niedziela, 15 czerwca 2014

KONIEC POWSTANIA

   7 sierpnia gen. Reinefarth kontynuował od świtu natarcie na Woli, "oczyszczając" rejon ulic: Chłodnej, Ogrodowej, placu Mirowskiego, Hal Mirowskich i placu Żelaznej Bramy. Masowo mordowano ludność cywilną.  Po bramach i podwórkach odbywały się egzekucje na: Chłodnej, Elektoralnej i w Halach Mirowskich.


   W dniach 7 i 8 sierpnia siły niemieckie umocniły się ostatecznie wzdłuż głównych arterii przelotowych Woli i ich przecznic.


   Wobec rosnącej przewagi wroga 12 sierpnia 1944 roku praktycznie cały obszar Woli znalazł się w rękach niemieckich. Rozpoczął się ostatni etap gehenny ludności cywilnej w której łącznie wymordowano około 50 tysięcy mieszkańców Woli.


   13 sierpnia jednostki AK uderzyły na Hale Mirowskie, zamierzając przebić się tamtędy do odciętej Starówki. Atak zakończył się jednak niepowodzeniem.


  Gubernator dystryktu warszawskiego  - Ludwig Fischer uciekł pod osłoną czołgu z pałacu Brühla poza Warszawę wraz ze swymi urzędnikami. Na placu Żelaznej Bramy i na ulicy Chłodnej Niemcy zostali ostrzelani przez oddziały powstańcze.


  15 sierpnia po opanowaniu Woli Niemcy zainstalowali w parku im. Sowińskiego najcięższy samobieżny moździerz "Karl", który używali do ostrzeliwania Starego Miasta i Śródmieścia Warszawy.


images


źródło:http://blogbiszopa.pl


   Pociski przebijały kolejne stropy i zazwyczaj eksplodowały w części parterowej, powodując zburzenie całej kamienicy i zasypanie piwnic. Wiele pocisków wystrzeliwanych z Karla nie wybuchło. Być może dlatego, że były przeznaczone do niszczenia potężnych betonowych umocnień i mury miasta były zbyt wątłe, żeby uruchomić zapalnik pocisku . Drugim powodem mogły być akcje sabotażowe przymusowych robotników, którzy pracowali w niemieckich fabrykach zbrojeniowych. Może właśnie taki  pocisk trafił w naszą kamienicę pod 20-tką - i nie wybuchł. Ten, który moja mama z sąsiadkami wyniosły na kocu przed kamienicę


   Jeden z takich pocisków uderzył w dom, gdzie znajdowała się słynna restauracja "Adria". Pocisk po przebiciu stropów i kilku pięter wpadł do podziemi. Nie eksplodował. Został rozbrojony przez powstańców, a jego ładunek wybuchowy później służył do produkcji powstańczych granatów. Inny pocisk trafił najwyższy wówczas budynek warszawski hotel Prudential.


images


źródło:pl.wikipedia.org


   Po upadku Woli powstańcy jeszcze stawiali opór wojskom niemieckim przez kilka tygodni.


   14-16 września oddziały niemieckie zdobyły Marymont. 27 września skapitulowali ostatni obrońcy Mokotowa a 30 września obrońcy Żoliborza. W Ożarowie Mazowieckim toczyły się pertraktacje, które zakończyły się w nocy z 2 na 3 października podpisaniem aktu kapitulacji powstania warszawskiego.


images


źródło:www.polskieradio.pl


    5 października do niewoli w zwartych oddziałach powstańczych wychodzili z Warszawy żołnierze. Około 3,5 tys. powstańców zdołało wmieszać się w opuszczający miasto tłum ludności cywilnej i uniknąć w ten sposób niewoli


images


źródło:to-ci-historia.blog.pl


Kapitulacja nastąpiła 2 października 1944 r. po 63 dniach walki.           


   Dla upamiętnienia faktu stłumienia Powstania Warszawskiego 1944 r. Niemcy ustanowili specjalną odznakę "Warschaer Schield" zaprojektowaną podobno przez samego Hitlera. Dostali ją funkcjonariusze Wehrmachtu i SS, biorącym udział w walkach z polskimi powstańcami, noszono na lewym rękawie munduru.


   Po wyjściu powstańców do niewoli i po usunięciu z miasta kilkuset tysięcy ludności cywilnej Warszawa była systematycznie niszczona przez Niemców.


     17 stycznia 1944 r. do wymarłego, zrównanego z ziemią miasta wkroczyły wojska sowieckie i towarzysząca im I Armia Wojska Polskiego.


images


źródło:studioopinii.pl

wtorek, 10 czerwca 2014

WYPĘDZENIE Z WARSZAWY - cz.2


  Na skutek podpaleń i wysadzeń dokonywanych przez oddziały niemieckie, uległo zagładzie ponad 80% zabudowy mieszkalnej Woli.


      Mimo, że dowódcy niemieccy ograniczyli rozkaz eksterminacji ludności Warszawy, nie wszystkie oddziały zaczęły przestrzegać nowych wytycznych.


   6 sierpnia Rzeź Woli była kontynuowana. Zamordowano tego dnia około 10000 Polaków – przede wszystkim mieszkańców ulic: Chłodnej, Leszno, Towarowej i Żelaznej. Ofiarami byli  m.in. personel i pacjenci szpitala przy ul. Leszno, księża i zakonnicy z klasztoru przy ul. Karolkowej. Rozstrzelano również kilkuset wziętych do niewoli powstańców oraz osoby uznane za powstańców (w tym wiele dzieci oraz młodocianych w wieku od 12 do 16 lat). Zbiorowym egzekucjom nadal towarzyszyły gwałty, grabieże i palenie domów.


   7 sierpnia Niemcy, opanowali arterię komunikacyjną: Wolska – Chłodna – Elektoralna. Rodzina mojej żony mieszkała wówczas przy ulicy Wolskiej. Podczas wybuchu powstania moja przyszła żona miała zaledwie 3 lata. Mieszkali w jednym mieszkaniu w 5 osób z rodzicami i wujostwem. 


    Tego dnia wygoniono wszystkich mężczyzn na podwórze kamienicy i ustawiono do egzekucji w kilku rzędach. Kobiety i dzieci ustawiono w kolumnę i popędzono w kierunku Woli. Za ich plecami zaczęto masakrę. Egzekucja była przeprowadzona dość chaotycznie i w pośpiechu. Ojciec i wuj stali w kolejnym rzędzie, więc upadające martwe ciała z pierwszych rzędów, przykrywając ich ocaliły im życie. Leżeli cicho, nie ruszając się. Wuj został postrzelony w nogi, ojcu nic się nie stało. Po ustaniu strzelaniny jeden z oficerów podchodził do leżących i trącał ich nogą. Jeśli się nie ruszali - odchodził. Jeśli wydawali jakiekolwiek oznaki życia - dobijał strzałem w głowę.


  920bf527-d84c-426b-9b90-e7c30a863923.file


   źródło: konflikty.wp.pl


   Wśród mordów, gwałtów i grabieży pognano mieszkańców płonącymi ulicami do kościoła św. Wojciecha, przystanku przed obozem w Pruszkowie. W tej grupie osób była moja przyszła żona. Z tego marszu pamięta, że wokoło niej tańczyły iskierki. Te iskierki to zapewne fragmenty płonących budynków, gnane wiatrem po ulicach. Matka z ciotką niosły ją na zmianę na rękach. Tempo marszu było zbyt szybkie, żeby małe nóżki  nadążyły za korowodem.


   Gdy oprawcy już odeszli ojciec z wujem, wyczołgali się spod trupów i wpełzli do piwnicy najbliższej kamienicy. Siedzieli tam w kilku mężczyzn, wyczekując dobrego momentu na ucieczkę. Trwało to dwa dni i dwie noce. Teść później opowiadał, że najbardziej bali się gdy jeden z ocalałych współtowarzyszy kaszlał. Może był przeziębiony a może miał gruźlicę. Takie dźwięki dochodzące z piwnicy, mogły narazić wszystkich na odkrycie ich kryjówki przez Niemców. Pozostali ukrywający się mężczyźni częstowali go ciągle papierosami, bo gdy ten pali, to nie kaszlał.


   Kobiety w tym czasie szły w korowodzie, pędzone w kierunku kościoła św.Wojciecha. Co wtedy myślały i jak bardzo się bały - trudno sobie wyobrażać. Miały jedynie świadomość, że ich mężowie, bracia, synowie właśnie zostali wyprowadzeni do egzekucji. Za ich plecami słychać było tylko strzały. Z niektórymi mężczyznami na podwórza do egzekucji stawiły się też kobiety: matki, żony, siostry, córki... Zapewne robiły to dobrowolnie, nie chcąc rozstawać się z najbliższymi, nie licząc już na jakikolwiek ratunek.


920bf527-d84c-426b-9b90-e7c30a863923.file


źródło:wiadomosci.wp.pl


   Wokół kościoła nocą słychać było krzyki i strzały. Kościół św. Wojciecha został ustanowiony przejściowym obozem dla ludności cywilnej. Stanowił punkt zborny dla wypędzanych mieszkańców północnych dzielnic Warszawy. Przebywali w fatalnych warunkach sanitarnych i czekali, czekali tam na wywiezienie do obozu w Pruszkowie. W czasie powstania warszawskiego przez kościół św. Wojciecha przeszło około 90000 mieszkańców Warszawy. W jego okolicach esesmani zamordowali ponad 400 osób. Po nocy wśród krzyków, rozpaczy i płaczu, spędzonej w kościele pochód ocalałych z rzezi, ruszył w stronę Pruszkowa. Wśród nich moja żona, teściowa i ciotka.


920bf527-d84c-426b-9b90-e7c30a863923.file


źródło:http://niepoprawni.pl/blog


   Marsz był długi i monotonny. Teściowa znała dobrze język niemiecki i próbowała dogadać się ze strażnikiem. Udając, że musi coś zrobić przy dziecku spowalniały swój marsz i w rezultacie odłączyły się od pochodu  w okolicach Gołąbek pod Warszawą. Stamtąd już niedaleko było do domu wuja mojej teściowej. Zatrzymały się u niego. Mimo wszelkich przesłanek, że obaj mężowie nie żyją nadal wierzyły, że się odnajdą. Czekały.


   Nie mogły zostać długo w Gołąbkach. Doszły do wniosku, że skoro ojciec się nie odezwał, to może wuj będzie ich szukać u swojej rodziny. Udały się w stronę Łowicza do wsi Kiernozia, gdzie mieszkała rodzina męża ciotki. Czekały.


   W tym czasie ojciec z wujem zostali złapani pod Warszawą i dołączyli do maszerujących w stronę Pruszkowa. Rozdzielili się jednak w pochodzie i ojciec udając chorobę, odłączył się w okolicach Gołąbek. Tam od rodziny dowiedział się, gdzie jest żona i córka. Gdy dotarł do nich, był tam już wuj z którym się rozstał w pochodzie w stronę Pruszkowa. Doczekali tam wspólnie do końca wojny.


   Do Warszawy wrócili w marcu 1945 roku. Nie zamieszkali na Woli. Nie mieli do czego wracać. Ich kamienica nie istniała. Wprowadzili się do stryjenki ojca na Pradze. Gdy teść dostał pracę w elektrowni na Powiślu przenieśli się do wspólnego mieszkania z innymi rodzinami na Powiślu pod adresem Aleja 3 maja.

niedziela, 8 czerwca 2014

Powstanie Warszawskie 1944 - film



https://www.youtube.com/watch?v=sH1W-_M0J28

źródło: YOUTUBE

 

WYPĘDZENIE Z WARSZAWY - cz.1


   Na Chłodnej mieszkaliśmy do momentu założenia getta. Już we wrześniu 1940 roku krążyły pogłoski, że trzeba będzie się wyprowadzić. Zamieszkaliśmy na Wroniej. Trudno powiedzieć jak się tam mieszkało. Po prostu mieszkało tak "na przeczekanie".


   W sierpniu 1944 roku (powstanie jeszcze trwało) dołączyliśmy do pochodu mieszkańców pędzonych Chłodną w stronę Woli. Niemcy pędzili wszystkich w kierunku Pruszkowa.


  220px-Bundesarchiv_Bild_146-2005-0044,_Warschauer_Aufstand,_Kapitulation


źródło: http://pl.wikipedia.org - Kolumna wysiedleńców


   Ludzie szli w milczeniu, niosąc swój dobytek - ile dało się wziąć. Każdy coś niósł lub ciągnął za sobą w prowizorycznych wózkach. Bagaż po drodze okazywał się za ciężki i wzdłuż szlaku można było zobaczyć porzucone pakunki. Po drodze dołączali do nas mieszkańcy innych dzielnic i podwarszawskich miejscowości. Inni jechali do obozu pociągiem.


220px-Bundesarchiv_Bild_101I-695-0423-30,_Warschauer_Aufstand,_Zivilisten_auf_Bahnhof


źródło: http://pl.wikipedia.org -Deportacja mieszkańców Warszawy z Dworca Zachodniego do obozu w Pruszkowie


   Później się dowiedziałem, że między sierpniem a październikiem zostało wypędzonych blisko 550 tys. warszawiaków i około 100 tys. mieszkańców miejscowości podwarszawskich. Większość wypędzonych została skierowana do podwarszawskich obozów przejściowych – przede wszystkim Pruszkowa. Stamtąd blisko 150 tys. osób wywieziono na roboty do Rzeszy lub do niemieckich obozów koncentracyjnych. My tak jak część pozostałych przesiedleńców zostaliśmy skierowani dalej - w stronę Łowicza.


   Mamie udało się opuścić korowód idących tuż pod Łowiczem. Stamtąd dotarliśmy do rodziny ojca w miejscowości Wiskienica. Zamieszkaliśmy tam. Czekaliśmy z nadzieją, że może tata żyje i tutaj nas znajdzie - w końcu to byli jedyni ocalali z naszej rodziny,  no i gdzie indziej miałby nas szukać? Czas się dłużył a wieści o zaginionych i zabitych powoli odbierały nadzieję. Ojciec nas odnalazł zaraz po wyzwoleniu.


   Wkrótce okazało się, że zawieruchę wojenną przeżył także mój drugi wuj Bolesław, choć trudno było w to uwierzyć. Wuj także był bohaterem. W czasie okupacji roznosił bibułę i dostarczał broń do getta. Ukrywał się od wiosny 1943 roku póki 18 maja nie został aresztowany. Przewieziono go wówczas na Pawiak i przesłuchiwano pod zarzutem działalności w PPR. 5 lipca 1943 roku wywieziono go do Oświęcimia a od czerwca 1944 roku do Buchenwaldu. Tam doczekał końca wojny.


   Wujek z rodziną zamieszkał  przy ulicy Kopernika 25. Wprowadziliśmy się do jego mieszkania. Rodzice nie wyobrażali sobie, żeby nie mieszkać na Woli, żeby nie mieszkać na Chłodnej.


   Warunki w mieszkaniu wuja były bardzo skromne. Zajmowaliśmy jeden pokój z kilkoma rodzinami. Miejsce to wszyscy traktowali, jako przejściowe -  wszyscy chcieli powrócić do swoich starych mieszkań. Ta część stolicy była stosunkowo mało zniszczona, toteż ruch w tej okolicy był dość spory. Tata zaraz po przyjeździe do Warszawy rozpoczął organizowanie mieszkania dla nas w naszej starej kamienicy na Chłodnej 20.


 im86t2


źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl


   "Dogadał" się z jakimś murarzem i od rana do nocy przygotowywali mieszkanie do wprowadzenia. Nasze poprzednie mieszkanie nie istniało dlatego zajęliśmy lokal od strony podwórka - po nieżyjących najemcach.


   Ostateczna przeprowadzka nastąpiła dopiero wiosną 1947 roku. Mimo tego, że od zakończenia wojny upłynęły już dwa lata mieszkanie w Warszawie nadal było bardzo niebezpieczne. Co jakiś czas słychać było w okolicy odgłosy eksplozji. Ludzie sami próbowali pozbyć się niewybuchów, bo saperów wówczas było jak na lekarstwo. Na ścianach domów jeszcze długo widniały napisy "МИН НЕТ!", choć to nie zawsze oddawało rzeczywistość.


Ja zacząłem chodzić do szkoły....

piątek, 6 czerwca 2014

POWSTANIE WARSZAWSKIE CZ.2 - RZEŹ WOLI.



Powstanie było już faktem.

   Na Woli już od 2 sierpnia powstańcze oddziały były uwikłane w zaciekłe walki obronne przeciwko niemieckim jednostkom pancernym, które próbowały wywalczyć sobie przejście wzdłuż trasy Wolska–Chłodna–ElektoralnaSenatorskaMost Kierbedzia.


Warschauer Aufstand, Einmarsch von Waffen-SS


źródło:http://wiadomosci.wp.pl Esesmani z brygady Dirlewangera maszerujący przez Wolę - najprawdopodobniej początek ul. Chłodnej.


  


   2–3 sierpnia w Śródmieściu zdobyto gmach Poczty Głównej oraz silnie broniony posterunek niemieckiej policji przy ul. Chłodnej (Nordwache) przez batalion „Chrobry ”.


indeks


źródło:www.sppw1944.org


   4 sierpnia Niemcy wprowadzili po raz pierwszy do akcji przeciw powstaniu lotnictwo nurkujące, które dotkliwie zbombardowało sąsiednie ulice - Wolską, Górczewską i Młynarską.


jpg


źródło:http://www.muzhp.pl


  


   5 sierpnia dokonano pod dowództwem Reinefartha, masowej rzezi ludności Woli. Dzień ten przeszedł do historii, jako „czarna sobota”.


rzez_woli_1944


źródło:warszawska-wola.strefa.pl


   Od godziny 7.00 rano oddziały niemieckie szturmowały polskie barykady na ulicach Wolskiej i Górczewskiej. Szereg domów podpalono, a uciekających w panice wybijano ogniem z broni maszynowej. Początkowo mordowano w sposób chaotyczny. Strzelali do wszystkich i wszędzie: w domach, na ulicy w szpitalach, na podwórzach bądź w piwnicach kamienic stłaczano ich, po czym mordowano za pomocą granatów.  Nie oszczędzano nikogo: małe dzieci z matkami wrzucano do płonących budynków, przy ul. Wolskiej 149 - w sierocińcu wymordowano kilkadziesiąt dzieci, rozbijając im główki kolbami karabinowymi. Cywilów, których nie zamordowano od razu, pędzono w charakterze „żywych tarcz” na powstańcze barykady.


   Później w drugiej połowie dnia rzeź przybrała bardziej zorganizowany charakter. Ludzi pędzono do kilku miejsc egzekucji przy ulicach Wolskiej i Górczewskiej a następnie systematycznie mordowano – zazwyczaj strzałem w tył głowy lub przy użyciu broni maszynowej. Niekiedy zwały martwych ciał sięgały ok. 25-35 metrów długości, 15-20 metrów szerokości i 2 metrów wysokości.



   Wieczorem 5 sierpnia za wiedzą i zgodą nazistowskich przywódców postanowiono złagodzić  eksterminację mieszkańców. Zakazano mordowania kobiet i dzieci, utrzymując jednak rozkaz likwidacji wszystkich polskich mężczyzn oraz ujętych powstańców. W rzeczywistości decyzja  ta nie wynikała z pobudek humanitarnych, lecz z kalkulacji: zbiorowe mordy wzmagały tylko wolę oporu Polaków, a zajęci mordowaniem, gwałtami i grabieżą żołnierze niemieccy nie byli w stanie prowadzić działań ofensywnych przeciw powstańcom.



   Ulice Woli zasłane były tysiącami ciał. W obawie przed wybuchem epidemii  z około stu mężczyzn, utworzono tzw. Verbrennungskommando. Jego zdaniem było zbieranie i palenie zwłok. Po zakończeniu pracy niewielu oszczędzono. Praktycznie ocaleli tylko ci, którzy się wykupili łapówką.


   200px-Bundesarchiv_Bild_101I-695-0423-12,_Warschauer_Aufstand,_flüchtende_Zivilisten


źródło:http://pl.wikipedia.org


  


   Na mocy rozkazu von dem Bacha polskie kobiety i dzieci miały zostać skierowane do obozu przejściowego, na terenie nieczynnych Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w podwarszawskim Pruszkowie. Pierwszy transport wypędzonych warszawiaków dotarł do obozu 7 sierpnia.


Byłem wśród nich...

POWSTANIE WARSZAWSKIE - cz.1. ORGANIZACJA


   W momencie wybuchu powstania warszawskiego główny ciężar walki z Niemcami wzięły na siebie oddziały Armii Krajowej. Stan liczebny jednostek AK w Warszawie wynosił około 50 tys. zaprzysiężonych żołnierzy (mężczyzn i kobiet). Po wybuchu powstania do walki włączyły się również inne organizacje podziemne: Narodowych Sił Zbrojnych (około 3500 żołnierzy), komunistycznej Armii Ludowej (około 800 żołnierzy), Korpusu Bezpieczeństwa (około700 żołnierzy) oraz Polskiej Armii Ludowej (500 żołnierzy).


ak1


źródło:www.sppw1944.org



   Po pierwszych dniach powstania liczba walczących żołnierzy znacząco spadła do około 28 tys. i tylko część z nich posiadała broń. Najsłabszą stroną powstańców było uzbrojenie, bo chęci i odwagi było wystarczająco.  Pomocne w uzbrojeniu powstańców były zrzuty spadochronowe aliantów i zdobycze w walce. Do powstania przyłączyła się także większość spośród 348 Żydów uwięzionych w Gęsiówce", którzy zostali uwolnieni przez żołnierzy AK w pierwszych dniach sierpnia.


300px-Gesiowka


źródło:www.sppw1944.org



   Ponadto w powstaniu udział wzięło również wielu Żydów ukrywających się dotąd na terenie miasta, którym udało się przeżyć powstanie w getcie warszawskim.


   Władze cywilne działały za pośrednictwem komitetów domowych i blokowych (każdy dom stanowił osobną jednostkę administracyjną). Ich zadaniem była organizacja obrony przeciwlotniczej i przeciwpożarowej, zapewnienie obywatelom bezpieczeństwa, opieka społeczna, organizacja komunalnych kuchni, kopanie studni, uprzątanie ruin, grzebanie poległych oraz prowadzenie działalności informacyjno-propagandowej.


   Z inicjatywy harcerzy z Szarych Szeregów uruchomiono w mieście Harcerską Pocztę Polową, uznaną oficjalnie przez rejonową delegaturę w Śródmieściu. Do końca sierpnia 1944 wysłano za jej pośrednictwem 116 317 listów. Od 2 września Harcerska Poczta Polowa wydawała nawet własne znaczki pocztowe.


27e


źródło:www.sppw1944.org

czwartek, 5 czerwca 2014

A LATO BYŁO UPALNE....


   Gdy nadszedł rok 1944 wiadomo już było, że powstanie wybuchnie. Jeszcze jesienią 1943 roku stało się jasne, że Polska nie zostanie wyzwolona spod okupacji niemieckiej przez wojska aliantów zachodnich, lecz przez Armię Czerwoną. Militarnie powstanie było wymierzone przeciwko Niemcom, ale politycznie przeciwko ZSRR.


Armia-Krajowa1


źródło:www.fidesetratio.pl


   Dowództwo AK planowało samodzielnie wyzwolić stolicę jeszcze przed wkroczeniem Armii Czerwonej i w ten sposób zahamować prowadzony przez Stalina proces sowietyzacji. Na wieść o wybuchu powstania w Warszawie, Armia Czerwona wstrzymała ofensywę w kierunku miasta i odmawiała udzielenia pomocy powstańcom. W rezultacie słabo uzbrojone oddziały powstańcze przez 63 dni prowadziły samotną walkę z Niemcami.


Armia Czerwona1bcd46fe-a856-4643-957f-3fd3bbe6e621.file


źródło:www.radiownet.pl  - żołnierze Armii Czerwonej


      Wśród Niemców pod koniec lipca 1944 roku szerzyła się panika. Z miasta masowo uciekali cywilni Niemcy; ewakuowano zakłady przemysłowe, urzędy i więzienia; przestała się ukazywać prasa gadzinowa. Ulicami stolicy wycofywały się na zachód resztki niemieckich oddziałów rozbitych na Białorusi. AK doszło do przekonania, że powstanie łatwo mogłoby doprowadzić do wyparcia okupantów z Warszawy.


   27 lipca w Warszawie ogłoszono przez „szczekaczki” zarządzenie gubernatora dystryktu warszawskiego. Nakazywał, żeby następnego dnia 100 tysięcy polskich mężczyzn i kobiet od 17 do 65 roku życia stawiło się do pracy przy budowie umocnień nad Wisłą. Chodziło oczywiście o budowanie umocnień przed zbliżającą się Armią Czerwoną.


z15271771Q


źródło:warszawa.gazeta.pl


   Zarządzenie to zostało całkowicie zbojkotowane przez Warszawiaków, represji okupanta jednak nie było. Zza Wisły od strony Pragi, coraz głośniej słychać było kanonady artyleryjskie. Napięcie rosło - tym bardziej, że różne ugrupowania polityczne nawoływały do zrywu powstańczego. Postanowiono, iż rozpocznie się ono 1 sierpnia o godz. 17:00.

wtorek, 3 czerwca 2014

MOJA WOJNA...


   Do upadku Powstania Warszawskiego mieszkaliśmy na Wroniej. Mama,  ja i mój stryjek. Przed wybuchem Powstania taty już z nami nie było. Nie wiedzieliśmy, gdzie się podział i czy żyje. Nie tylko my byliśmy w takiej sytuacji. Wiele rodzin z naszej kamienicy było w podobnej .


    Przy kolejnych nalotach wszyscy mieszkańcy schodzili do schronów lub piwnic. My schodziliśmy do piwnicy w naszej kamienicy. Tam było duszno i tłoczno. Jedni stali, inni siedzieli, gdzie się dało. Większość się modliła. Czekaliśmy. W piwnicy znajdowało się małe okienko. Co jakiś czas, któraś matka sadzała tam choć na chwilę swoje dziecko, żeby pooddychało świeżym powietrzem. Kiedy  skończyła się moja kolej  na "świeży oddech" posadzono na parapecie okna dziewczynkę. Była młodsza ode mnie.


Chyba byłem dzieckiem szczęścia.


   W tym momencie, gdy małą posadzili w oknie - na ulicy wybuchł szrapnel. Odłamki pocisku zmasakrowały dziewczynkę. Nie wiem czy przeżyła. I dziękuję, że nie pamiętam tego wydarzenia. Znam je tylko z opowieści mojej mamy.


   Tata pracował na Poczcie Głównej przy Świętokrzyskiej. Był listonoszem. Nigdy nie należał do bardzo odważnych jak mówił o sobie, był "cykorantem". Pewnego dnia został wezwany przez oficera niemieckiego.  Esesman nakazał mu zanieść konkretną paczkę do jakiegoś biura, w którym urzędowali Niemcy. Kazał mu  wziąć pokwitowanie za doręczenie i szybko się oddalić. To było podejrzane, ale nie mógł odmówić. Całą drogę pod wskazany adres szło za nim dwóch młodych chłopaków. Tata dostarczył paczkę i bardzo starał się nie okazywać zdenerwowania. Urzędnik, który odebrał przesyłkę kazał ją tacie natychmiast otworzyć. Ojciec poprosił o podpisanie kwitu doręczenia i korzystając z chwilowego zamieszania wymknął się z biura, nie otwierając pakunku. Zaraz potem usłyszał wybuch. Zaczął uciekać, ile sił w nogach. Biegł wprost na pocztę - a za nim ci dwaj, którzy go tajnie eskortowali do biura. Musiał się bardzo bać, bo biegł tak szybko, że oni go nie dogonili. Wbiegł na pocztę. Dwaj - jak się później okazało żołnierze AK, nie mogli wejść do urzędu i stali przed nim - czekając na  mimowolnego "zamachowca". Po jakimś czasie na pocztę wszedł ten oficer od paczki (jak się później okazało, żołnierz polski, oficer AK), który nakazał dostarczyć paczkę. Ojciec i jego koledzy opowiedzieli mu, co się wydarzyło. Niestety świadkiem tych "zwierzeń" był ich współpracownik o którym wiedzieli, że kolaboruje z  Niemcami. Oficer powiedział, żeby się o nic nie martwili, on to "załatwi". Ojcu nakazał natychmiast wyjść do dwóch żołnierzy czekających na zewnątrz, którzy go ewakuowali z Warszawy. Nie wolno mu było kontaktować się z rodziną. I tak mój tata stał się bohaterem - zamachowcem. Następnego dnia znaleziono kapusia z poczty martwego w swoim mieszkaniu. 


   Byłem bardzo dumny z mojego ojca i po wojnie ciągle go prosiłem o opowiadanie tej historii.


   Stryj był prawdziwym komunistą - nie jakimś takim "farbowanym" - ale prawdziwym, wierzącym w idee komunistyczne. Mama mówiła, że zawsze miała z nim "urwanie głowy". Znajdował się zawsze nie tam, gdzie powinien. Kiedyś do nieprzytomności został skatowany przez Niemców. Wylizał się z tego szybko i praktycznie bez szwanku. Był odważny - może nawet zbyt odważny, jak na te czasy. Nocami pracował w piekarni, dzięki temu my i nasi najbliżsi sąsiedzi zawsze mieli chleb.


   Pamiętam taką sytuację: podczas kolejnego nalotu, zbiegliśmy z mamą do piwnicy. Po drodze spotkaliśmy wuja, który właśnie wracał z nocnej zmiany w piekarni. Wyglądał na bardzo zmęczonego. Moja mama zdążyła tylko krzyknąć - "do piwnicy!". Wujek machnął ręką i poszedł do mieszkania.


   Naloty odbywały się dość regularnie. Syreny alarmujące o zbliżających się samolotach nie zawsze oznaczały, że za chwilę obok nas spadnie jakaś bomba. Tym razem spadła. Trafiła w klatkę schodową. Po odwołaniu alarmu do domu mogliśmy wrócić wyłącznie drugą klatką schodową, bo pierwsza przestała istnieć. Nagle na wprost nas wyłoniła się ogromna postać - jakby zjawa. Był to mężczyzna pokryty pyłem i kurzem.  Twarz była niewyraźna. Po chwili, gdy zjawa wydobyła z siebie głos zorientowaliśmy się, że to stryj - cały i zdrowy, tylko przysypany pyłem i tynkiem.


   Wracając z nocnej zmiany poprzedzonej długim spotkaniem ze "swoimi komunistami" marzył wyłącznie o tym, by położyć się i zasnąć. Nie obchodziło go to, że nadlatują samoloty i zaraz będzie bombardowanie. Nie zawsze w końcu spadały w pobliżu. No i spadły. Na śpiącego zawalił się sufit naszego mieszkania. Wygrzebał się spod gruzu i poszedł szukać innego miejsca, gdzie mógłby "dospać". To bombardowanie tylko go wkurzyło.


    Mam jeszcze jedno koszmarne dla mnie wspomnienie. Była zima. Niemcy wygonili lokatorów naszej kamienicy i kazali iść na ulicę Leszno na wprost Sądów. Miałem wtedy prawie pięć lat. Mama trzymała mnie za rękę i szliśmy w tłumie ludzi pędzonych w tamtą stronę. Wkrótce naszym oczom ukazał się wstrząsający widok. I to niestety zapamiętałem...


Więźniowie-Pawiaka-powieszeni-na-ul.-Leszno

źródło: niezlomni.com

   Na poręczy długiego balkonu  spalonej kamienicy przy ul. Leszno,  powieszono 27 Polaków.  Przeszliśmy obok miejsca egzekucji. Mama starała się zakryć mi oczy - nieskutecznie. Gdy już pozwolono - w milczeniu  wróciliśmy do domu.


   Przez wiele godzin ciała zakładników zwisały bezpośrednio za murem getta (dzielącego Leszno na stronę „aryjską” i „niearyjską”). Pędzono tam mieszkańców okolicznych ulic ku przestrodze i karze.


   Wkrótce opublikowano nazwiska ofiar w  „Nowym Kurierze Warszawskim”. W gronie ofiar znalazło się m.in. 12 żołnierzy AK, aresztowanych i przetrzymywanych na Pawiaku a także kilku wychowanków Zakładu dla Sierot im. ks. Siemca. Była to pierwsza od 1942 roku publiczna egzekucja więźniów Pawiaka -  odwetowej akcji po śmierci Kutschery. Gestapo i policja niemiecka obstawiały całe kompleksy domów, zatrzymując wszystkie podejrzane osoby. Tylko między 1 a 6 lutego aresztowano blisko 1800 Polaków.


Niedługo nadeszła wiosna a potem lato...

ZA MUREM....


   Chłodna stała się główną osią dzielącą małe getto od dużego.


   Formalnie zgodnie z podpisem gubernatora warszawskiego getto zostało utworzone przez niemieckie władze okupacyjne dopiero 2 października 1940 roku. Wówczas określono ulice graniczne dla planowanego getta.


   warszawa_zajrzyj_za_mur_getta


źródło:franciszkanska.blogspot.com - budowanie muru wokół getta.   Pierwsze mury wokół „dzielnicy żydowskiej” w Warszawie zaczęto wznosić już 1 kwietnia 1940 roku.  


   Getto zostało zamknięte 16 listopada 1940 roku. Wówczas pojawiły się na mieście tablice informujące o zakazach wkraczania na tereny zamieszkiwane przez ludność żydowską z powodu zagrożenia infekcją tyfusu plamistego. Granice getta podlegały później korektom. W listopadzie 1940 roku na jego granicach funkcjonowały 22 bramy. W kwietniu 1941roku ich liczba wynosiła już tylko 14.


eeadb86d8a2028f9c9e5e4c16b283cf2


źródło:wawalove.pl


   Dzielnica żydowska podzieliła się na tzw. duże getto (część północna) i małe getto (część południowa). Jedynym ich połączeniem stał się na skrzyżowaniu Żelaznej z Chłodną wąski przesmyk. W styczniu 1942 roku oba getta połączył drewniany wiadukt nad ulicą Chłodną. Była to wysoka na dwa piętra konstrukcja. Do kładki prowadziły pięćdziesięciostopniowe schody. Żydzi nazwali to przejście „Mostem Westchnień”.


 Przy Żelaznej znajdowały się  otwierane przemiennie, bramy.


chlodna_23_01


źródło:www.warszawa1939.pl


   Warunki życia w getcie były koszmarne. Według statystyk maksymalna ilość przebywających tam ludzi wynosiła ok. 460 tys (1941 rok), na jedną izbę w mieszkaniach getta warszawskiego przypadało średnio około 13 osób  przydział żywności na osobę wynosił około 180 kalorii dziennie. Od jesieni 1940 roku do lipca 1942 roku z głodu i chorób w getcie zmarło około 92 tys. ludzi. Groźby kary śmierci dla Żydów opuszczających getto oraz dla Polaków udzielających im pomocy nie były skuteczne.


images


źródło:jimbaotoday.blogspot.com


   Z tramwajów przejeżdżających tranzytem wzdłuż Chłodnej w stronę getta często "leciały" paczki żywnościowe z podstawowymi produktami. Ryzykowali jedni i drudzy. Nie wszyscy jednak wykazywali się ludzkimi cechami - po jednej i po drugiej stronie. Zarówno Polacy jak i Żydzi skwapliwie stosowali się do zaleceń okupantów.


getto-eleganci2


źródło:ciekawostkihistoryczne.pl


   W getcie panowały duże dysproporcje. Najbogatsi (tzw. arystokracja) mieszkali na Chłodnej i Elektoralnej - od frontu, średnio zamożni na Siennej a biedota wszędzie gdzie się dało - na przykład na ulicy czy w piwnicach.


getto_warszawa_arch_pap


źródło:wiadomosci.wp.pl


 Kładka została rozebrana w sierpniu 1942 roku w czasie wielkiej akcji deportacyjnej do Treblinki po włączeniu terenu małego getta do aryjskiej części miasta. Pod pretekstem poszerzenia ulicy w 1942 roku Niemcy rozebrali również pawilony Rogatek Wolskich.


https://www.youtube.com/watch?v=kYnAFyrgDXo


źródło:YOUTUBE


   Getto kurczyło się. Stłoczeni w getcie Żydzi żyli w nieludzkich warunkach – padali ofiarami egzekucji lub umierali z wycieńczenia, głodu i chorób.


ad9f6aeffbc20db9f1bb452b79917d49,750,470,0,0


źródło:natemat.pl


   22 lipca 1942 roku rozpoczęła się tzw. wielka akcja likwidacyjna. Była ona częścią operacji o kryptonimie "Reinhardt", która zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, zakładała fizyczną likwidację Żydów. Akcję "wysiedleńczą" przeprowadzały jednostki SS oraz pomocnicze złożone z Litwinów, Ukraińców i Łotyszy. Ważną rolę w akcji wysiedlania, odegrała Żydowska Służba Porządkowa znienawidzona w getcie. Ostatecznie żydowscy policjanci podzielili los pozostałych mieszkańców getta.


images


źródło:forum.echodnia.eu - policjanci żydowscy w akcji, którzy zapewne złapali groźnego przestępcę.


   W czasie akcji wysiedleńczej w  getcie około 254 tys. Żydów wywieziono do obozu zagłady w Treblince, ponad 11 tys. do bliżej nieokreślonych obozów pracy, a ponad 10 tys. zmarło lub zostało zastrzelonych. Podczas trwania deportacji około 8 tys. Żydów uciekło na tzw. aryjską stronę. W getcie legalnie pozostało 35 tys. osób, a około 25 tys. żyło w ukryciu.


   Wreszcie bojownicy z ŻOB i ŻZW stawili zbrojny opór gdy 19 kwietnia 1943 roku Niemcy przystąpili do ostatecznej likwidacji getta. Przez blisko miesiąc Niemcy systematycznie palili i niszczyli dom po domu zmuszając ludność cywilną do opuszczania bunkrów i schronów.


images

źródło:www.nautilus.org.pl

   Powstańcy w małych, rozproszonych grupach walczyli do 16 maja 1943 roku - do wysadzenia  w powietrze Wielkiej Synagogi na Tłomackiem.   23 kwietnia 1943 roku wydano rozkaz przeszukania i spalenie wszystkich bloków mieszkalnych.


   Według danych niemieckich w wykrytych i zlikwidowanych bunkrach znajdowało się ponad 56 tys. Żydów. Około 6 tys. zginęło na miejscu w walce. 7 tys. Żydów naziści zamordowali na terenie getta, tyle samo wysłano do Treblinki. Pozostała grupa około 36 tys. została wysłana do innych obozów, przede wszystkim do Auschwitz i Majdanka.


Dzielnica żydowska przestała istnieć.

niedziela, 1 czerwca 2014

PRZED MUREM.....


   Urodziłem się wiosną 1939 roku. W tym roku skończyłem 75 lat.


   Oczywiście, że nie pamiętam początku wojny, miałem zaledwie pół roku. Mieszkaliśmy wówczas na Wroniej - kilkadziesiąt metrów od Chłodnej. Zwyczajnie - tu mieszkało się taniej. Początek wojny znam z opowieści rodziców i sąsiadów. Oni widzieli to w inny sposób, niż możemy przeczytać w podręcznikach historii i opisach świadków zdarzeń. Chcieli przetrwać i chronić najbliższych. Bali się


   Mieszkańcy byli przygotowani przez radio i prasę na zbliżający się atak. Jeszcze przed wkroczeniem wojsk na Chłodną - tak jak na inne ważne arterie komunikacyjne spadł grad bomb. Już 1 września straty były ogromne. Spłonął niemal cały Kercelak i duża część Hal Mirowskich, wiele kamienic wzdłuż Chłodnej straciło część kondygnacji.


   W czasie bombardowań lokatorzy uciekali do piwnic lub parterowych pomieszczeń.  Wsłuchiwali się w komunikaty o nadchodzących nalotach.


https://www.youtube.com/watch?v=7PLxZ582cOs


źródło: YOUTUBE - bombardowanie Warszawy w 1939 roku przez Niemców.


   Chłodną przed bombardowaniami uciekali Warszawiacy z innych dzielnic. Spali po bramach, chowali się w piwnicach i podwórkach. Pojawiły się pierwsze ofiary nalotów. Nie było czasu ani możliwości chować ich tak jak należy. Przed kościołem św. Boromeusza dla uniknięcia epidemii mieszkańcy utworzyli prowizoryczne groby. Zmarłych i zabitych chowali w ogródkach i podwórkach - tak..."tymczasem".


   Przy Chłodnej 45 mieścił się jeden z Komisariatów Obrony Przeciwlotniczej. Na apel prezydenta Starzyńskiego obywatele z własnymi łopatami stawili się do kopania schronów i rowów przeciwczołgowych. Później postawili z wagonów barykady przeciwczołgowe na rozwidleniu torów tramwajowych przy Żelaznej.


indeks


źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl - barykada przy Żelaznej


   Ze sklepów poznikały towary spożywcze. Zresztą i tak można było płacić wyłącznie złotem, dolarami lub antykami.


    17 września nastąpił wyjątkowo silny atak artylerii na miasto. Tego samego dnia Sowieci wkroczyli od wschodu.


   1939,kapitulacja_wwy_a


źródło:www.dobroni.pl - kapitulacja Warszawy
Warszawa skapitulowała 28 września 1939 roku.


   Powtarzając kolejny raz historię, szlakiem elekcyjnym do stolicy wkroczyły wojska Wermachtu w towarzystwie oddziałów 36. pułku czołgów.  


   Nastała okupacja.


   Niemcy zastali po wejściu do stolicy około 40% zniszczonych przez siebie budynków. Mimo to zabroniono odbudowywania zniszczonych kamienic, choć coraz większymi krokami zbliżała się zima. Należało jedynie uprzątnąć ulice z gruzu i ustawionych barykad. Ci którzy ocaleli ze zbombardowanych kamienic musieli na własną rękę poszukać sobie innego lokum lub wyprowadzić się z Warszawy. Zamierzeniem okupantów było zmniejszenie liczebności mieszkańców stolicy dziesięciokrotnie (z 1,3 mln do 130 tysięcy). Około miliona Polaków i Żydów miało być wywiezionych na roboty do Niemiec lub straconych. Niemcy sukcesywnie wprowadzali swój plan.


images


źródło:www.kulturalna.warszawa.pl


   W listopadzie nakazali zlikwidowanie prowizorycznych grobów ofiar bombardowań wrześniowych przed kościołem św.Boromeusza. Nie chodziło tu o względy sanitarne ale o to, że stały się one miejscem kultu, nie tylko religijnego ale i patriotycznego.


   dintojra-kercelak01


źródło: yoniec.blogspot.com


   Na Kercelaku pojawiły się nowe stragany z podstawowymi artykułami spożywczymi. Tu także rozpoczęła się wyprzedaż luksusowych towarów jak porcelana, obrazy, książki, antyki - zbędne w trudnych czasach a pozwalających zakupić coraz droższe artykuły spożywcze.


z15290349AA,Po-wkroczeniu-do-Gdyni-zolnierze-Wehrmachtu-zrywaj


źródło:m.wyborcza.pl


    Szyldy na sklepach i warsztatach musiały być zmienione na niemieckojęzyczne.  Nazwy ulic również. Ulica Chłodna od tej pory nazywała się - Eisgruben Strasse. Ponieważ nikt nie reagował na apel nowych gospodarzy, by zgłaszać się dobrowolnie na wyjazd do pracy w Niemczech, zaczęto regularnie robić łapanki na mieście, zwłaszcza na Chłodnej i Wolskiej - tam gdzie zawsze był duży ruch.


   Jednym z pierwszych zarządzeń niemieckich dotyczących ludności Warszawy korzystającej z komunikacji miejskiej było wydanie zakazu jazdy Żydom w wagonach motorowych. Zezwolono jedynie na jazdę w doczepionych wagonach.


   Stolicę Generalnego Gubernatorstwa przeniesiono do Krakowa. Warszawa stała się tylko dystryktem warszawskim. Miasto podzielono na część aryjską i żydowską.


 Co oznaczało to dla lokatorów Chłodnej?


- Wyprowadzkę.


W dniu 12 września 1940 roku (w dniu największego święta Jon Kipur) utworzono getto.

sąsiedzi spod dwudziestki....

  W naszej kamienicy najważniejsze były kobiety.    To one trzymały rodziny razem. Nic bez nich nie mogło funkcjonować. Wiedziały wszystko...