bardzo skromnym wyposażeniem.


   Obecnie Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej m. st. Warszawy to 17 Jednostek Ratowniczo-Gaśniczych w tym 6 specjalistycznych oraz 7 wydziałów dbających o bezpieczeństwo mieszkańców stolicy. Jedną z takich jednostek jest Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza nr 4, ul. Chłodna 3.


OLYMPUS DIGITAL CAMERA


źródło:www.warszawa1939.pl

sobota, 26 kwietnia 2014

NA NASZYM KERCELAKU...


Jeśli opowieści z Chłodnej to nie może zabraknąć naszego Kercelaka.


   To targowisko powstało wkrótce po powstaniu styczniowym. Funkcjonowało od 1867 do 1944r - i było ono największym targowiskiem przedwojennej Warszawy. Jego nazwa pochodzi od nazwiska Józefa Kercelego, właściciela kilku placów w tym rejonie, które kupił od niego Urząd Miasta, by stworzyć tam miejsce handlu dla mieszkańców stolicy. Przeniesiono tu stragany z placu Grzybowskiego.


   Zajmował wielkość około półtora hektara i rozpoczynał się w rejonie ulic Chłodnej i Towarowej idąc ku Ogrodowej oraz Leszno (dzisiejszy odcinek Alei „Solidarności” od ulicy Wroniej do ulicy Młynarskiej oraz wschodnia część ulicy Okopowej).


33d6f65c3065d34aafe920e1a3a98e1e


źródło:wawalove.pl


   Tu mogłeś kupić wszystko. To miejsce żyło własnym życiem - tu rządziły inne prawa. Społeczność pracująca tu i odwiedzająca codziennie to miejsce stworzyła własną gwarę. Tu oprócz zwykłych sprzedawców i przyjezdnych mogłeś spotkać ciemną stronę bazaru - czyli cały margines społeczny – drobnych złodziejaszków, prostytutki (według wyliczeń funkcjonariuszy, działało około 25 000 prostytutek w Warszawie) oraz bandytów wymuszający haracze (gang Tasiemki czy Rojzy). Często dochodziło do rękoczynów:  w ruch szły pięści, kastety i noże. Nierzadko lała się krew.         I oczywiście nikt- nic nie widział...


   Ponieważ bazar znajdował się między budynkami mieszkalnymi to mieszkańcy Warszawy dojeżdżali tutaj tramwajami. Stragany zostały ustawione według branży, którą obejmowały. Cały plac wybrukowany był kamieniem polnym poprzecinanym cementowymi chodnikami, przy których stała niezliczona ilość drewnianych budek i straganów. Między tymi budkami  spotkać można było mieszkańców okolicznych wsi sprzedający płody rolne i w zamian kupujących ubrania.


76_1284628484


źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl


    Oprócz budek i straganów towar sprzedawano z walizek lub z ręki. Kupiłeś tu towar zwykły i koszerny. Ceny były przystępne. Można było posłuchać płyt z gramofonu, zagrać w różne gry typu:" ruletka" "bączek", "trzy miasta", "trzy karty", "kostki" czy "para - nie para". Tak czy siak - raczej straciłeś, niż zarobiłeś...


kercelego05


źródło:dintojra.blogspot.com


   Amatorów zwierząt zapraszano na Okopową - w tej części handlowano nie tylko gołębiami, papugami, psami i kotami - ale jak wieść niesie,  można było kupić tygrysa bengalskiego, jeśli oczywiście ktoś sobie " winszował".


150_1261932513


źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl


   We wrześniu 1939 r. w spłonęły niemal wszystkie stragany i budki. Za to już w połowie października 1939 r. postawiono 113 nowych stoisk.


   Pod okiem Niemców  handlowano poszukiwanymi towarami : naftą do lamp, olejem spożywczym, chlebem, lekarstwami, "rąbanką", wódką, bronią a także fałszywymi dokumentami. Zresztą Niemcy chętnie sami zaopatrywali się tam w nielegalne - ale jakże potrzebne im rzeczy np. wszy, które gwarantowały im czasowe zwolnienie ze służby wojskowej.


    Przy kolejnych bombardowaniach w 1942r. - tym razem sowieckich znowu spłonął praktycznie cały bazar. W 1944 na kilka miesięcy przed wybuchem Powstania Warszawskiego - Niemcy zlikwidowali go całkowicie. Handlarze przenieśli się w rejon placu Żelaznej Bramy .


   Kercelak nigdy już nie odzyskał swojej świetności. Jego ostateczny upadek przypieczętowała budowa trasy W-Z.


   Być może współczesną funkcję tego naszego Kercelaka miał spełnić Jarmark Europa na dawnym Stadionie Dziesięciolecia. Ale to już nie było to samo. Tu nie było tego gwaru, nawoływania, hałasu - atmosfery starej Warszawy.

środa, 9 kwietnia 2014

ZBRODNIA PRZY CHŁODNEJ 26



   Jest dwudziesty pierwszy lipca 1942r. Gorąco.  W powietrzu wyczuwalny jest niepokój. Chodzą słuchy, że Niemcy "coś szykują" . To dzień przed planowaną ewakuacją Żydów.

   Ulica Chłodna 26 - to część getta tak zwana "dobra" gdzie mieszkali Żydzi stosunkowo uprzywilejowani.

   Na drugim piętrze tej kamienicy mieszka 54 letni Abe Gutnajer z dziesięcioosobową rodziną - jeden z największych światowych kolekcjonerów i marszandów. Jego pieniądze i koneksje potrafiły zapewnić rodzinie relatywnie dobre warunki mieszkania w tym miejscu.

   Jednak dwa lata pobytu w getcie zrobiły swoje - Abe był w złym  stanie fizycznym, miał poważne zmiany zwyrodnieniowe (gruźlicze) przez co nie był w stanie chodzić. Potrzebował pomocy medycznej. Właśnie odbywał się zabieg chirurgiczny, który miał mu przywrócić sprawność poruszania się.

    Pod dom podjeżdża samochód ciężarowy. Wysiada z niego czterech  żołnierzy w mundurach SS. Bez pośpiechu wchodzą na drugie piętro kamienicy Chłodna 26.  Ich wejście obserwuje z podwórka dozorczyni domu.

   Z jej relacji wynika, że esesmani weszli do mieszkania zajmowanego przez Abe.

   Po chwili słychać dziesiątki wystrzałów karabinowych. Dozorczyni ucieka do swojego mieszkania, zamyka się i modli aby strzały wreszcie ustały... Po godzinie od chwili, gdy  ucichły przerażona kobieta idzie do mieszkania Gutnajera. To co widzi jest przerażające. Mieszkanie jest zdemolowane a na podłodze leży dziewięć zakrwawionych ciał.

   W kolejnym pomieszczeniu na stole leży ciało samego Abe ze śladami  dwóch kul w głowie. Właśnie odbywała się operacja. Śmierć zastała go w narkozie operacyjnej.



   Pod ścianą leżą trzy trupy. Jest to prof. dr Franciszek Raszeja i drKazimierz Pollak oraz kobieta - pielęgniarka ze szpitala PCK przy ulicy  Smolnej 6. Wszyscy zginęli od strzałów w głowę.



Prof. Franciszek Raszeja                                                                                  źródło:baltia.bloog.pl



Dr Kazimierz Pollak                                                              źródło:ofiaromwojny.republika.pl  

    Doktor Pollak wezwał profesora Raszeję znanego ortopedę, specjalistę patofizjologii i patomechaniki stawów na konsultację i zabieg do Abe. Wiedział, że ten nie odmawia pomocy - mimo tego, iż kilka osób próbowało go od tego odwieźć (to był "niebezpieczny czas").Profesor od dłuższego czasu utrzymywał stały kontakt z gettem i potajemnie dostarczał tam żywność, leki i szczepionki. W szpitalu przy Smolnej 6, prowadził zajęcia z medycyny Tajnego Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Ziem Zachodnich. Wśród konspiracyjnych studentów organizował zbiórkę krwi, którą później za pośrednictwem doktora Pollaka i Ludwika Hirszfelda przekazywał szpitalom w getcie.Profesor otrzymał przepustkę do getta i zamierzał udzielić pomocy Abe.

   Wkrótce Niemcy przewożą ciała pomordowanych na Cmentarz Żydowski przy ulicy Okopowej na Woli. Wrzucają je do dołu i posypują wapnem. W tym samym czasie współpracownicy zaczynają poszukiwać profesora i trafiają na Chłodną 26. Tam dowiadują się od dozorczyni co się stało i odnajdują ciała pomordowanych na cmentarzu. W kieszeni profesora znajdują klisze rentgenowskie. W porwanym ubraniu i bez butów przewożą jego ciało do kaplicy szpitalnej i urządzają mu honorową mszę. Profesor  Franciszek Raszeja spoczął w rodzinnym grobie obok swojej żony na Cmentarzu Powązkowskim.

   Kto dokonał tak bestialskiego morderstwa? Z relacji wynika, że rozkazy wydawał esesman a towarzyszyli mu uzbrojeni funkcjonariusze pomocniczych formacji policyjnych złożonych m.in. z Litwinów i Łotyszy. To był typowy napad rabunkowy, który życiem przypłaciło tyle osób.

            W pierwszej połowie 2014 roku na skrzyżowaniu ulicy Chłodnej z Żelazną odbędzie się uroczystość oraz umieszczenie tablicy pamiątkowej upamiętniającej bohaterska śmierć profesora i jego współpracowników.

niedziela, 6 kwietnia 2014

DWIE DZIEWCZYNKI Z FOTOGRAFII...

         Z marszu wziąłem się za "renowację" moich łupów. Nie znam się na tym ale postanowiłem oczyścić i wymienić wyjątkowo brudne podbicie obrazków. Po zerwaniu czarnego papieru pod jednym z nich odkryłem przedwojenne zdjęcie dwóch dziewczynek.



 źródło  własne


Pod ich wizerunkiem widniała dedykacja:  "Kochanej Babci, Ciotce i Wujkowi choć jeszcze nie znamy, na pamiątkę ofiarowujemy Kasia  i Marta Elektorowiczówne".



Moja ciekawość rosła...





     źródło  własne


Pod kolejnym obrazkiem znalazłem fotografię kobiety w średnim wieku, tym razem nie umieszczono żadnej informacji: kim była, czy dla kogo została zrobiona ta fotografia?



    Jeszcze tego samego dnia wróciłem do handlarza aby dopytać go o pochodzenie, źródło albo jakąkolwiek informacje o osobach znajdujących się na zdjęciach. Powiedział, że zdjęcia dostał dawno od jakiejś starszej pani z ulicy Chłodnej, która już zresztą nie żyje. Więcej nic nie wiedział a moja dociekliwość tylko spowodowała, że się wystraszył i w pośpiechu zwinął cały stragan.


    Jestem uparty i dociekliwy. Nie odpuszczę. Mimo tego, że nie mieszkam tam już od połowy lat 70-tych -  to na Chłodnej mam jeszcze wielu znajomych.  To sami starsi ludzie. Postanowiłem dopytać - może ktoś coś pamięta, znał osoby z fotografii albo ma pomysł, gdzie mógłbym poszukać o nich informacji? Nikt nic nie wiedział. Sprawdziłem czy dziewczynki z fotografii były chrzczone w pobliskim kościele św. Boremeusza. Bez rezultatu. Drążyłem dalej. Byłem także w Żydowskim Instytucie Historycznym. Zdjęcia zamieszczono w Muzeum Woli i „Kurierze Wolskim”. Skontaktowałem się z "Wolskimi Regionaliami" na Facebooku. Tam też umieszczono zdjęcie z zapytaniem, czy ktoś coś wie na ich temat. Niestety nic się nie wydarzyło. Nadal nie wiedziałem co działo się z osobami ze zdjęć.


    Po kilku miesiącach poszukiwań pojawiły się wątpliwości - po co szukać osób sprzed 70 lat? Przecież w tym czasie w Warszawie szalało piekło, ginęły całe rodziny, kamienice, ulice.  Nie wiadomo jak potoczyły się losy osób ze zdjęć a można było się spodziewać, że ich historia była tragiczna. Chciałem już zrezygnować.



     Moją uwagę tym razem przykuło zdjęcie "kobiety w średnim wieku". Postanowiłem oderwać  to zdjęcie od szarej tektury do której było przyklejone. Po godzinnych zmaganiach z materią - udało mi się to zrobić. Odkleiłem je,  oczyściłem z resztek kleju.


   Tył zdjęcia był zapisany. Jakieś nazwiska i cyfry a może daty... Wyglądało to jak szyfr ułożony w nieładzie. W czasach wojny ludzie w ten sposób zostawiali informacje o sobie i rodzinie dla najbliższych. Tej nocy nie mogłem długo zasnąć...


 

HISTORIA PEWNEGO SPACERU.




Ruszam więc na spacer wspominkowy.


   Żona przed wyjściem z domu naciąga mi na głowę czapkę i szczelnie opatula szalikiem a do kieszeni wciska rękawiczki. Uprzedza mnie: - nie przezięb się i nie daj się okraść! Odpowiadam: - pracowałem  dwa lata na Syberii przy budowie rurociągu i się ani razu nie przeziębiłem - to i przy temperaturze 5 stopni tym bardziej mi nic nie grozi. Jak ruscy mnie nie okradli to i na Chłodnej mogę być spokojny - przecież to "moja ulica"! Widocznie na starość człowiek tak ma.



źródło: wikipedia.org


   Swój spacer rozpoczynam od Hali Mirowskiej. Przechodzę między straganami i tymczasowymi stoiskami z różnego rodzaju rupieciami.  Ponieważ zawsze interesowałem się odkrywaniem różnych staroci, całą moją percepcję kieruję na poszukiwanie interesujących rzeczy. Często stare przedmioty mają duszę i to ona nas przywołuje, by się nią zainteresować. Bo dlaczego jedne przedmioty choć ładne i pozornie atrakcyjne nie przemawiają do nas  tak jak zwykłe i wydawałoby się nieciekawe?


    Jeden z handlarzy chwycił mnie za rękaw kurtki. Oferuje mi sprzedaż dwóch obrazków. Oba są oprawione i "pod szkłem". Malunek jest wykonany temperą i akwarelą. Oba w dolnych rogach są sygnowane A.U.  Wyglądają jakby były wykonane przez Antoniego Uniechowskiego.... - czyżby?


   Uniechowski był znanym malarzem, ilustratorem książek plakacistą i scenografem.  Nie jestem fachowcem ale wiem, że wielu już podrabiało te stare obrazki. Ramki były w kolorze starego złota, wyglądały dość obskurnie i nie nadawałyby się do powieszenia w domu. Wziąłem je, bo wyglądał na to, że sprzedający był w dużej potrzebie finansowej. Gdy dodał, że obrazki pochodzą z ulicy Chłodnej to już wiedziałem, że je kupię. Tylną stronę obrazków zaklejono czarnym papierem. Zawinąłem je w plastikową torbę i wcisnąłem pod pachę.


   Ponieważ zrobiłem zakup niewygodny do noszenia  - musiałem wrócić do domu. No i tyle było tego mojego wspominkowego spaceru....
Im bliżej byłem domu tym bardziej się utwierdzałem, że to był dobry zakup. Przeczucie? Moja żona od progu - zadziwiona wczesnym powrotem, zaczęła się dopytywać:- stało się coś?


- przeciwnie! zobacz co kupiłem. Kto wie jaką to ma wartość?! A może kryje jakąś tajemnicę?


 

MOJA ULICA - MOJA DZIELNICA



   W tym roku kończę siedemdziesiąt pięć lat i wchodzę w wiek starczy - jak to szybko zleciało...


       Nie jestem pisarzem, nie skończyłem żadnego Uniwersytetu nawet tego - "Trzeciego Wieku" - jestem prostym, być może niedokształconym emerytem. Proszę przymknąć oko na to co piszę i jak piszę....  Młodzi idą na całość i myślę, że takich jak ja wkrótce będą wyłapywać i izolować, bo co z nimi zrobić? Aż strach pomyśleć. Jak zejdę siedząc w kapciach i pilnując pilota do telewizora - to się na to zwyczajnie nie zgadzam. Nasłuchałem się i naczytałem o tych trutniach emerytach tyle, że głowa mała! Ja jeszcze wiele mogę. Jestem ciekawy świata i mam nadzieję, że i świat jest jeszcze ciekawy mnie. Ostatnio czytałem o pewnym emerycie, który przez parę lat w swojej kuchni robił boazerię z zapałek. Chciał szybciej skończyć robotę, bo czas gonił i życia coraz mniej, więc postanowił nie obcinać główek z siarką. Jedni by pewnie powiedzieli, że nie przestrzegał BHP. Ja uważam, że robił coś bez sensu. I tak szybko skończył robotę i życie. Trzeba wyciągnąć z tego wnioski.    Ja, stary Warszawiak urodzony przed wojną na Woli, mieszkałem na Powiślu i Mokotowie - pomyślałem "zanim umrzesz zrób sobie spacer po miejscach najbliższych mojemu sercu, miejscach mojego dzieciństwa i młodości - ulicy Chłodnej i jej okolicach. Uważam się za lokalnego patriotę . Tu się urodziłem, wychowywałem i wiele lat mieszkałem.


Tu przy ulicy Chłodnej 20 był mój dom.


źródło:wikipedia.org









 

sąsiedzi spod dwudziestki....

  W naszej kamienicy najważniejsze były kobiety.    To one trzymały rodziny razem. Nic bez nich nie mogło funkcjonować. Wiedziały wszystko...