Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kercelak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kercelak. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 maja 2014

DROGA KU WOLNOŚCI...


   Po Powstaniu Styczniowym administracja carska wyznaczyła kilka ulic przy których nie wolno było mieszkać Żydom. Taką ulica była także Chłodna. Ponadto zakazano noszenia pejsów i czap futrzanych.  Godzina policyjna znacznie utrudniała życie w mieście. W namiotach za kościołem św.Boromeusza biwakowało wojsko,  kolejna jednostka zaś umiejscowiła się za Rogatkami Wolskimi.  Nastąpiły masowe aresztowania i zsyłki na Sybir. Za noszenie czarnej odzieży na znak żałoby narodowej groziły kary pieniężne, zesłanie lub śmierć.


241lfo1


źródło:wczorajidzis.blogspot.com


   Jednym z przejawów represji był nakaz zmiany wszystkich szyldów sklepowych na rosyjsko-polskie. Cała elita warszawska  albo wyjechała do Francji na emigrację albo została zabita w walkach wyzwoleńczych.


   Ludzie bali się o dzień jutrzejszy. Trudno było o  pracę - część zakładów została zamknięta, bo Rosjanie powywozili maszyny i wyposażenie warsztatów do Moskwy czy Petersburga.


   Z czasem życie zaczęło wracać do miasta.


   Na Chłodnej ruch w interesie był cały czas. Powstawały kolejne zakłady produkcyjne i firmy. Zaczęto dobudowywać kolejne kondygnacje kamienic a w głębi posesji oficyny dla mniej zamożnych. Sanitariaty jednak znajdowały się na zewnątrz budynku, co stanowiło pewną niedogodność i przyjazne warunki do rozwoju różnych chorób zakaźnych.  Dobudowywano także dodatkowe skrzydła kamienic, które łączyły sąsiadujące ze sobą ulice: Krochmalną, Ogrodową. W ten sposób powstawały posesje otwarte na dwie strony z kilkoma studniami wewnątrz nich.


   W 1867 roku powstaje nieopodal Plac Kercelego - centrum drobnego handlu miejskiego.


   Mieszkanie na Chłodnej stawało się wówczas coraz droższe. Zakłady przemysłowe do tej pory funkcjonujące przy ulicy powoli zaczęły się przenosić na przedmieścia lub dalszą Wolę. Ceny parceli podskoczyły w górę, co niosło za sobą podniesienie czynszów mieszkalnych. Od frontu kamienice zamieszkiwali najzamożniejsi lokatorzy a od tyłu kolejno w głąb budynku ku strychom i piwnicom ci biedniejsi. Zamiast małych fabryczek (dość hałaśliwych) powstawały sklepy i rodzinne firmy usługowe. Chłodna stała się reprezentacyjną ulicą Warszawy.


   t_img_4756_112
źródło:www.forum-ochoty.org.pl, Sokrates Starynkiewicz


   Prezydentura  rosyjskiego generała Sokratesa Starynkiewicza (od 1883 do 1894 roku) przyczyniła się do kolejnego podniesienia czynszów na Chłodnej. Została ona objęta systemem sieci wodno-kanalizacyjnej dla Warszawy oraz omnibusów (tramwajów konnych). Mieszkania od frontu ulicy - te najdroższe były kilku pokojowe, wyposażone w  wodę bieżącą i kanalizację. Zamieszkiwali je inteligenci i kupcy. W oficynach mieszkali majstrzy, robotnicy i czeladnicy. Toalety i pobór wody znajdował się w wydzielonych miejscach podwórek wewnętrznych.


indeks


źródło:frontwola.blogspot.com


   Kolejnym rewolucyjnym posunięciem było zadbanie o wywóz śmieci, śniegu i wszelkich nieczystości z brukowanych ulic miasta - w tym oczywiście z Chłodnej. Prezydent nakazał rozświetlić miasto -  poprzez  zamontowanie dodatkowych latarni.


mirowskie-hale01


źródło:www.warszawska.info


    W 1898 roku zburzono sąsiadujące z Chłodną 4 pawilony Koszar Mirowskich. Wzniesiono na ich miejscu dwie duże hale targowe na 500 stoisk. Budowa hal był kolejnym już drugim (kościół św. Boromeusza)  wyłomem w koncepcji Osi Saskiej.



  Ruchy niepodległościowe jednak nie zamilkły, mimo poprawy bytowania mieszkańców Warszawy. Zesłańcy wracają do domów inni zaś są zsyłani. Coraz częściej dochodzi do strajków w fabrykach czy wręcz wybuchów niezadowolenia z powodu nie tylko trudnych warunków bytowania ale i braku swobód obywatelskich i narodowych.


   Na początku 1900 roku nastąpiła odczuwalna recesja. W 1904 roku przez Chłodną pod hasłem " Chleba i pracy"  przeszła manifestacja robotników, która kierowała swoją agresję nie tylko przeciwko burżuazji ale przede wszystkim okupantowi. Odpowiedzią na kolejną manifestację było wprowadzenie przez władze carskie stanu wojennego w Warszawie oraz kolejnych aresztowań i zsyłek. (W odwecie między innymi wrzucono bombę do Cyrkułu policyjnego przy Chłodnej 11).


   W 1905 - 1908 roku położono tory pod elektryczną linię tramwajową i wymieniono bruk na bazaltowo - granitową kostkę. Ruch na Chłodnej nie malał. Jadący do pożaru strażacy musieli uważać by nie wpaść na jadące ulicą tramwaje.


Wkrótce nadszedł rok 1914.....

piątek, 16 maja 2014

FAŁSZYWKI Z CHŁODNEJ...

Pieniądze fałszowano zawsze.
    Pierwszy raz sfałszowano złote monety już w VI w p.n.e. Od tamtej pory fałszerstwo przybierało najrozmaitsze formy. Krążki z miedzi lub cyny otaczano cienką blaszką ze złota lub srebra a później bito stemplem odpowiedni wzór (symbol). Autentyczność posiadanych monet można było badać w różnoraki sposób. Najpowszechniejszym było nacinanie lub nagryzanie monety. Ta fałszywa powinna się odkształcać, co świadczyło o nieprawidłowej twardości kruszca. W kolekcjach numizmatycznych znajduje się wiele monet z odciskami zębów lub zarysowaniami twardym przedmiotem.


06120


źródło:www. e-numizmatyka.pl


   Z kolejnymi wiekami techniki odkrywania fałszerstw zostały udoskonalone. Gdy odkryto możliwość badania zawartości srebra czy złota w monecie - fałszerze mieli utrudnioną sytuację. Do takiej diagnostyki potrzebny jednak był specjalista. W odpowiedzi zrodzili się specjaliści fałszerze. I tak jedni ścigali się z drugimi. To byli prawdziwi fachowcy.
    Mimo gróźb karania śmiercią i wykonywania egzekucji proceder nadal kwitł. W XVII wieku w Rosji stracono 7.000 fałszerzy, 3.000 obcięto ręce a w Polsce fałszerz i posiadacz fałszywych monet podlegał karze spalenia na stosie. Surowe kary za fałszerstwo były od zawsze traktowane jako zamach na majestat władzy lub jego obrazę. No chyba, że bili ją sami władcy - a historia notuje takie przypadki. Cóż  - oni byli bezkarni...
    Zaraz po I wojnie i w dwudziestoleciu międzywojennym kwitło fałszerstwo na naszym Kercelaku. Policyjne raporty mówiły nawet o 5,5 tys. przestępstw podrabiania pieniądza w tym okresie.


   Wtedy pojawiły się fałszywe banknoty 20- złotowe. Okazało się, że kolporterami tychże banknotów byli kasjerzy z Dworca Głównego. Sami kupowali je po 5 zł a różnicę zachowywali dla siebie. Wprowadzanie do obiegu tych fałszywek było możliwe dzięki nieźle skonstruowanej organizacji. Same banknoty zaś drukowane były niedaleko na ulicy Ogrodowej w prywatnym mieszkaniu. 


    Nieopodal na ulicy Twardej skutecznie działała produkcja srebrnych 10 złotówek.  Zwykle podrabiano srebrne 1-, 2-, 5- i 10-złotówki i zazwyczaj robiono to techniką odlewu stosując  miękkie metale (najczęściej cynk i ołów), które potem srebrzono. Trudniejsze było  bicie monet, bo składało się z kolejnych etapów aż do utwardzenia .


 

indeks


źródło:http://www.katalogmonet.pl


    Ulica Chłodna była usytuowana między zakładami produkcyjnymi fałszywek. Nie mogła odstawać od ogólnie panującego trendu.
    Pod numerem 23 tam gdzie teraz mieści się Oberża pod Czerwonym Wieprzem był zakład produkcji mosiężnych uchwytów do trumien. A jakże można było tam zamówić, kupić eleganckie ozdoby: uchwyty, listwy czy inne mosiężne akcesoria pogrzebowe. Na zapleczu zakładu odbywała się jednak całkiem inna produkcja. Wykorzystując materiały i sprzęt produkcyjny wyrabiano też fałszywe monety. Bito je z "ręki" i ze " stempla". Oczywiście trafiały one potem między innymi na nasz Kercelak.
    Zamówić można było praktycznie każdą monetę - nawet taką zabytkową. Wystarczyło tylko trochę potrzymać "nowy egzemplarz zabytkowej monety" w gnojówce w celu spatynowania.
    Pod koniec 1939 r. gubernator Hans Frank nakazał Polakom oddać do depozytu okupanta wszystkie banknoty o nominałach 100 zł i 500 zł. Wkrótce jednak przestały być prawnym środkiem płatniczym. Zastąpiono je banknotem 100-złotowym z odpowiednim niemieckim nadrukiem - "Generalne Gubernatorstwo dla zajętych polskich obszarów". Rodacy nie kwapili się do oddawania wskazanych banknotów do depozytu. Za to natychmiast pojawiły się sfałszowane stemple z pożądanym niemieckim nadrukiem.


100_zlotych_9listopad1934


źródło:http://banknoty.republika.pl


   Na naszym Kercelaku za drobną opłatą można było sobie opieczętować banknoty stuzłotowe z Józefem Poniatowskim i cieszyć się ich posiadaniem. Zresztą czegóż to nie można było załatwić na Kercelaku...


24_3_3


źródło:www.pwpw.pl - "góral"
    Tutaj można było dostać (kupić) fałszowane banknoty 50 zł i 500 zł powszechnie znane jako górale (od postaci górala na banknocie). Produkował je kto mógł. Fałszowanie w tych czasach było postrzegane jak jawna walka z okupantem. Dzięki tej produkcji Armia Krajowa i jej Podziemna Wytwórnia Banknotów zarobili dla podziemia 18 milionów złotych.


indeks


źródło:www.pwpw.pl - Znak graficzny Podziemnej Wytwórni Banknotów

poniedziałek, 5 maja 2014

sobota, 26 kwietnia 2014

NA NASZYM KERCELAKU...


Jeśli opowieści z Chłodnej to nie może zabraknąć naszego Kercelaka.


   To targowisko powstało wkrótce po powstaniu styczniowym. Funkcjonowało od 1867 do 1944r - i było ono największym targowiskiem przedwojennej Warszawy. Jego nazwa pochodzi od nazwiska Józefa Kercelego, właściciela kilku placów w tym rejonie, które kupił od niego Urząd Miasta, by stworzyć tam miejsce handlu dla mieszkańców stolicy. Przeniesiono tu stragany z placu Grzybowskiego.


   Zajmował wielkość około półtora hektara i rozpoczynał się w rejonie ulic Chłodnej i Towarowej idąc ku Ogrodowej oraz Leszno (dzisiejszy odcinek Alei „Solidarności” od ulicy Wroniej do ulicy Młynarskiej oraz wschodnia część ulicy Okopowej).


33d6f65c3065d34aafe920e1a3a98e1e


źródło:wawalove.pl


   Tu mogłeś kupić wszystko. To miejsce żyło własnym życiem - tu rządziły inne prawa. Społeczność pracująca tu i odwiedzająca codziennie to miejsce stworzyła własną gwarę. Tu oprócz zwykłych sprzedawców i przyjezdnych mogłeś spotkać ciemną stronę bazaru - czyli cały margines społeczny – drobnych złodziejaszków, prostytutki (według wyliczeń funkcjonariuszy, działało około 25 000 prostytutek w Warszawie) oraz bandytów wymuszający haracze (gang Tasiemki czy Rojzy). Często dochodziło do rękoczynów:  w ruch szły pięści, kastety i noże. Nierzadko lała się krew.         I oczywiście nikt- nic nie widział...


   Ponieważ bazar znajdował się między budynkami mieszkalnymi to mieszkańcy Warszawy dojeżdżali tutaj tramwajami. Stragany zostały ustawione według branży, którą obejmowały. Cały plac wybrukowany był kamieniem polnym poprzecinanym cementowymi chodnikami, przy których stała niezliczona ilość drewnianych budek i straganów. Między tymi budkami  spotkać można było mieszkańców okolicznych wsi sprzedający płody rolne i w zamian kupujących ubrania.


76_1284628484


źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl


    Oprócz budek i straganów towar sprzedawano z walizek lub z ręki. Kupiłeś tu towar zwykły i koszerny. Ceny były przystępne. Można było posłuchać płyt z gramofonu, zagrać w różne gry typu:" ruletka" "bączek", "trzy miasta", "trzy karty", "kostki" czy "para - nie para". Tak czy siak - raczej straciłeś, niż zarobiłeś...


kercelego05


źródło:dintojra.blogspot.com


   Amatorów zwierząt zapraszano na Okopową - w tej części handlowano nie tylko gołębiami, papugami, psami i kotami - ale jak wieść niesie,  można było kupić tygrysa bengalskiego, jeśli oczywiście ktoś sobie " winszował".


150_1261932513


źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl


   We wrześniu 1939 r. w spłonęły niemal wszystkie stragany i budki. Za to już w połowie października 1939 r. postawiono 113 nowych stoisk.


   Pod okiem Niemców  handlowano poszukiwanymi towarami : naftą do lamp, olejem spożywczym, chlebem, lekarstwami, "rąbanką", wódką, bronią a także fałszywymi dokumentami. Zresztą Niemcy chętnie sami zaopatrywali się tam w nielegalne - ale jakże potrzebne im rzeczy np. wszy, które gwarantowały im czasowe zwolnienie ze służby wojskowej.


    Przy kolejnych bombardowaniach w 1942r. - tym razem sowieckich znowu spłonął praktycznie cały bazar. W 1944 na kilka miesięcy przed wybuchem Powstania Warszawskiego - Niemcy zlikwidowali go całkowicie. Handlarze przenieśli się w rejon placu Żelaznej Bramy .


   Kercelak nigdy już nie odzyskał swojej świetności. Jego ostateczny upadek przypieczętowała budowa trasy W-Z.


   Być może współczesną funkcję tego naszego Kercelaka miał spełnić Jarmark Europa na dawnym Stadionie Dziesięciolecia. Ale to już nie było to samo. Tu nie było tego gwaru, nawoływania, hałasu - atmosfery starej Warszawy.

czwartek, 10 kwietnia 2014

CHŁODNA 28 I CUKIERNIA SOMMERA



   Kamienica Chłodna 28 (róg Żelaznej) to była piękna secesyjna kamienica. Na rogu była elegancka cukiernia Karola Sommera. Sommer posiadał jeszcze fabrykę biszkoptów i czekolady na Chłodnej pod numerem 40


   W latach 20 spotykało się tu wielu ciekawych ludzi. W cukierni spotykali się fabrykanci, właściciele bogatszych sklepów, sławni sportowcy jak zapaśnicy: Władysław Pytlasiński - z zawodu rzeźnik, mistrz świata w zapasach 1900 i trener, Jan Cyganiewicz, pseud. Zbyszko I) – uczeń Pytlasińskiego, polski zapaśnik o międzynarodowej sławie zarówno w walce klasycznej, jak i wolno-amerykańskiej, Tadeusz Sztekker - atleta, jeden z najpopularniejszych polskich zapaśników okresu międzywojennego i dwukrotny mistrz świata, oraz Kazimierz Okulicz.


   Z tym ostatnim wiąże się ciekawa anegdota. Opowiadał mi ją Lucjan Sosnowski polskizapaśnik, dwukrotny olimpijczyk, 14 -krotny mistrz Polski, wojskowy. Kazimierz Okulicz arystokrata, prawnik był  posłem na Sejm II kadencji w latach 1928–1930 i ministrem sprawiedliwości w rządach RP na uchodźstwie.



   Już jako dziewięćdziesięciolatek przychodził do hali Legia Warszawa popatrzeć na treningi zapaśnicze - dopingował właśnie Sosnowskiego. Był eleganckim, sprawnym fizycznie mężczyzną. Świadczy o tym fakt, iż właśnie wtedy rozłożył dwóch tajniaków, którzy weszli mu w drogę i nawet sie przy tym nie spocił. Zresztą nie przejął się całym zajściem, tylko wyszedł na świeże powietrze "łapać promienie słońca". W swoim testamencie zaznaczył, żeby pochowano go w pozycji na boku. Nigdy nie przegrał żadnej walki, nikt go nie położył na łopatki to i teraz nie chce tak leżeć.


   Bywał tutaj sam słynny kasiarz "Szpicbródka" czyli Stanisław Antoni Cichocki – włamywacz-kasiarz, działający na terenie II Rzeczypospolitej.



źródło:laurahuta.blogspot.pl.com


  Legendarny król kasiarzy, włamywacz, dżentelmen.Pseudonim zawdzięczał swojej blond bródce. Elegancki, wykwintny, wykształcony - znał kilka języków obcych. Wsławił się rabunkami kilku banków. Podczas jednej z rozpraw sądowych zapytany o zawód odpowiedział bez zająknięcia: "Złodziej włamywacz". A potem dodał: "Jestem niewinny". Kilkakrotnie trafiał do więzienia a w przerwach rabował kolejne banki.Został zwolniony z więzienia w 1939 roku, gdy wybuchła II wojna światowa. Dalej, przez obszar ZSRR z Armią Andersa przedostał się do Iranu, a potem Afryki. Jego dalsze losy nie są znane. Prowadził bogate życie towarzyskie, przebywał w warszawskich środowiskach artystycznych, głównie kabaretowych i teatralnych; był także właścicielem kabaretu „Czarny kot”. Był częstym bywalcem znanych restauracji - widywany także w towarzystwie śmietanki półświatka i przedwojennych kasiarzy: Adama Sempela, Mariana Andrzejczaka, Wacława Daszkiewicza. W pierwszej połowie lat dwudziestych porzucił napady, zostając doradcą i konsultantem technicznym innych włamywaczy.  Nadzorował szkołę kasiarzy, która mieściła się właśnie na Chłodnej w warsztacie elektromechanicznym (róg Towarowej), gdzie oficjalnie prowadzono usługi elektromechaniczne. Zaś na ulicy Krochmalnej mieściła się szkoła dla doliniarzy (kieszonkowców) - ale to była całkiem inna kasta ludzi...


 

środa, 9 kwietnia 2014

A W NASZEJ KAMIENICY POD 20-TKĄ...

   Mimo tego gruzowiska wiele kamienic na Chłodnej było w dobrym stanie. W ruinach w każdej wolnej chwili bawiliśmy się z chłopakami w wojnę: rzucaliśmy w siebie wymyślonymi granatami, paradując w prowizorycznych hełmach. Potem te domy cacuszka kazali rozebrać, aż za ulicę Białą do Elektoralnej. Furmankami wywozili gruz. 


   Do naszej kamienicy przylgnęły opowieści, których młodzi słuchali, jak bajki o żelaznym wilku.Tu w latach dwudziestych ubiegłego wieku mieszkał Pantaleon Karpiński, prawa ręka Łukasza Siemiątkowskiego niejakiego "Tasiemki" oficjalnie - radnego stolicy w wolnej Warszawie, bliskiego współpracownika Józefa Piłsudskiego. Tasiemka był działaczem Organizacji Bojowej PPS. Zarządzał 14-osobowym gangiem. On i jego koledzy terroryzowali właścicieli straganów na Kercelaku, zmuszając do przyjęcia opieki ludzi z ferajny "Taty Tasiemki". Jego macki sięgały nawet dalej – wymuszano pieniądze od okolicznych sklepikarzy,  ze wszystkich domów publicznych, z innych targowisk, a  także innych miejscowości: Pruszkowa i Grodziska Mazowieckiego. Koszt takiej usługi wynosił minimum 50 zł miesięcznie. Jeśli nie chciało się mieć zdemolowanego stoiska i zniszczonego towaru oraz kilku siniaków - trzeba było płacić. To jednak Karpiński był prawdziwym postrachem handlarzy z „Kercelaka". To on codziennie w otoczeniu kilku przybocznych egzekwował haracze, wymierzał kary, rozsądzał spory - i był w tym bezwzględny. Krążyły słuchy o jego nadzwyczajnym talencie i pamięci matematycznej. Zawsze wiedział kto , ile i kiedy.



źródło :www.warszawa.pl




Zdjęcia Karpińskiego znalazły się w zakładzie fotograficznym pani I.Strzemiecznej przy ul. Chłodnej 20.




   Tasiemka dwukrotnie siedział w Cytadeli a nawet dostał wyrok śmierci. Uratował go na trzy dni przed przewidywaną egzekucją Odzyskanie Niepodległości 11 listopada 1918r. Kilka lat później odznaczono go Krzyżem Niepodległości z uwagi na działalność polityczną.Jednak z powodu zatajenia swojej karalności - wkrótce ten order mu odebrano. W 1932 roku po procesie za działalność przestępczą został skazany na 2 lata więzienia. Miejsce po gangu „Tasiemki" zajęła banda niejakiej „Rojzy". Po rozpoczęciu II wojny światowej porzucił przestępstwo na rzecz działalności w podziemiu. Na jesieni 1942, został aresztowany przez Niemców i osadzony na Pawiaku. Stamtąd w styczniu 1943 przetransportowano go do obozu koncentracyjnego na Majdanku w Lublinie, gdzie zmarł w 1944r. na tyfus.


   O losach Karpińskiego niewiele wiadomo. W 1932 roku dostał wyrok i otrzymał 6 lat ciężkiego więzienia. Był to najwyższy wyrok jaki dostał gangster z ferajny "taty Tasiemki". Na Chłodną już nie wrócił.



   Teraz do ściany szczytowej kamienicy przylepił budę z kebabami jakiś turecki biznesmen. Nad budą widnieje agresywna reklama jakiegoś banku. Nie podoba mi się. Wspólnota kamienicy postarała się i odnowili front budynku - ale daleko jeszcze do pełnej rewitalizacji. Pewnie realizacja mocno przekroczyła budżet inwestycji. Ale dobre i to.


   Powiem Wam, że ta kamienica widziała wiele, wiele ciekawych ale także tragicznych zdarzeń. Mógłby powstać z tego piękny film...

sąsiedzi spod dwudziestki....

  W naszej kamienicy najważniejsze były kobiety.    To one trzymały rodziny razem. Nic bez nich nie mogło funkcjonować. Wiedziały wszystko...