wspomnienia, historia, anegdoty, ciekawostki... Wszystko, co mnie interesuje a dotyczy tego właśnie miejsca na Ziemi....
piątek, 11 lipca 2014
wtorek, 10 czerwca 2014
WYPĘDZENIE Z WARSZAWY - cz.2
Na skutek podpaleń i wysadzeń dokonywanych przez oddziały niemieckie, uległo zagładzie ponad 80% zabudowy mieszkalnej Woli.
Mimo, że dowódcy niemieccy ograniczyli rozkaz eksterminacji ludności Warszawy, nie wszystkie oddziały zaczęły przestrzegać nowych wytycznych.
6 sierpnia Rzeź Woli była kontynuowana. Zamordowano tego dnia około 10000 Polaków – przede wszystkim mieszkańców ulic: Chłodnej, Leszno, Towarowej i Żelaznej. Ofiarami byli m.in. personel i pacjenci szpitala przy ul. Leszno, księża i zakonnicy z klasztoru przy ul. Karolkowej. Rozstrzelano również kilkuset wziętych do niewoli powstańców oraz osoby uznane za powstańców (w tym wiele dzieci oraz młodocianych w wieku od 12 do 16 lat). Zbiorowym egzekucjom nadal towarzyszyły gwałty, grabieże i palenie domów.
7 sierpnia Niemcy, opanowali arterię komunikacyjną: Wolska – Chłodna – Elektoralna. Rodzina mojej żony mieszkała wówczas przy ulicy Wolskiej. Podczas wybuchu powstania moja przyszła żona miała zaledwie 3 lata. Mieszkali w jednym mieszkaniu w 5 osób z rodzicami i wujostwem.
Tego dnia wygoniono wszystkich mężczyzn na podwórze kamienicy i ustawiono do egzekucji w kilku rzędach. Kobiety i dzieci ustawiono w kolumnę i popędzono w kierunku Woli. Za ich plecami zaczęto masakrę. Egzekucja była przeprowadzona dość chaotycznie i w pośpiechu. Ojciec i wuj stali w kolejnym rzędzie, więc upadające martwe ciała z pierwszych rzędów, przykrywając ich ocaliły im życie. Leżeli cicho, nie ruszając się. Wuj został postrzelony w nogi, ojcu nic się nie stało. Po ustaniu strzelaniny jeden z oficerów podchodził do leżących i trącał ich nogą. Jeśli się nie ruszali - odchodził. Jeśli wydawali jakiekolwiek oznaki życia - dobijał strzałem w głowę.
Wśród mordów, gwałtów i grabieży pognano mieszkańców płonącymi ulicami do kościoła św. Wojciecha, przystanku przed obozem w Pruszkowie. W tej grupie osób była moja przyszła żona. Z tego marszu pamięta, że wokoło niej tańczyły iskierki. Te iskierki to zapewne fragmenty płonących budynków, gnane wiatrem po ulicach. Matka z ciotką niosły ją na zmianę na rękach. Tempo marszu było zbyt szybkie, żeby małe nóżki nadążyły za korowodem.
Gdy oprawcy już odeszli ojciec z wujem, wyczołgali się spod trupów i wpełzli do piwnicy najbliższej kamienicy. Siedzieli tam w kilku mężczyzn, wyczekując dobrego momentu na ucieczkę. Trwało to dwa dni i dwie noce. Teść później opowiadał, że najbardziej bali się gdy jeden z ocalałych współtowarzyszy kaszlał. Może był przeziębiony a może miał gruźlicę. Takie dźwięki dochodzące z piwnicy, mogły narazić wszystkich na odkrycie ich kryjówki przez Niemców. Pozostali ukrywający się mężczyźni częstowali go ciągle papierosami, bo gdy ten pali, to nie kaszlał.
Kobiety w tym czasie szły w korowodzie, pędzone w kierunku kościoła św.Wojciecha. Co wtedy myślały i jak bardzo się bały - trudno sobie wyobrażać. Miały jedynie świadomość, że ich mężowie, bracia, synowie właśnie zostali wyprowadzeni do egzekucji. Za ich plecami słychać było tylko strzały. Z niektórymi mężczyznami na podwórza do egzekucji stawiły się też kobiety: matki, żony, siostry, córki... Zapewne robiły to dobrowolnie, nie chcąc rozstawać się z najbliższymi, nie licząc już na jakikolwiek ratunek.
źródło:wiadomosci.wp.pl
Wokół kościoła nocą słychać było krzyki i strzały. Kościół św. Wojciecha został ustanowiony przejściowym obozem dla ludności cywilnej. Stanowił punkt zborny dla wypędzanych mieszkańców północnych dzielnic Warszawy. Przebywali w fatalnych warunkach sanitarnych i czekali, czekali tam na wywiezienie do obozu w Pruszkowie. W czasie powstania warszawskiego przez kościół św. Wojciecha przeszło około 90000 mieszkańców Warszawy. W jego okolicach esesmani zamordowali ponad 400 osób. Po nocy wśród krzyków, rozpaczy i płaczu, spędzonej w kościele pochód ocalałych z rzezi, ruszył w stronę Pruszkowa. Wśród nich moja żona, teściowa i ciotka.
źródło:http://niepoprawni.pl/blog
Marsz był długi i monotonny. Teściowa znała dobrze język niemiecki i próbowała dogadać się ze strażnikiem. Udając, że musi coś zrobić przy dziecku spowalniały swój marsz i w rezultacie odłączyły się od pochodu w okolicach Gołąbek pod Warszawą. Stamtąd już niedaleko było do domu wuja mojej teściowej. Zatrzymały się u niego. Mimo wszelkich przesłanek, że obaj mężowie nie żyją nadal wierzyły, że się odnajdą. Czekały.
Nie mogły zostać długo w Gołąbkach. Doszły do wniosku, że skoro ojciec się nie odezwał, to może wuj będzie ich szukać u swojej rodziny. Udały się w stronę Łowicza do wsi Kiernozia, gdzie mieszkała rodzina męża ciotki. Czekały.
W tym czasie ojciec z wujem zostali złapani pod Warszawą i dołączyli do maszerujących w stronę Pruszkowa. Rozdzielili się jednak w pochodzie i ojciec udając chorobę, odłączył się w okolicach Gołąbek. Tam od rodziny dowiedział się, gdzie jest żona i córka. Gdy dotarł do nich, był tam już wuj z którym się rozstał w pochodzie w stronę Pruszkowa. Doczekali tam wspólnie do końca wojny.
Do Warszawy wrócili w marcu 1945 roku. Nie zamieszkali na Woli. Nie mieli do czego wracać. Ich kamienica nie istniała. Wprowadzili się do stryjenki ojca na Pradze. Gdy teść dostał pracę w elektrowni na Powiślu przenieśli się do wspólnego mieszkania z innymi rodzinami na Powiślu pod adresem Aleja 3 maja.
piątek, 6 czerwca 2014
POWSTANIE WARSZAWSKIE CZ.2 - RZEŹ WOLI.
Powstanie było już faktem.
Na Woli już od 2 sierpnia powstańcze oddziały były uwikłane w zaciekłe walki obronne przeciwko niemieckim jednostkom pancernym, które próbowały wywalczyć sobie przejście wzdłuż trasy Wolska–Chłodna–Elektoralna–Senatorska–Most Kierbedzia.
źródło:http://wiadomosci.wp.pl Esesmani z brygady Dirlewangera maszerujący przez Wolę - najprawdopodobniej początek ul. Chłodnej.
2–3 sierpnia w Śródmieściu zdobyto gmach Poczty Głównej oraz silnie broniony posterunek niemieckiej policji przy ul. Chłodnej (Nordwache) przez batalion „Chrobry ”.
źródło:www.sppw1944.org
4 sierpnia Niemcy wprowadzili po raz pierwszy do akcji przeciw powstaniu lotnictwo nurkujące, które dotkliwie zbombardowało sąsiednie ulice - Wolską, Górczewską i Młynarską.
źródło:http://www.muzhp.pl
5 sierpnia dokonano pod dowództwem Reinefartha, masowej rzezi ludności Woli. Dzień ten przeszedł do historii, jako „czarna sobota”.
źródło:warszawska-wola.strefa.pl
Od godziny 7.00 rano oddziały niemieckie szturmowały polskie barykady na ulicach Wolskiej i Górczewskiej. Szereg domów podpalono, a uciekających w panice wybijano ogniem z broni maszynowej. Początkowo mordowano w sposób chaotyczny. Strzelali do wszystkich i wszędzie: w domach, na ulicy w szpitalach, na podwórzach bądź w piwnicach kamienic stłaczano ich, po czym mordowano za pomocą granatów. Nie oszczędzano nikogo: małe dzieci z matkami wrzucano do płonących budynków, przy ul. Wolskiej 149 - w sierocińcu wymordowano kilkadziesiąt dzieci, rozbijając im główki kolbami karabinowymi. Cywilów, których nie zamordowano od razu, pędzono w charakterze „żywych tarcz” na powstańcze barykady.
Później w drugiej połowie dnia rzeź przybrała bardziej zorganizowany charakter. Ludzi pędzono do kilku miejsc egzekucji przy ulicach Wolskiej i Górczewskiej a następnie systematycznie mordowano – zazwyczaj strzałem w tył głowy lub przy użyciu broni maszynowej. Niekiedy zwały martwych ciał sięgały ok. 25-35 metrów długości, 15-20 metrów szerokości i 2 metrów wysokości.
Wieczorem 5 sierpnia za wiedzą i zgodą nazistowskich przywódców postanowiono złagodzić eksterminację mieszkańców. Zakazano mordowania kobiet i dzieci, utrzymując jednak rozkaz likwidacji wszystkich polskich mężczyzn oraz ujętych powstańców. W rzeczywistości decyzja ta nie wynikała z pobudek humanitarnych, lecz z kalkulacji: zbiorowe mordy wzmagały tylko wolę oporu Polaków, a zajęci mordowaniem, gwałtami i grabieżą żołnierze niemieccy nie byli w stanie prowadzić działań ofensywnych przeciw powstańcom.
Ulice Woli zasłane były tysiącami ciał. W obawie przed wybuchem epidemii z około stu mężczyzn, utworzono tzw. Verbrennungskommando. Jego zdaniem było zbieranie i palenie zwłok. Po zakończeniu pracy niewielu oszczędzono. Praktycznie ocaleli tylko ci, którzy się wykupili łapówką.
źródło:http://pl.wikipedia.org
Na mocy rozkazu von dem Bacha polskie kobiety i dzieci miały zostać skierowane do obozu przejściowego, na terenie nieczynnych Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w podwarszawskim Pruszkowie. Pierwszy transport wypędzonych warszawiaków dotarł do obozu 7 sierpnia.
Byłem wśród nich...
sąsiedzi spod dwudziestki....
W naszej kamienicy najważniejsze były kobiety. To one trzymały rodziny razem. Nic bez nich nie mogło funkcjonować. Wiedziały wszystko...
-
Przy Chłodnej 32 mieściło się biuro sprzedaży Zakładów Cegielnianych i fabryki dachówek Bogumiła Schneidera. Zakłady z ostały założone w...
-
165 lat temu na placu „Pod Lwem" (w latach 1841—1849) stanął wybudowany według projektu Henryka Marconiego kościół pod wezwaniem Św....
-
W naszej kamienicy najważniejsze były kobiety. To one trzymały rodziny razem. Nic bez nich nie mogło funkcjonować. Wiedziały wszystko...