165 lat temu na placu „Pod Lwem" (w latach 1841—1849) stanął wybudowany według projektu Henryka Marconiego kościół pod wezwaniem Św. Karola Boromeusza. Był wzorowany na rzymskim kościele Santa Maria Maggiore i powstał dokładnie na zakończeniu Osi Saskiej.
Świątynia usytuowana na trakcie wyjazdowym z Warszawy na zachód Europy, miała być reprezentacyjną budowlą, witającą przyjezdnych. Fundatorką była księżniczka Klementyna z Sanguszków Małachowska. Na ten cel przeznaczyła 200 000 złp resztę pieniędzy ponad 250 000 wyłożył rząd.
źródło:http://pl.wikipedia.org
Kiedyś krążyła opinia, że kościół ten był najmniejszym w Warszawie. Obie wieże kościoła posiadały wnęki, w których umieszczono posągi świętych i błogosławionych polskich. Stąd powstało powiedzenie, że święci nie mogąc pomieścić się wewnątrz świątyni wyszli na zewnątrz. Na fasadzie znajdują się figury apostołów Piotra i Pawła. U stóp schodów świątyni stoją cztery wielkie posągi świętych: Ambrożego, Augustyna, Grzegorza i Hieronima. Na skwerku przed kościołem stoi figura Najświętszej Marii Panny odlana z brązu autorstwa Andrzeja Pruszyńskiego.
Bruk dookoła kościoła był zrobiony przez wolskich mistrzów kamieniarstwa. Oszlifowany kamień był przeplatany kostką drewnianą, co dawało charakterystyczny dźwięk stukających obcasów i stukotu kół.
Miejsce to widziało wiele rozstań i powrotów. Stąd ruszały między innymi kibitki z powstańcami na Sybir. Stąd moi starsi koledzy ruszali do Powstania. Tędy przechodzili powracający z poniewierki wojennej.
źródło:www.kolejkamarecka 1914r Strzelcy Syberyjscy biwakują na ulicy Chłodnej przed kościołem św.Karola Boromeusza.
Po pierwszych walkach w Warszawie w 1939 roku przed kościołem zrobiono tymczasowy cmentarz.
źródło: fotopolska.eu 1939, Tymczasowy cmentarz przy Kościele św. Karola Boromeusza na ulicy Chłodnej.
źródło: www.kulturalna.warszawa.pl - Groby na skwerku przed kościołem Karola Boromeusza przy ulicy Chłodnej, [1939]
W majowy poranek usiadłem na ławeczce przy Skwerze Sybiraków i przeniosłem się pamięcią do okresu powojennego. Ten skwer to wyjątkowe miejsce z tajemniczą historią w tle. Rozejrzałem się.
Po prawej stronie, gdzie znajdowały się budynki Straży Pożarnej nad rumowiskiem wyłaniała się strażacka wieża zwana "czatownią".
źródło: www.dsh.waw.pl
Tu gdzie teraz siedziałem znajdował się wtedy ogromny zbiornik na wodę, zasypany później gruzem ze zburzonego kościoła. Z tego zbiornika czerpało wodę tysiące ludzi pędzonych w stronę Woli i obozu w Pruszkowie. Czerpali wodę z błotem i kruszonymi cegłami. I ja z mamą byliśmy wśród pędzonych w tym koszmarnym marszu. Moja pamięć jest dla mnie łaskawa, bo niewiele z tego pamiętam. Wyobrażam sobie, co wtedy przeżywała moja mama. Sama z małym dzieckiem w korowodzie udręczonych ludzi. Ojciec nie wrócił jeszcze z Powstania - ukrywał się pod Warszawą. Nawet nie wiedział czy jeszcze żyjemy - a my czy on żyje. Wielu z tych ludzi nie dotrwało celu marszu.
Niemcy składowali w kaplicy pogrzebowej kościoła broń i materiały wybuchowe. Po upadku powstania warszawskiego hitlerowcy wysadzili prezbiterium oraz boczne kaplice a 15 stycznia 1945 nastąpił wybuch, który zniszczył wschodnią elewację, kaplicę i zakrystię. Główny ołtarz także nie przetrwał wojny.
Pamiętam gdy przez pierwsze 3 lata po wojnie w procesjach Bożego Ciała i Wielkanocy asystowali żołnierze z Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego. Szli przy samej figurze Matki Boskiej. Ja i moi koledzy ministranci nie mogliśmy oderwać od nich oczu. Od ich pięknych mundurów i błyszczących butów, którymi stukali o bruk.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz